Przyjrzał się wybranemu miejscu. Zdecydowanie wolałby tam tego nie stawiać. Zbyt widoczne miejsce. Ale o to jej chodziło. Ma stać tam i straszyć. A Ez wciąż nie wiedział kim był martwy jegomość i czy stawianie jego głowy na pewno było dobrym pomysłem. Prędzej czy później umrze, ale wolał później niż wcześniej.
— Hm, tak, to może być dobre miejsce... — odpowiedział. Zapewne będzie mógł znaleźć jakąś wymówkę, gdy finalnie postawi trofeum w ciemnym kącie gabinetu.
— Oh, nie, naprawdę nie trzeba. Trochę za dużo by tego było. To pomieszczenie aż tak duże nie jest, jak by się to mogło wydawać. Lepiej zostawić miejsce na ewentualne dodatkowe regały na eliksiry, rozumie pani...
Jeszcze tego mu brakowało, żeby wciskać jakieś potężne zwłoki jak pluszowego misia naturalnej wielkości zgarniętego na festynie.
— Uh... Nie, na ogół jest spokojnie... Nikt jakoś szczególnie... Nie był szczególnie niesympatyczny... Ale dz-dziękuję za troskę...
Trochę kłamał, ale absolutnie nie mógł pozwolić sobie teraz na powołanie do życia łowcy głów. Nawet gdyby chciał, nie znał nazwisk swoich pacjentów. To nie szanowana się przychodnia z obszernymi aktami. Tutaj za notowanie dostawało się w łeb.