To naturalne, że osoby nie do końca obeznane z siłą wiary, a przede wszystkim wiary w matkę naturę miały problem z jednoznacznym określeniem, czy takowa faktycznie jest efektywna. Widząc, że Mortimer-Jonathan zareagował na modlitwę w dosyć wokalny sposób, Sebastian zyskał bardzo ważną wskazówkę. Gdyby miał podać przybliżone dane statystyczne, to stwierdziłby, że szansa na to, że mężczyzna był opętany drastycznie wzrosła. Mniej więcej do siedemdziesięciu, może siedemdziesięciu pięciu procent.
Macmillan już chciał dać Brennie sygnał, że prawdopodobnie poznał już odpowiedź na nurtujące ją pytania, jednak w tym momencie zobaczył, że kobieta unosi różdżkę w stronę ich „przeciwnika”. Pacjenta, poprawił się momentalnie w myślach. W pierwszym odruchu chciał rzucić się ku pannie Longbottom, licząc, że uda mu się ją powstrzymać. To był naturalny odruch, jednak tak naprawdę jedyne co zdążył zrobić to wyrzucić ręce ku górze, otwierając usta w bezgłośnym okrzyku. I wtedy zaklęcie oszołamiające trafiło w Mortimera.
— Czy wy... Zawsze tak załatwiacie sprawy jako Brygada? — Wbił nieco niepewny wzrok w swoją towarzyszkę, drapiąc się nerwowo za uchem. — Wprawdzie był agresywny, ale jednak... — Nie wiedział, co dokładnie chciał powiedzieć. Że tak nie wypadało? W gruncie rzeczy byli tu poniekąd intruzami, nie licząc nakazu, jaki uzyskała Longbottom. Czy to ich usprawiedliwiało? A może wcale nie chodziło o brak szacunku w stosunku do gospodarzy, a o sebastianowy pacyfizm? — To niepokojące jak się tak uśmiechasz, chwilę po zaatakowaniu kogoś.
Cofnął się o krok, prawie potykając się o stolik kawowy. W trakcie, gdy brygadzistka doprowadzała salon do porządku, Sebastian zbliżył się do Mortimera, przyglądając się jego ciału. Dopiero po dłuższej chwili bliskich oględzin podniósł wzrok na Brennę.
— Modlitwa go rozjuszyła. W znaczącej większości przypadków, z którymi miałem do czynienia zazwyczaj wiązało się z tym, że coś siedziało w pacjencie. A musisz przyznać, Brenno, że szanse na to, że Jonathan uroił sobie bycie Mortimerem, który negatywnie reaguje na religię. jest dosyć mało prawdopodobne. — Wzruszył sztywno ramionami. Przez chwilę bił się z myślami, nie wiedząc, ile właściwie informacji na temat swoich przemyśleń pragnie zdradzić. — Nie wszyscy egzorcyści Ministerstwa sięgają po modlitwy i pieśni pochwalne w swojej pracy. To coś, co zaszczepili u mnie Macmillanowie. Uważam, że jestem w stanie przeprowadzić egzorcyzm w tym przypadku, jednocześnie nie ryzykując zdrowiem i życiem Jonathana.
Czy czuł się komfortowo z tą sytuacją? Niekoniecznie. Przez wieloletnią pracę w biurze, lubował się w załatwianiu spraw „po bożemu”. Uwielbiał, gdy do danego zlecenia mógł podejść na zasadzie zakreślania kolejnych okienek w formularzu. W ten sposób oczekiwanie na samą procedurę egzorcyzmu znacznie się wydłużało, ale dzięki temu jego sumienie było spokojniejsze. Teraz jednak nie miał stu procentowej gwarancji, że Jonathan faktycznie był opętany. Podejrzewał, że jest i były ku temu przesłanki, jednak brakowało mu konkretnej opinii. Z drugiej strony, nie mogli też czekać, aż głowa Jonathana zacznie obracać się o sto osiemdziesiąt stopni, a sam zainteresowany zacznie zwisać z sufitu.
— Egzorcyzmem zajmę się sam. Oczekuję jednak, że zapewnisz mi i jemu bezpieczeństwo. Teraz może i jest nieprzytomny, ale czy mogłabyś naprzeć na jego ciało magią, co by nie mógł się ruszyć? W ostateczności Petrificus Totalus powinien wystarczyć — wyjaśnił, sięgając do kieszeni po swój notatnik i wertując go powoli.
Gdy już byli gotowi, Sebastian sięgnął po „naczynie” na ducha, które zabrał ze swojego gabinetu i położył małe pudełeczko na piersi Jonathana. Następnie ukląkł przy nim i złożył dłonie na kolanach, po czym zaczął przemawiać po łacinie. Z początku nie działo się nic, jednak w pewnym momencie ich pacjent otworzył oczy. Nie był zadowolony. W jego oczach lśniły gniewne ogniki, jednak magia skutecznie utrudniała mu zrobienie im jakiejkolwiek krzywdy.
— Matko Natury, Pani Księżyca, Ty, która rządzisz życiem i śmiercią, Ty, która dajesz światło i ciemność, Ty, która znasz wszystkie tajemnice i prawa. Zwracam się do Ciebie z pokorą i szacunkiem. Prosząc o pomoc i ochronę. — Sebastian oparł dłoń na czole Jonathana. — W imię Twojej mocy i miłości, Wydal z tego ciała wszelkie zło i nieczystość. Oddziel je od ducha, który je zniewala i dręczy. Nie pozwól mu więcej szkodzić ani krzywdzić.
Wraz z kolejnymi wersami modlitwy Macmillana, z ust, nosa i uszu Mortimera-Jonathana zaczęły się wydobywać srebrno-szare wstęgi światła, jednak działo się to wyjątkowo powoli, jakby duch ze wszystkich sił walczył z tym, aby jak najdłużej pozostać w ludzkim ciele.