A więc jednak dowiodła swego. Hjalmar po raz pierwszy w życiu został oficjalnie uprowadzony i to w dodatku przez Pandorę. Co więcej - nie zrobił nic aby jakkolwiek się przed tym obronić, a to nie wyglądałoby za dobrze w jego aktach jeżeli dalej chciał być uznawany za tego silnego i groźnego. No chyba, że Prewettówna nikomu by nie wspomniała o tej sytuacji, wtedy dalej miałby zachowaną swoją opinię.
- Mówiłem coś? - próbował się wybronić aby za wszelką cenę nie musieć tego tłumaczyć. Z drugiej strony Turczynka była uparta jak muł i byłaby go w stanie męczyć pół nocy aby tylko się dowiedzieć o co mu chodzi. Czy w takim razie nie było lepiej odpowiedzieć jej od razu? - Ehh... Nie odpuścisz co? Dobra... No bo po prostu mam ojca, więc nie jest źle... Niedługo pewnie i resztę rodziny tutaj ściągniemy... - podrapał się po szyi, chcąc kupić sobie trochę czasu na kontynuowanie odpowiedzi - No i... Teraz się okazało, że Ty też jesteś... Więc no tym samym mam też Ciebie, nie? - wzruszył lekko ramionami. Może niepotrzebnie to mówiłem? Bił się z własnymi myślami. Jednak prawdę mówiąc cieszył się, że Pandora mieszkała w Londynie. Do Doliny Godryka nie było tak daleko jakby się mogło wydawać, a Prewettówna mogła na spokojnie zastąpić i tuzin znajomych swoją osobowością.
- Może więc jest materiałem na koleżankę? - dopytał. Czy ufał swojej oprawczyni? W pewnym względzie na pewno ale były tematy, których wolał na razie nie poruszać przy niej. A już na pewno nie w momencie kiedy to nie było wymagane. Nadal miał pewnie obawy jak mogłaby zareagować na jego dziwną przypadłość. Sam zresztą bił się momentami z własnymi myślami czy powinien jej o tym powiedzieć czy też nie - na razie uznał, że to jeszcze nie czas - Nie to, że nie chciałem... Znaczy... No... Umm... - starał się to ubrać jakoś dyplomatycznie - Preferuję dyscypliny w których można polegać na sile własnych mięśni, niż szczęściu czy zręczności - zaśmiał się, odkrywając swój brzuch niczym pies. Teraz już wiedziała jakie miał podejście do tych wszystkich mugolskich gier i zabaw, gdzie w większości nie chodziło o krzepę w łapach.
- Dobrze, dobrze. Nie bij tylko. Chciałaś porwać i to zrobiłaś. I to wcale nie tak, że dałem się porwać - przyznał jej rację. W końcu należało się zgadzać na wszelkie żądania terrorystów, a tym bardziej nie należało ich denerwować. Z drugiej zaś strony bardzo był ciekaw co mogłaby zrobić gdyby jednak spróbował się zbuntować, a nawet obalić władzę na tym porwaniu - No to lepiej wymyśl coś szybko zanim Dagur się dowie... Wtedy obawiam się, że może być za późno na jakieś pertraktacje - pokiwał przecząco głową. Nie było żartów ze starszym Nordgersimem w kwestii ich rodziny - gdyby dowiedział się, że któremuś z jego dzieci dzieje się krzywda, nie miałby żadnego problemu aby rzucić wszystko i ruszyć im z ratunkiem. Na pewno w kwestii swoich córek, chociaż Hjalmarowi też by pewnie pomógł, a na koniec dał mu reprymendę za to, że pozwolił się porwać... I to kobiecie...
- Nic się nie stało. To ze zmęczenia pewnie - usprawiedliwił ją bo chciał, bo mógł, bo może po prostu wypadało? Nikt nie lubił kiedy wytykało mu się jego stan podpicia alkoholowego - Z cukru jesteś, że potrzebujesz parasolki? - zapytał, chociaż na usta cisnęła mu się jedna odpowiedź związana z jego pytaniem. Deszcz po prostu dodawał klimatu do ich nietypowej wycieczki - To jednak w Dolinie Godryka jest ciekawej. Są lasy i w ogóle, aż chce się żyć, a nie zwiedzać jakieś... Atrakcje... - odparł. Nordgersim miał na prawdę ciekawsze rzeczy do roboty, niż zwiedzanie muzeów czy parków. Nie wspominając już nawet o fakcie, że historia Wielkiej Brytanii za bardzo go nie obchodziła, ponieważ liczyła się tylko Islandia.
A więc to o to chodziło z tymi owocami morza. Lekko się zawiódł, licząc, że chodzi jej o truskawki z sosem do makaronu, a nie o jakieś Merlin jeden wie co. Jeszcze żeby tym się dało najeść - Chorzy ludzie... Zjedli by sobie kotleta, a nie jakieś udawane mięso - przyznał z oburzeniem. Kto to widział zajadać jakieś morskie stworzonka zamiast mięsa z prawdziwego zdarzenia - Nie ma nawet takiej opcji - zaprzeczył, ewidentnie nie zgadzając się z jej opinią na temat dań stricte warzywnych - Aż tak źle nie było przecież... Ale lepiej tutaj, niż tam - zaśmiał się na swoje słowa. Teraz zdał sobie sprawę, że w głębi duszy cieszył się na to porwanie, które uwolniło go od tamtego towarzystwa.
- No tak. Wspomniała żebym wpadł jak przyjechałyście do doliny... No Ty wtedy byłaś... - nie dokończył, przygryzając wargi, ponieważ cisnęło mu się tylko jedno - "obrażona" - Wierzę Ci na słowo i zostawię dla Ciebie te wszystkie pyszności - dodał. Gdyby wspomniała o jakimś mięsnym albo festiwalu schabowych, nie omieszkałby zawitać czy nawet jej tam zanieść... No ale jakieś ciasta czy babeczki? To nie było coś na czym by mu zależało. Jeszcze jakby to był festiwal śledzi - mógłby to rozważyć.
- Nie zabić... Tak tylko zwracam uwagę. Nigdy nie wiesz kiedy to Ty zostaniesz porwana - kontynuował swój wywód z tym samym uśmieszkiem - Wezmę Twoje słowa pod uwagę. Utopię Cię w ładnym miejscu jak tak bardzo chcesz - dodał, jednak nie długo było mu dane nacieszyć się swoimi groźbami, tudzież "ostrzeżeniami", ponieważ zaraz został potraktowany łokciem, na co zareagował tylko udawanym bólem.
- No miła pewnie tak... Ciężko mi stwierdzić po takim czasie... Nie tylko ona nie umie - zaśmiał się. Hjalmar miał całkowitą świadomość, że potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a co dopiero w stolicy Wielkiej Brytanii. Zresztą trzymał się od niej z dala i unikał jak ognia - chociaż to ostatnie już wolał dużo bardziej od pobytu w Londynie - Na pewno znajdzie sobie kogoś lepszego - zapewnił Pandorę, sugerując, że jednak nie był najlepszym kandydatem dla Lizy - Nie wiem skąd wy wszystkie wzięłyście to z tą siostrą... - pokiwał przecząco głową, nadal nie dowierzając na to stwierdzenie. Nie odpowiedział jednak na kwestię "całowania bratania", uznając, że nie ma tutaj po prostu nic do dodania - Jak mam się Tobą nie przejmować jak prawie zabiłem gościa w Twojej obronie? - zapytał, nie odrywając od niej oczu. Jak miał się nią nie przejmować kiedy zawsze patrzył czy nie dzieje jej się krzywda? Tym bardziej, że zawsze był pierwszym chętnym aby ruszyć w jej obronie.