18.06.2023, 14:47 ✶
- Gdyby oczekiwano ataku, byłoby ich więcej. Mignęły mi może dwa partole – mruknął Cathal. Zerknął pytająco na Nell, która kręciła się wokół Jamila. Dziewczyna wyłapała jego spojrzenie i uniosła kciuk, Shafiq skupił więc spojrzenie na Sebastianie. Skoro Anwar był już nieopętany i zdaniem uzdrowicielki nie umierał, uwaga Shafiqa przeniosła się na zupełnie inne sprawy. Wracał pamięcią do polany: do tych paru sekund, nim się teleportowali. Do słów Ulyssesa. Wyrazu twarzy. Czerwonego błysku.
Co się tam stało?
Co wciąż się działo?
- Nie zobaczyliśmy wiele. Dużo światła. Zdawało się pulsować i przenikać przez rośliny. Ludzie zaczęli krzyczeć. Byliśmy już w lesie, zrozumiałem więc tylko „uciekajcie, to on”. Potem się teleportowaliśmy – zrelacjonował Cathal. Suche fakty. Nie musiał dodawać tego, co myślał: że tak, będzie źle. Voldemort nie pojawił się tam po to, by narzucić czyjś wianek na słup majowy. Już samo jego wkroczenie musiało wywołać panikę i doprowadzić do wypadków, a przecież na pewno nie był tam sam. Śmierciożercy i pracownicy Ministerstwa z pewnością walczyli na polanie…
…albo ci drudzy zostali już pokonani.
Shafiq nie miał w nich wiele wiary.
– Być może ktoś zdołał się aportować do Kowenu Macmillanów bezpośrednio z polany i wie więcej – przytaknął Cathal. Jeśli szło o radio, Sebastian mógł namierzyć takie, ustawione w kącie pomieszczenia. – Wątpię, by coś było w radiu. Wszystko stało się… nie dalej niż pół godziny temu. A teleportacja oszalała.
– Ta, jebnęło mnie metr nad ziemią. A Jamila omal nie zgubiłam po drodze – powiedziała Nell, cofając się pod nieprzytomnego Anwara, gdy rzuciła ostatnie zaklęcie. – Wyślizgnął mi się. Skończył na rynnie. A te urocze zapachy, to dlatego, że Letę i Cala walnęło prosto w kosze na śmieci!
– W tej chwili wizyta tam to samobójstwo – dodał Shafiq spokojnie, tak na wypadek, gdyby Sebastianowi wpadło do głowy ruszać na polanę… chociaż mimo wszystko wątpił, by egzorcysta się na to zdecydował. – Jeśli zdecydujesz się tam udać rano, poinformuj mnie. Mam dziwne przeczucie, że nie będzie tam bezpiecznie.
W końcu cokolwiek się nie stało, z jakichś powodów ich teleportacja nie zadziałała w pełni tak, jak powinna, a potem zaklęcia zdawały się… działać inaczej niż by należało.
Co się tam stało?
Co wciąż się działo?
- Nie zobaczyliśmy wiele. Dużo światła. Zdawało się pulsować i przenikać przez rośliny. Ludzie zaczęli krzyczeć. Byliśmy już w lesie, zrozumiałem więc tylko „uciekajcie, to on”. Potem się teleportowaliśmy – zrelacjonował Cathal. Suche fakty. Nie musiał dodawać tego, co myślał: że tak, będzie źle. Voldemort nie pojawił się tam po to, by narzucić czyjś wianek na słup majowy. Już samo jego wkroczenie musiało wywołać panikę i doprowadzić do wypadków, a przecież na pewno nie był tam sam. Śmierciożercy i pracownicy Ministerstwa z pewnością walczyli na polanie…
…albo ci drudzy zostali już pokonani.
Shafiq nie miał w nich wiele wiary.
– Być może ktoś zdołał się aportować do Kowenu Macmillanów bezpośrednio z polany i wie więcej – przytaknął Cathal. Jeśli szło o radio, Sebastian mógł namierzyć takie, ustawione w kącie pomieszczenia. – Wątpię, by coś było w radiu. Wszystko stało się… nie dalej niż pół godziny temu. A teleportacja oszalała.
– Ta, jebnęło mnie metr nad ziemią. A Jamila omal nie zgubiłam po drodze – powiedziała Nell, cofając się pod nieprzytomnego Anwara, gdy rzuciła ostatnie zaklęcie. – Wyślizgnął mi się. Skończył na rynnie. A te urocze zapachy, to dlatego, że Letę i Cala walnęło prosto w kosze na śmieci!
– W tej chwili wizyta tam to samobójstwo – dodał Shafiq spokojnie, tak na wypadek, gdyby Sebastianowi wpadło do głowy ruszać na polanę… chociaż mimo wszystko wątpił, by egzorcysta się na to zdecydował. – Jeśli zdecydujesz się tam udać rano, poinformuj mnie. Mam dziwne przeczucie, że nie będzie tam bezpiecznie.
W końcu cokolwiek się nie stało, z jakichś powodów ich teleportacja nie zadziałała w pełni tak, jak powinna, a potem zaklęcia zdawały się… działać inaczej niż by należało.