Od chwili rozproszenia czarów chroniących to domostwo (niebędących dla nich wyzwaniem nie do przejścia) i zastali w środku pogrążone we śnie, praktycznie bezbronne osoby nie powinni spodziewać się, że przyjdzie im stoczyć wyczerpujący pojedynek czarodziejów ze swoimi ofiarami lub ich ewentualnymi obrońcami. Tych nie uświadczyli w obecnej sytuacji. Było to dla nich bardzo dogodne w obecnej sytuacji.
— W istocie. Zupełnie jakbyśmy zabijali mugoli — Tymi słowami pokazał, że podzielał stanowisko swojego towarzysza odnośnie ich zadania mającego na celu eliminację mieszkańców tego domu. Mugole nieraz wydawali się bardziej skłonni do obrony swojego domostwa. W obronie miru domowego sięgają po swoje niemagiczne bronie, które nie mogły równać się z wykorzystywaną przez czarodziejów magię. A jednak to oni ukrywali się przed mugolami.
Chester zmarszczył lekko brwi, słysząc te słowa z ust Roberta. Zdawały się nie pasować do tego czarodzieja i charakteru ich znajomości. Wszak nie byli przyjaciółmi w standardowym tego słowa znaczeniu. Byli wspólnikami i lojalistami Czarnego Pana. To do nich znacznie bardziej pasowało.— Wkrótce — Odpowiedział jedynie, spoglądając przez ułamek sekundy na czarodzieja zanim ten zdecydował się deportować z tego domu. Prawdopodobnie wróci do swojej kamienicy. Było również możliwe, że gdzieś w pobliżu swojego domu aby uporać się z odczuwanymi niedogodnościami po aportacji.
Chester postanowił pójść w ślady Mulcibera i zamierzał pozostawić za sobą ten dom, samemu deportując się z tego miejsca. Brak nałożonych czarów zabezpieczających na ten budynek pozwoli komukolwiek odkryć pozostawione przez nich trupy, odbijając się echem w świecie czarodziejów. Media zawsze nagłaśniały morderstwa. Z tą różnicą, że zamierzał przenieść się do posiadłości w Little Hangleton. Na szczęście znosił samą teleportację znacznie lepiej od swojego nieobecnego już towarzysza.