13.06.2023, 10:19 ✶
Co racja, to racja: chcieli Jamila z powrotem, nawet jeżeli nie z czystej sympatii, to z pragmatyzmu, nie wspominając już o tym, że Cathal bardzo, bardzo nie chciał, aby po okolicy kręciła się jakaś znajoma jego ojca. O ile więc Shafiq nie poświęcał religii więcej czasu niż wymagałaby tego jego praca, o tyle tego wieczora wymawiał wersety ze sporym jak na siebie zaangażowaniem.
Nell zamarła, kiedy Sebastian zawołał, żeby uważała. Pozwoliła mu przebiec obok i dopaść nieprzytomnego Jamila, zerkając podejrzliwie to na egzorcystę, to na Macmillana, to na krzyżyk.
- Wcale by nie przeszło! – oświadczyła stanowczo, pochylając się, by zacząć sprawdzać funkcje życiowe pozbawionego świadomości Egipcjanina. – Ja mam silną wolę! Nie to, co ten tutaj. Wystarczy mu pokazać karty. Albo cukierka. Jestem pewna, że ten duch opętał go, bo obiecała mu, że będą razem grać w karty. I że wie, gdzie są świetne cukierki – zamarudziła, wyciągając różdżkę i rzucając jakieś zaklęcie. Próbowała najpierw wzmocnić organizm, a potem ocucić Anwara, chociaż ciężko było powiedzieć, czy w tej chwili ma szansę na sukces.
– Dziękuję. Przyślij mi w najbliższych dniach rachunek – odparł Cathal, zamykając książeczkę. Rozejrzał się po pokoju, milcząc przez chwilę, w swoistym momencie zawieszenia, gdy jego umysł przetwarzał informacje. Nie tylko to, co stało się tutaj.
Szukał we wspomnieniach w tej chwili czegoś innego.
Odpowiedzi na to, co stało się podczas Beltane.
Ostrzeżenie Ulyssesa, owszem, pozwoliło im ewakuować się na czas. Czy zobaczył w tłumie coś podejrzanego? Jakie słowa mógł usłyszeć w tych sekundach, zanim się teleportowali… poza najgłośniejszym okrzykiem, uciekajcie, to on?
Czy spotkał się kiedyś z czymś, co dawało takie przedziwne światło, jak to, które błysnęło pomiędzy drzewami?
– Sebastianie, podczas Beltane prawdopodobnie doszło do ataku śmierciożerców – powiedział w końcu, spoglądając na Macmillana. To był sabat organizowany przez jego rodzinę i miał prawo wiedzieć. Nawet jeżeli Shafiq trochę się obawiał, co ten zrobi. Z drugiej strony Egzorcysta był mężczyzną bardzo opanowanym i zwykle działającym metodycznie, Cathal nie sądził więc, że pobiegnie z różdżką w ręku walczyć w Kniei Godryka. – Opuściliśmy polanę dosłownie chwilę przed nim, ale zanim się teleportowaliśmy, widzieliśmy, że zaczyna tam błyszczeć szkarłatne światło, ludzie krzyczeli… i ktoś wybiegając do lasu krzyczał, że pojawił się Voldemort.
Nell zamarła, kiedy Sebastian zawołał, żeby uważała. Pozwoliła mu przebiec obok i dopaść nieprzytomnego Jamila, zerkając podejrzliwie to na egzorcystę, to na Macmillana, to na krzyżyk.
- Wcale by nie przeszło! – oświadczyła stanowczo, pochylając się, by zacząć sprawdzać funkcje życiowe pozbawionego świadomości Egipcjanina. – Ja mam silną wolę! Nie to, co ten tutaj. Wystarczy mu pokazać karty. Albo cukierka. Jestem pewna, że ten duch opętał go, bo obiecała mu, że będą razem grać w karty. I że wie, gdzie są świetne cukierki – zamarudziła, wyciągając różdżkę i rzucając jakieś zaklęcie. Próbowała najpierw wzmocnić organizm, a potem ocucić Anwara, chociaż ciężko było powiedzieć, czy w tej chwili ma szansę na sukces.
– Dziękuję. Przyślij mi w najbliższych dniach rachunek – odparł Cathal, zamykając książeczkę. Rozejrzał się po pokoju, milcząc przez chwilę, w swoistym momencie zawieszenia, gdy jego umysł przetwarzał informacje. Nie tylko to, co stało się tutaj.
Szukał we wspomnieniach w tej chwili czegoś innego.
Odpowiedzi na to, co stało się podczas Beltane.
Ostrzeżenie Ulyssesa, owszem, pozwoliło im ewakuować się na czas. Czy zobaczył w tłumie coś podejrzanego? Jakie słowa mógł usłyszeć w tych sekundach, zanim się teleportowali… poza najgłośniejszym okrzykiem, uciekajcie, to on?
Czy spotkał się kiedyś z czymś, co dawało takie przedziwne światło, jak to, które błysnęło pomiędzy drzewami?
– Sebastianie, podczas Beltane prawdopodobnie doszło do ataku śmierciożerców – powiedział w końcu, spoglądając na Macmillana. To był sabat organizowany przez jego rodzinę i miał prawo wiedzieć. Nawet jeżeli Shafiq trochę się obawiał, co ten zrobi. Z drugiej strony Egzorcysta był mężczyzną bardzo opanowanym i zwykle działającym metodycznie, Cathal nie sądził więc, że pobiegnie z różdżką w ręku walczyć w Kniei Godryka. – Opuściliśmy polanę dosłownie chwilę przed nim, ale zanim się teleportowaliśmy, widzieliśmy, że zaczyna tam błyszczeć szkarłatne światło, ludzie krzyczeli… i ktoś wybiegając do lasu krzyczał, że pojawił się Voldemort.