01.11.2022, 23:49 ✶
- Nie ma co się łudzić, że sytuacja zmieni się z dnia na dzień. Ani na to, że przez nią będzie jeszcze mniej potrzebujących. – Sama też do końca nie planowała w przód, ale chyba nie kładła na to takiego nacisku, jak robiła to panna Longbottom albo w sumie każdy bojownik, albo bojownik za sprawę. Polityka szybko ją nudziła, bo wystawiała na zainteresowanie publiczne w każdym wypadku. A teraz, gdy spoglądała na Brennę, jeszcze bardziej była przekonana, że dla innych się nic nie opłacało robić, bo potem zostawało jedynie bieganie niczym kurczak z odciętą głową i szukanie swojej prawdy. Ona miała swoją prawdę – licz na rodzinę a jeżeli nie, licz jedynie na siebie.
- Ale spadające cegły nie są aż tak urocze~- Roześmiała się, pozwalając sobie na wyciągnięcie dłoni i próbę złapania policzków panny Longbottom aby lekko je uszczypnąć, zachwycona, że Brenna tak mile na to reagowała. Nie wiedziała, że ma do czynienia z animagiem, widząc w Brennie również puchatego labradora, one jednak nie miały tej woli walki, dodatkowo porównanie do psa nie było tak miłe, wilki za to były niby groźne, ale również dawały się traktować za szczeniaki.
- Ale to wcale nie chodzi o szczęście, najważniejsze to móc poczuć ten zew przygody, chociażby szansy na to, że uda się albo nie uda, jakiejś ciekawostki. Nie chodzi wcale o wygraną albo o przegraną, ale o zabawę i możliwości. W końcu czy nie będzie ekscytujące jak stworzysz zakład, a potem to los i wasze umiejętności zadecydują o tym, co będzie się dziać? – Słychać było podekscytowanie w jej głosie, ale nawet nie spodziewała się że Brenna to zrozumie. Nie dlatego, że była mało pojętna, ale raczej nie widać było w niej tej pasji która by ją do tego przekonała.
- Jestem tego pewna. W końcu tak łatwo udaje wam się zdobyć poparcie, że raczej wszyscy będą chcieli się wykazać. – Zastanawiała się, czy rodzina od strony matki zaczęła sypać już pieniędzmi tylko dlatego, że usłyszeli słowo „charytatywna”. Zerkała jeszcze na kobietę, raczej nie kryjąc swojej ciekawości wobec pytania, które zadawała. Czy chciała wiedzieć coś więcej, czy po prostu bardzo dobrze bawiła się, zbijając Brennę z tropu, czy może po prostu i po ludzku chciała coś wiedzieć.
- Ja w wolnym czasie? – Wydawała się szczerze nad tym zastanawiać, tak jakby rzeczywiście stanowiło to dla niej nowość, że w ogóle ktoś zamierzał o to zapytać. Chyba nie była przyzwyczajona, że ktoś zamierza zapytać ją o coś więcej związanego z jej charakterem niż od razu wyjść z jakimiś zastrzeżeniami, albo po prostu własnymi wnioskami. – Lubię spacerować po mieście, wstąpić na dobrą porcję lodów albo pączki. Jest najlepsza piekarnia w mieście, nazywa się Pod Hobgobblinem, polecam ich pączki, są niesamowite. – Rozmarzyła się z zainteresowaniem, wspominając chyba ostatnią porcję. – A poza tym lubię ozdoby do włosów. Próbowałaś kiedyś zainteresować się ozdobami do włosów? – Pochyliła się w jej stronę, zerkając na nią intensywnie, gotowa chyba wyjąć grzebień i zacząć czesać Brennę gdyby tylko ta wyraziła brak zainteresowania do tej pory.
- Ale spadające cegły nie są aż tak urocze~- Roześmiała się, pozwalając sobie na wyciągnięcie dłoni i próbę złapania policzków panny Longbottom aby lekko je uszczypnąć, zachwycona, że Brenna tak mile na to reagowała. Nie wiedziała, że ma do czynienia z animagiem, widząc w Brennie również puchatego labradora, one jednak nie miały tej woli walki, dodatkowo porównanie do psa nie było tak miłe, wilki za to były niby groźne, ale również dawały się traktować za szczeniaki.
- Ale to wcale nie chodzi o szczęście, najważniejsze to móc poczuć ten zew przygody, chociażby szansy na to, że uda się albo nie uda, jakiejś ciekawostki. Nie chodzi wcale o wygraną albo o przegraną, ale o zabawę i możliwości. W końcu czy nie będzie ekscytujące jak stworzysz zakład, a potem to los i wasze umiejętności zadecydują o tym, co będzie się dziać? – Słychać było podekscytowanie w jej głosie, ale nawet nie spodziewała się że Brenna to zrozumie. Nie dlatego, że była mało pojętna, ale raczej nie widać było w niej tej pasji która by ją do tego przekonała.
- Jestem tego pewna. W końcu tak łatwo udaje wam się zdobyć poparcie, że raczej wszyscy będą chcieli się wykazać. – Zastanawiała się, czy rodzina od strony matki zaczęła sypać już pieniędzmi tylko dlatego, że usłyszeli słowo „charytatywna”. Zerkała jeszcze na kobietę, raczej nie kryjąc swojej ciekawości wobec pytania, które zadawała. Czy chciała wiedzieć coś więcej, czy po prostu bardzo dobrze bawiła się, zbijając Brennę z tropu, czy może po prostu i po ludzku chciała coś wiedzieć.
- Ja w wolnym czasie? – Wydawała się szczerze nad tym zastanawiać, tak jakby rzeczywiście stanowiło to dla niej nowość, że w ogóle ktoś zamierzał o to zapytać. Chyba nie była przyzwyczajona, że ktoś zamierza zapytać ją o coś więcej związanego z jej charakterem niż od razu wyjść z jakimiś zastrzeżeniami, albo po prostu własnymi wnioskami. – Lubię spacerować po mieście, wstąpić na dobrą porcję lodów albo pączki. Jest najlepsza piekarnia w mieście, nazywa się Pod Hobgobblinem, polecam ich pączki, są niesamowite. – Rozmarzyła się z zainteresowaniem, wspominając chyba ostatnią porcję. – A poza tym lubię ozdoby do włosów. Próbowałaś kiedyś zainteresować się ozdobami do włosów? – Pochyliła się w jej stronę, zerkając na nią intensywnie, gotowa chyba wyjąć grzebień i zacząć czesać Brennę gdyby tylko ta wyraziła brak zainteresowania do tej pory.