18.06.2023, 19:15 ✶
Ilu było ludzi, tyle sposobów na życie i codzienność. Czasem była szara i przytłaczająca, ale dzięki temu później dużo łatwiej docenić było wszystkie te dobre rzeczy, które sprawiały, że mieniła się w odcieniach różu. Każdy powinien żyć i dać żyć innym, nie było sensu w krytykowaniu głośnym tego, jakie kto podejmował wybory i jak postrzegał kwestię przeszłości, nawet jeśli miało się wyrobione konkretne zdanie na ten temat. Dziewczyna westchnęła na jego słowa, przytakując jednak krótkim ruchem głowy. Faktycznie, obecne dni pełne były zawirowań, a pogrążone w mroku nocy uliczki Londynu nie były już tak bezpieczne, jak kiedyś. Nawet na Nokturnie łatwo było dostrzec jakieś poruszenie.
- Z czasem musi być lepiej. - odparła w końcu, starając się zachować naturalny dla siebie optymizm. Starała się jednak nakierować myśli po prostu na Sebastiana oraz jego pracę, o której zbyt dużo nie wiedziała, a która wydała się Pandzie bardzo intrygująca i przede wszystkim, niespotykana. Czy to nie było niesamowite, że rozumiał sprawy duchów oraz był w stanie im pomóc przejść na drugą stronę, przez co nie musiały tkwić gdzieś przez tysiące lat, gorzkniejąc w samotności? Czy tak powstawały Poltergeisty? Przygryzła jednak dolną wargą, nie pozwalając wymknąć się kolejnemu pytaniu, bo i tak zdążyła już go zasypać. Słuchała go więc, a brązowe tęczówki skryte pod wachlarzem długich, ciemnych rzęs, lustrowały z zainteresowaniem i uwagą jego twarz, gdy mówił. Zupełnie się pracą w Ministerstwie nie interesowała ku niezadowoleniu ojca, więc nawet podział jego departamentu był dla niej pewnego rodzaju zaskoczeniem.
- To brzmi, jak dobrze zorganizowane. - skwitowała z odrobiną niedowierzania w spojrzeniu, widocznie niezbyt wierząc w funkcjonowanie Brytyjskiego Ministerstwa Magii. Zawsze wydawało się jej instyucją zabałaganioną. Była zachwycona ilością informacji, tak wyczerpującą odpowiedzią, której wyglądający na nieśmiałego Sebastian jej udzielił. Nie sądziła, że istnieją duchy, które mogą być nieprzywiązane do miejsca, gdzie umały — jej umysł uznał to już kiedyś za jakąś regułę. - Klient? Krewni, którzy szukają przodka? Po co właściwie ludzie szukają jakiegoś ducha, zwłaszcza gdy jest wiekowy? Wiesz, wędrujący po ziemi od setek lat. Czy takie duchy są silniejsze i trudniejsze do opanowania, niż załóżmy te pięćdziesięcioletnie, jeśli macie je odesłać lub przywiązać do miejsca? Ducha można zamknąć w przedmiot? Przepraszam, zamęczę Cię! Obiecuję, że Ci to jakoś wynagrodzę, słowo Prewetta!
Posłała mu jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów, który pokazał dołeczki w policzkach, zakłócające spokój oliwkowych, subtelnie zaróżowionej skóry. Było jej trochę głupio, ale jak mogła nie wykorzystać okazji, że los splótł drogę jej i akurat egzorcysty, gdy była tego tak ciekawa? No i Panda dużo mówiła, tak po prostu. Ludzie ją lubili, bo umiała zagadać każdego, podobnie, jak posłać mu komplement i wywołać uśmiech na twarzy. Jej twarz wyglądała, jakby opowiadał jej najciekawsze historie na świecie. Gdy była czymś zachwycona, wyglądała odrobinę dziecinnie, jaka taka małolata, która dostała najładniejszy prezent na świecie.
- Jeśli nie będziesz miał mnie dość, możemy tam się kiedyś wybrać razem. Wiesz, będę się pewniej czuła z kimś doświadczonym, bo obiło mi się o uszy, że łatwo wpadam w kłopoty. Jeszcze coś się wydarzy i ściągnę jakiś kataklizm. Oczywiście, jeśli będziesz miał czas i ochotę.- zaproponowała z delikatnym wzruszeniem ramion, ruchem dłoni zgarniając brązowe pasmo za ucho, ale na próżno było szukać w tym zakłopotania, bo Prewettówna do takowych kobiet nie należała. Czy to faktycznie mogło pomóc znaleźć wewnętrzny spokój i formę ukojenia? Nie było niczego zawstydzającego w tym, że nie pamiętał nazwy. Ona też prędzej po prostu gdzieś umiała trafić, niż podać nazwę ulicy i numer domu.
- Mam. - zgodziła się, nie mogąc powstrzymać śmiechu, do którego sam Sebastian ją zachęcił. Ciekawe, czy wiedział o tym, że istniał sernik o jego imieniu i to taki bardzo smaczny? Gdy zmienią temat z duchów i egzorcyzmów, Panda na pewno mu o tym wspomni. - No i widzisz, jak się zgadzamy? Nie trzeba być ekspertem w każdej dziedzinie, ale warto wiedzieć podstawowe rzeczy, żeby nie wychodzić na głupka. Zwłaszcza gdy są takie ciekawie!
Dodała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, zanim zacisnęła wargi i już słuchała go grzecznie, nie przerywając.
I znów ją zaskoczył, bo nie miała pojęcia, że energia żywych mogła w jakikolwiek sposób przyciągać duchy. I z pewnością to zauważył, bo odrobinę wytrzeszczyła na niego oczy, rozchylając usta w zdziwieniu. - Co to znaczy uwiązać? Na takiej smyczy? Dlatego Marta nie może opuszczać zamku?
Nie byłaby sobą, gdyby nie dopytała, nawet jeśli biedny Macmillan miałby jej po prostu dość. Kawiarenka na chwilę kupiła jej uwagę, gdy wpadła w krótką rozmowę z pracownicą, która przygotowywała im zamówione napoje. Nawet nie czuła, że tak chciało się jej pić. Gdy para z kubka dotarła do jej nozdrzy, mruknęła z zadowoleniem, przymykając na chwilę oczy. Gdy usłyszała jego głos, brązowe oczy znów utkwiły w nim spojrzenie, a kubek oplotła palcami, dmuchając w jego zawartość, aby jak najszybciej zrobić łyka. Więc może te widmowe wilki były tylko na północy, gdzie w ten sposób wierzono i poniekąd przez to przybierały taką formę? O całej armii duchów to w ogóle nie pomyślała, jednak gdy Sebastian o tym wspomniał, również uznała to za niebezpieczne i ryzykowne.
- Armia Duchów byłaby okropna, ciężko byłoby z nimi walczyć. Znam naprawdę dużo ludzi, a tylko Ty jesteś specjalistą w ich sprawach. A Ty możesz zajrzeć, przejść do ich świata? - powiedziała, nie mogąc powstrzymać kolejnego pytania, a potem zrobiła w końcu upragniony łyk napoju, zanim zaczęła mówić dalej. - A co wtedy dzieje się z właścicielem ciała? Mogą być w jednym dwie dusze? Co, jak ten nowy nie chce wyjść lub się dogadają?
To była ciekawa kwestia. Załóżmy, że do ciała nieśmiałego chłopca wleciał duch jakiegoś bohatera, który zmieniał się z nim miejscami i ratował go z kłopotów, był odważny i był zdolnym magiem. No i co się działo, jak duchy wplątywały się w świat mugoli? Słyszała, że Ci czasem je widywali.
Pomijając wpadanie na ludzi, o mało też nie wylała na siebie i na nich herbaty, ratował ją tu względnie przyzwoity refleks, który nabyła podczas swoich prac oraz studiów. Zarówno praca ze zwierzętami, jak i mechanizmy z zaklinaniem go wymagały. Zaśmiała się, kręcąc głową na jego słowa. - To brzmi sensownie, przynajmniej dopóki kogoś nie poparzę. - rzuciła, wciąż odrobinę chichocząc, po czym jedną z dłoni złapała go pod rękę i odciągnęła trochę na bok, gdzie było luźniej i tkwiła samotna, drewniana skrzynka, która robiła chyba za nowoczesną ławeczkę. Gdy usiedli, założyła nogę na nogę i skupiła się na piciu oraz na Macmillanie, odwracając głowę w jego stronę. - Miałeś kiedyś poważne kłopoty z jakimś duchem? Wybacz, że tak Cię tutaj przyciągnęłam, ale mamy jeszcze chwilę, a nie chciałabym wysłać kogoś do Munga lub zniszczyć sztuki. Mój ojciec byłby niepocieszony dużym rachunkiem ze strony muzeum i zapewne zakazem wstępu.
Wyjaśniła mu, przesuwając spojrzeniem po zatłoczonym wnętrzu, zanim zrobiła kolejnego łyka. Trochę parzyło w język, ale Pandora niewiele sobie z tego robiła.
- Z czasem musi być lepiej. - odparła w końcu, starając się zachować naturalny dla siebie optymizm. Starała się jednak nakierować myśli po prostu na Sebastiana oraz jego pracę, o której zbyt dużo nie wiedziała, a która wydała się Pandzie bardzo intrygująca i przede wszystkim, niespotykana. Czy to nie było niesamowite, że rozumiał sprawy duchów oraz był w stanie im pomóc przejść na drugą stronę, przez co nie musiały tkwić gdzieś przez tysiące lat, gorzkniejąc w samotności? Czy tak powstawały Poltergeisty? Przygryzła jednak dolną wargą, nie pozwalając wymknąć się kolejnemu pytaniu, bo i tak zdążyła już go zasypać. Słuchała go więc, a brązowe tęczówki skryte pod wachlarzem długich, ciemnych rzęs, lustrowały z zainteresowaniem i uwagą jego twarz, gdy mówił. Zupełnie się pracą w Ministerstwie nie interesowała ku niezadowoleniu ojca, więc nawet podział jego departamentu był dla niej pewnego rodzaju zaskoczeniem.
- To brzmi, jak dobrze zorganizowane. - skwitowała z odrobiną niedowierzania w spojrzeniu, widocznie niezbyt wierząc w funkcjonowanie Brytyjskiego Ministerstwa Magii. Zawsze wydawało się jej instyucją zabałaganioną. Była zachwycona ilością informacji, tak wyczerpującą odpowiedzią, której wyglądający na nieśmiałego Sebastian jej udzielił. Nie sądziła, że istnieją duchy, które mogą być nieprzywiązane do miejsca, gdzie umały — jej umysł uznał to już kiedyś za jakąś regułę. - Klient? Krewni, którzy szukają przodka? Po co właściwie ludzie szukają jakiegoś ducha, zwłaszcza gdy jest wiekowy? Wiesz, wędrujący po ziemi od setek lat. Czy takie duchy są silniejsze i trudniejsze do opanowania, niż załóżmy te pięćdziesięcioletnie, jeśli macie je odesłać lub przywiązać do miejsca? Ducha można zamknąć w przedmiot? Przepraszam, zamęczę Cię! Obiecuję, że Ci to jakoś wynagrodzę, słowo Prewetta!
Posłała mu jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów, który pokazał dołeczki w policzkach, zakłócające spokój oliwkowych, subtelnie zaróżowionej skóry. Było jej trochę głupio, ale jak mogła nie wykorzystać okazji, że los splótł drogę jej i akurat egzorcysty, gdy była tego tak ciekawa? No i Panda dużo mówiła, tak po prostu. Ludzie ją lubili, bo umiała zagadać każdego, podobnie, jak posłać mu komplement i wywołać uśmiech na twarzy. Jej twarz wyglądała, jakby opowiadał jej najciekawsze historie na świecie. Gdy była czymś zachwycona, wyglądała odrobinę dziecinnie, jaka taka małolata, która dostała najładniejszy prezent na świecie.
- Jeśli nie będziesz miał mnie dość, możemy tam się kiedyś wybrać razem. Wiesz, będę się pewniej czuła z kimś doświadczonym, bo obiło mi się o uszy, że łatwo wpadam w kłopoty. Jeszcze coś się wydarzy i ściągnę jakiś kataklizm. Oczywiście, jeśli będziesz miał czas i ochotę.- zaproponowała z delikatnym wzruszeniem ramion, ruchem dłoni zgarniając brązowe pasmo za ucho, ale na próżno było szukać w tym zakłopotania, bo Prewettówna do takowych kobiet nie należała. Czy to faktycznie mogło pomóc znaleźć wewnętrzny spokój i formę ukojenia? Nie było niczego zawstydzającego w tym, że nie pamiętał nazwy. Ona też prędzej po prostu gdzieś umiała trafić, niż podać nazwę ulicy i numer domu.
- Mam. - zgodziła się, nie mogąc powstrzymać śmiechu, do którego sam Sebastian ją zachęcił. Ciekawe, czy wiedział o tym, że istniał sernik o jego imieniu i to taki bardzo smaczny? Gdy zmienią temat z duchów i egzorcyzmów, Panda na pewno mu o tym wspomni. - No i widzisz, jak się zgadzamy? Nie trzeba być ekspertem w każdej dziedzinie, ale warto wiedzieć podstawowe rzeczy, żeby nie wychodzić na głupka. Zwłaszcza gdy są takie ciekawie!
Dodała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, zanim zacisnęła wargi i już słuchała go grzecznie, nie przerywając.
I znów ją zaskoczył, bo nie miała pojęcia, że energia żywych mogła w jakikolwiek sposób przyciągać duchy. I z pewnością to zauważył, bo odrobinę wytrzeszczyła na niego oczy, rozchylając usta w zdziwieniu. - Co to znaczy uwiązać? Na takiej smyczy? Dlatego Marta nie może opuszczać zamku?
Nie byłaby sobą, gdyby nie dopytała, nawet jeśli biedny Macmillan miałby jej po prostu dość. Kawiarenka na chwilę kupiła jej uwagę, gdy wpadła w krótką rozmowę z pracownicą, która przygotowywała im zamówione napoje. Nawet nie czuła, że tak chciało się jej pić. Gdy para z kubka dotarła do jej nozdrzy, mruknęła z zadowoleniem, przymykając na chwilę oczy. Gdy usłyszała jego głos, brązowe oczy znów utkwiły w nim spojrzenie, a kubek oplotła palcami, dmuchając w jego zawartość, aby jak najszybciej zrobić łyka. Więc może te widmowe wilki były tylko na północy, gdzie w ten sposób wierzono i poniekąd przez to przybierały taką formę? O całej armii duchów to w ogóle nie pomyślała, jednak gdy Sebastian o tym wspomniał, również uznała to za niebezpieczne i ryzykowne.
- Armia Duchów byłaby okropna, ciężko byłoby z nimi walczyć. Znam naprawdę dużo ludzi, a tylko Ty jesteś specjalistą w ich sprawach. A Ty możesz zajrzeć, przejść do ich świata? - powiedziała, nie mogąc powstrzymać kolejnego pytania, a potem zrobiła w końcu upragniony łyk napoju, zanim zaczęła mówić dalej. - A co wtedy dzieje się z właścicielem ciała? Mogą być w jednym dwie dusze? Co, jak ten nowy nie chce wyjść lub się dogadają?
To była ciekawa kwestia. Załóżmy, że do ciała nieśmiałego chłopca wleciał duch jakiegoś bohatera, który zmieniał się z nim miejscami i ratował go z kłopotów, był odważny i był zdolnym magiem. No i co się działo, jak duchy wplątywały się w świat mugoli? Słyszała, że Ci czasem je widywali.
Pomijając wpadanie na ludzi, o mało też nie wylała na siebie i na nich herbaty, ratował ją tu względnie przyzwoity refleks, który nabyła podczas swoich prac oraz studiów. Zarówno praca ze zwierzętami, jak i mechanizmy z zaklinaniem go wymagały. Zaśmiała się, kręcąc głową na jego słowa. - To brzmi sensownie, przynajmniej dopóki kogoś nie poparzę. - rzuciła, wciąż odrobinę chichocząc, po czym jedną z dłoni złapała go pod rękę i odciągnęła trochę na bok, gdzie było luźniej i tkwiła samotna, drewniana skrzynka, która robiła chyba za nowoczesną ławeczkę. Gdy usiedli, założyła nogę na nogę i skupiła się na piciu oraz na Macmillanie, odwracając głowę w jego stronę. - Miałeś kiedyś poważne kłopoty z jakimś duchem? Wybacz, że tak Cię tutaj przyciągnęłam, ale mamy jeszcze chwilę, a nie chciałabym wysłać kogoś do Munga lub zniszczyć sztuki. Mój ojciec byłby niepocieszony dużym rachunkiem ze strony muzeum i zapewne zakazem wstępu.
Wyjaśniła mu, przesuwając spojrzeniem po zatłoczonym wnętrzu, zanim zrobiła kolejnego łyka. Trochę parzyło w język, ale Pandora niewiele sobie z tego robiła.