Trzymanie ręki na pulsie było czymś, co Chester szczególnie pochwalał. Coś takiego nierzadko pozwalało wykorzystywać zaistniały bieg okoliczności na ich korzyść w ten czy inny sposób. On sam lubił gromadzić rozmaite informacje na temat interesujących go osób. Tych, które mogły mu się przysłużyć w jakieś sprawie lub o takich, których istnienie było dla niego niewygodne. Nie brakowało również tych, którym życzył śmierci.
— Słusznie. Jak już wcześniej twierdziłem... mogłeś. Nadal podtrzymuję swoje stanowisko, że bardziej zaszkodziłeś sobie i swojej karierze. Szlama piastująca najważniejsze stanowisko w świecie czarodziejów to potwarz, ale ten swoisty protest nic nie zmienił w tej sprawie. Obyś miał rację — Pomimo wyraźnej niechęci do osoby szlamowatego Ministra Magii to patrzył w swoim mniemaniu nad wyraz racjonalnie. Doskonale wiedział, że Robert ma wystarczające kwalifikacje zawodowe do pracy a uprzednio zajmowanym stanowisku w Departamencie Tajemnic, jednak jego odejście nie pozostało bez echa. Jakby nie patrzeć Ministerstwu zależało na stałych pracownikach. Następcą Leacha może być kolejna szlama i mogłoby dojść do kolejnej fali masowych odejść. A to nie było korzystne dla kogoś rozważającego powrót do pracy.
— Niektórzy czarodzieje są na tyle zaślepieni ideą równości, że nie dostrzegą konsekwencji obsadzenia szlamy na najważniejszym stanowisku w naszym społeczeństwie, choćby mieli je czarno na białym. Uważam, że to kwestia czasu, zanim do tego dojdzie — Wychodził z założenia, że nadzieja niekiedy była przydatna, ale w tej materii była matką głupich. Zarówno Robert, jak i on nie byli głupcami. Byli nimi ci wszyscy krótkowzroczni czarodzieje, którzy uznawali ideę czystości krwi za brednie. Usiłowanie zabójstwa Leacha, zwłaszcza udane, byłoby wyraźnym świadectwem braku ich poparcia dla tego polityka. Wyeliminowanie go z życia politycznego w białych rękawiczkach nie było pozbawione sensu.
— Tak dokładnie to nie. W chwili obecnej trudno mi orzec, czy Leach leczy się w Mungu czy prywatnie... jak sam wiesz, Ministrowie uchodzą za zamożnych czarodziejów i byłoby ich na to stać. Nie posądzałbym szlamowatego Ministra o bycie zorientowanym w kwestiach finansowych czarodziejów ani o pomnażanie majątku liczonego w naszej walucie. — Stwierdził z przekąsem. Mógł spróbować się czegoś dowiedzieć w tej kwestii. Posiadanie takich informacji mogłoby się okazać przydatne. Już ustalili, że Leach nie był jednym z nich przez wzgląd na swoje podłe pochodzenie. Na co szlama mogła wydawać galeony? Tutaj bardziej prawdopodobne wydawało się wydawanie ich przez niego w formie niemagicznych pieniędzy. Chester napił się whisky.