Stella stawała się udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Rodzice mówili, że tak wypada, że musi być silna. W końcu została im tylko ona. Szło jej to jednak dosyć opornie, naprawdę się starała, jednak nie do końca potrafiła panować nad tym żalem, który nie chciał jej opuścić. W końcu Kordelia była jedną z najważniejszych osób w jej życiu, nie da się tak łatwo pozbierać po tak ogromnej stracie. Tak naprawdę, to Avery wydawało jej się, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo, no bo jak? To siostra była osobą, z którą mogła podzielić się wszystkim; starsza - służyła radą w każdej sytuacji. Wiele razy łapała się na tym, że chciała do niej napisać list, taki odruch, tyle, że w porę zdawała sobie sprawę, że jej już nie ma, zabiła się - tydzień po swoim ślubie. Jak bardzo musiała być nieszczęśliwa, że postąpiła w ten sposób. Najgorsze jednak było to, że Stella tego nie zauważyła, nie dostrzegła, że ma dość, że jest tak bardzo źle, że postanowiła ze sobą skończyć. Czuła się winna, bo jako siostra powinna widzieć w jakim stanie była. Ten ciężar towarzyszył jej ciągle, nie potrafiła wyzbyć się tych myśli.
- Do tego skromna jak zawsze. - Dodała jeszcze słysząc odpowiedź kuzynki. Usta drgnęły jej w delikatnym uśmiechu, wzrok jednak wydawał się być pusty, jakby nie było w niej żadnych uczuć.
Usiadła na miejscu wskazanym przez kuzynkę. Przyglądała się jej uważnie. Wyglądała naprawdę dobrze, ale nie było to żadną nowością. Dokładnie tak jak zawsze, widać było, że dba o siebie, jak przystało na pannę z dobrego domu. Ona kiedyś też taka była - idealna. Wydawało jej się to być jednak bardzo dawno, jak za mgłą, próbowała sobie przypomnieć siebie kiedyś, nie szło jej to jednak najlepiej, może nie ma sensu rozpamiętywać i wracać do tego, bo po co. Nie była już tym człowiekiem.
- Cieszę się, że mnie zaprosiłaś. - Znowu usiłowała się uśmiechnąć, efekt był podobny do tego sprzed chwili. Naprawdę starała się, żeby wyszło naturalnie. - Oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Ciasto czekoladowe brzmi dobrze. - Dodała jeszcze, bo Stella naprawdę uwielbiała czekoladę, od zawsze. Może uda jej się wmusić w siebie kilka kęsów.
Avery siedziała dosyć spięta. Była wyprostowana, jakby nie do końca mogła się rozluźnić. Miała ochotę napić się wina, jednak czuła, że nie wypada, nie mogła pokazać kuzynce, że radzi sobie ze stratą w ten sposób. - To zależy, dla pewnych osób sporym osiągnięciem może być to, że ich prace wiszą w takim miejscu. - Zamyśliła się na moment. - Może nie są to najlepsze galerie, jednak sporo osób się przewija przez takie miejsca, zawsze to coś. - Nie, żeby sama uważała to za wybitne osiągnięcie, ale wydawało jej się, że są osoby, którym to wystarcza. - Sama wiesz jak to działa, wszystko zależy od oczekiwań, mało kto może być wybitny. Z drugiej strony prace takich artystów jak ja zdobią ściany obrzydliwie bogatych osób, towarzyszą im przy jedzeniu, tak właściwie, co to za różnica?