Ach, a więc sprzątaczki miały rozległe wpływy w budynku Ministerstwa Magii! Sebastian zupełnie nie był tego świadom. Raczej nie plotkował zbyt dużo z innymi współpracownikami i ograniczał się do powitań i pożegnań i jakże popularnego „small talku”, który miał na celu umilić krótkie interakcje społeczne. Nawet obiady jadał samotnie lub w cichym towarzystwie, gdyż wtedy nie był zmuszany do dzielenia się swoimi odczuciami.
— Emm... Tak. Przepraszamy, Mortimerze. Pozwól, że i ja się przedstawię: Jestem Sebastian z rodu Macmillanów. — Opuścił wzrok na Jonathana, licząc, że wyczyta coś z jego reakcji.
Nawet Sebastian, który był obeznany z łaciną i liznął nieco starodawnych form języka angielskiego, miał problem z pełnym zrozumieniem mężczyzny. Z drugiej strony wiele ludzi miało problem z tym, aby zrozumieć mieszkańców szkockich wyżyn, więc czy był to dowód na opętanie? Raczej nie. Pokiwał głową na informacje, które przekazała mu Brenna.
— Rzeczywiście jest mocno pobudzony — stwierdził równie cicho. — Jeśli chcemy to załatwić szybko, to raczej nie ma szans na sprawdzenie drzew genealogicznych w archiwach Ministerstwa. — Urwał, gdy kobieta zadała mu kolejne pytanie. — Zmiana zachowania, zmiana wyglądu, zmiana głosu na nienaturalny i...
Nie zdołał wspomnieć o nieco bardziej konkretnych objawach opętania, gdyż w tym momencie w ich stronę leciał już zdobiony wazon. Nieprzyzwyczajony do takich niespodziewanych ataków, Sebastian próbował się uchylić. W oczach Brenny musiało to wyglądać dosyć karkołomnie, gdyż jej nowy kolega skulił się i wystawił ręce do przodu, jakby chcąc uchronić się przed atakiem. To zdecydowanie nie był przykład odpowiedniej techniki obronnej, toteż dobrze, że pannie Longbottom udało się wyczarować całkiem wytrzymałą tarczę, która udaremniła atak Jonathana. Albo Gampa.
Cóż, jeśli historie o nim są prawdziwe, to do zmiany zachowania na pewno doszło. Może nawet do podwyższenia siły fizycznej?, pomyślał przelotnie, zanosząc się kaszlem. Rzucił oskarżycielskie spojrzenie w stronę ich pacjenta, a potem wbił wzrok w Brennę, jakby nie wiedząc, co powinni teraz zrobić. O ile w ich stronę nie poleciał kolejny element wystroju salonu tudzież mebel, Sebastian kontynuował:
— I posiadanie nieznanej wiedzy. Tudzież wstręt przed świętymi przedmiotami. Ale to może zależeć od kultury. Skoro to Gamp, to możliwe, że wychował się w Anglii, więc wierzenia kowenu mogą mieć tu zastosowanie. — Spojrzał na Jonathana. Nie miał przy sobie żadnego świętego przedmiotu, ale miał swoje wykształcenie i swoją wiedzą i całkiem spore doświadczenie w śpiewaniu pieśni pochwalnych ku czci matki natury. — Pani Księżyca, ty, która opiekujesz się nami wszystkimi...
Macmillan zaczął się głośno modlić, licząc, że w razie czego tarcza Brenny powstrzyma atak. Był pacyfistą, brzydził się przemocą i prędzej odmówiłby wykonania zlecenia, niż skrzywdził drugą osobę, toteż odwrócił się ku temu, co było mu najbliższe: ku wierze. Skoro na początku mężczyzna nie zareagował dobrze na wspomnienie o Matce, to może teraz zmusi to ducha do ujawnienia się i jednoznacznego potwierdzenia swojej obecności?