Skrzywił się na jej wyjaśnienia. Musiał wrażenie, że Longbottom podchodziła do swoich obowiązków wyjątkowo beztrosko, chociaż nie można też było jej zarzucić, że działała chaotycznie i nieprofesjonalnie. Ciężko było mu określić, na ile był to jej mur obronny chroniący przed tym wszystkim, co się działo wokół niej podczas pracy, a na ile jej rzeczywisty charakter. W największe zdziwienie wprawił go fakt, że nie wychwycił w jej głosie ani kapki sarkazmu, a więc być może mówiła... na poważnie?
— I w jak częstych odstępach czasu występują te agresywne przypadki? — rzucił, z trudem siląc się na niezobowiązujący ton. Jeśli dziennie miała dziesięć wezwań, to śmiało można było założyć, że po tego typu środki przymusu sięgała dosyć często. Według statystyki. — Nie? — Zamrugał zdziwiony. — Aczkolwiek okazanie skruchy... Bądź co bądź, tam w środku jest niewinny człowiek.
Pokiwał głową na pytanie Brenny. Dla osób nieopętanych modlitwa egzorcysty nie powinna wyrządzić żadnej krzywdy. Wraz z tym, jak angażował się coraz bardziej w cały proces odprawiania rytuału, coraz bardziej irytowało go to, jak powoli to szło. Zazwyczaj uwięzienia ducha było stosunkowo szybkie i, według co poniektórych, widowiskowe. Tutaj jednak szło mu jak krew z nosa. A powód tego stanu rzeczy niedługo później stanął w progu.
— Co do siedmiu piek... — przerwał modlitwę, na dźwięk krzyku kobiety. Poderwał wzrok w górę i z trudem powstrzymał się przed odskoczeniem od ciała Jonathana-Mortmiera w celu znalezienia jakiejś kryjówki. Och. OCH. — Breeennnna!
Było źle. Było bardzo, ale to bardzo źle. Cholernie. W ciągu kilku sekund sprawa się skomplikowała. A było już tak dobrze. Ale nie... Oczywiście, to zlecenie musiało się obrócić przeciwko niemu! Podwójne opętanie. Jakim cudem nikt się nie zainteresował? Jakim cudem nikt nie pomyślał o tym, aby zbadać żonę? Czemu... Nie miał szansy kontynuować tej myśli. Macmillan zasłonił dłonią twarz, gdy zaklęcia obu kobiet zderzyły się ze sobą.
— Pani Księżyca, ty, która nad nami czuwasz w najczarniejszy godzinach... — kontynuował, przesuwając spojrzeniem od brygadzistki do Emily, która wylądowała w przedpokoju. — Longbottom? Musisz się podnieść! Nie mogę teraz tego przerwać!
To by było szalenie nieodpowiedzialne. Egzorcyzm działał, co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości, jednak potrzebował jeszcze trochę czasu. To sprawiało, że duch – lub duchy – nie mógł jednocześnie posługiwać się obydwoma ciałami z równie dużą wprawą. Jeśli przerwie modły i oddali się od ciała Jonathana... Będą mieli tutaj dwa niezwykle wkurzone byty. Podwójne opętanie, podwójne opętanie, pomyślał panicznie, powtarzając kolejne słowa modlitwy. Jak to przeżyją, to mało kto w to uwierzy!