Owszem, w ogólnym rozrachunku zapominanie o przeszłości rzadko kiedy prowadziło do czegoś dobrego. Przez taką postawę wzrastało ryzyko powtórzenia dawnych błędów lub po prostu utraty części swojego wyjątkowego „ja”. Każdy człowiek był w gruncie rzeczy sumą swoich własnych doświadczeń, a gdyby kompletnie je wykluczyć... Co by pozostało? Codzienne życie potrafiło być chaotyczne, przepełnione bodźcami, do których ciężko było podejść z należytym rozmysłem. Ciężko cokolwiek budować na tym, co się działo „tu i teraz”.
— Zwłaszcza w tak niepewnych czasach, jak obecne — odparł przyciszonym tonem Macmillan. Chociaż w swoim zawodzie nie mógł tak po prostu odrzucać tych, którzy szukali pomocy, jednak odpowiedzialność egzorcysty, a odpowiedzialność prawnika czy adwokata wiązała się jednak z innymi aspektami życia. — Cóż, nie pracuję ze zwierzętami i rozumnymi stworzeniami, jeśli o to chodzi — zastrzegł na początek, co by nie wprowadzać nowej koleżanki w błąd. — Departament dzieli się na trzy pomniejsze działy: zwierząt, istot i duchów. Ja zaczynałem w biurze rejestracji duchów. Wykształcenie akademickie trochę się przydało. — Wzruszył sztywno ramionami. — Nie wszystkie duchy pozostają przywiązane do miejsca swojej śmierci, niektórym zdarza się zmienić swoje miejsce zamieszkania, o ile nie przejdą na drugą stronę. Namierzenie ich nowego domu i potwierdzenie tożsamości nie zawsze jest łatwe. Zwłaszcza gdy hmm klient nie jest nawet pewny, ile czasu minęło od jego śmierci.
Zamilkł na dłuższą chwilę, co by zaczerpnąć oddechu. Zazwyczaj był dosyć oszczędny w słowach, jednak skoro zdecydował się już mówić o rzeczach mu bliskich i które traktował z należytą powagą, to wolał opowiadać o nich obszernie. W ten sposób można było uniknąć masy nieporozumień i błędnych interpretacji. Jeśli Pandora liczyła, że dostanie skondensowaną wersję opowieści, to niestety nieco się przeliczyła. Ale kto wie, może okaże się na tyle cierpliwą słuchaczką, że wytrzyma monolog w wykonaniu egzorcysty?
— Oczywiście. Szkoda byłoby odcinać dostęp do takich miejsc. — Uśmiechnął się lekko, jednak rozejrzał także kontrolnie na boki. Kierownictwo kowenu potrafiło prowadzić równie zaciekłą grę co politycy Ministerstwa Magii. Różne spojrzenia na wiarę, różne perspektywy na postęp, jaki się dokonywał na ich oczach. Sebastian był jednak na tyle blisko tego świata i na tyle doceniał ukojenie, jakie potrafiła zapewnić wiara, że był zdania, że ludzi wręcz należało zapraszać do tego typu miejsc. — Moja kapliczka znajdowała się w okolicy mugolskiego Colne Valley Regional Park. Jeśli dobrze pamiętam nazwę.
[a]Ściągnął brwi. Świat mugoli i czarodziejów przeplatał się w tak wielu miejscach, jednak nazewnictwo konkretnych miejsc potrafiło mu uciec z głowy. Nie czuł jednak z tego powodu zbyt dużego zażenowania. Gdyby spytać mugoli gdzie leżał, chociażby Dolina Godryka, część z nich pewnie też nie potrafiłaby wskazać tego miejsca na mapie, czy połączyć nazwy z konkretnym hrabstwem. A i tam była całkiem spora społeczność niemagów.
— Masz dużo pytań. — Zaśmiał się krótko. — Ale to w sumie dobrze. Tak myślę. Lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, czyż nie? — Wziął głęboki oddech. — Cóż, osobiście myślę, że jest wiele powodów, dla których zostają. Niepewność przed przejściem na drugą stronę, słynne „niedokończone sprawy” lub po prostu fakt, że energia żywych ich przyciąga. Sądzę, że to dlatego jest tyle duchów, chociażby w Hogwarcie. Energia życiowa tylu młodych ludzi musi jakoś na nich wpływać. — Zamyślił się na chwilę, analizując kolejne pytanie dziewczyny. — Czasami Ministerstwo idzie na ugodę z duchem, namawiając do pozostania w miejscu. W innych wypadków zdarza się, że pracownicy są w stanie „uwiązać ducha” na miejscu za pomocą magii.
Na resztę pytań postanowił odpowiedzieć, dopiero gdy dotarli do kawiarenki i po szybkim dokonaniu zamówienia zostali uraczeni jeszcze parującymi ciepłymi napojami.
— Nie spotkałem się do tej pory z duchami zwierząt w trakcie swojej pracy — przyznał, pozostawiając temat powrotu duchów na ten świat na sam koniec. Była to kwestia obszerna, a przy tym nieco tajemnicza i... wprawiająca go w obawy. Magia była nieprzewidywalna. Bywało, że proste zaklęcie Lumos mogło się nie udać, a tutaj jednak mówili o potężnych niemalże międzywymiarowych czarach. — Teoretycznie, może i by mogły. Bywają dni, gdy przejście między światem duchów a naszym jest uchylone. Osobiście uważam, że coś takiego wymagałoby ogromnych zasobów energii. Wizja armii duchów zza światów nie jest zbyt zachęcająca. — Skrzywił się nieznacznie. — Każdy bezpośredni kontakt z duchem jest niebezpieczny. Oczywiście, większość z nich nie ma złych zamiarów, ale wiele z nich bywa... rozproszonych. A chęć ponownego skosztowania życia w ludzkim ciele bywa zbyt nęcąca.
Gdy ruszyli w dalszą drogę po muzeum, Sebastian w ostatniej chwili usunął się z drogi czarodzieja w kapeluszu, unikając tym samym zderzenia.
— Możesz je potraktować jak blizny otrzymane w ramach wyprawy po wiedzę — zauważył, chociaż nie był pewny, czy ten komentarz jakoś wybitnie pocieszy dziewczynę.