25.06.2023, 23:53 ✶
Żałosny dźwięk przypominający nieudolnie stłumione westchnienie mimowolnie wyrwał się spomiędzy warg Perseusa. Nadzieja! Przez ponad trzy dekady życia powinien nauczyć się już, że nadzieja donikąd go nie zaprowadzi, że to jedynie kłamstwo; niezwykle piękne, owszem, lecz każdy narkotyk wydaje się piękny, zanim nie zacznie zatruwać ciała i umysłu. Wbił bezradne spojrzenie w siostrę; każde z nich miało swój własny środek autodestrukcji, choć żadne nie chciało się do tego przyznać. Lycoris miała laudanum, rozlewające się goryczą po podniebieniu. Perseus miał nadzieję.
— Nijaka? Ona... nie wiem już, czy rzeczywiście była tak bezbarwna, jak ją opisujesz... myślę, że sam chciałem, aby była figurą bez charakteru. W ten sposób było mi łatwiej — odparł, a w jego głosie wybrzmiewało subtelne vibrato niepewności, wprawiające przeciągane samogłoski w rozedrganie. Odstawił kubek na blat z taką siłą, że znajdująca się w nim smolista ciecz niebezpiecznie zakołysała się przy ściankach porcelany, po czym ukrył twarz w dłoniach. Trwał tak przez chwilę, pogrążony w swej bezsilnej rozpaczy. — Podświadomie ich ze sobą porównywałem, wiesz? Sądziłem, że będę w stanie ją pokochać, skoro kocham jego, ale ona nie była ani trochę do niego podobna. To znaczy, pod względem fizycznym są do siebie podobni, to przecież jego siostra, ale ona nie była nim, ona... — urwał, czując jak niewidzialna ręka zaciska się wokół jego szyi, a piekące łzy zbierają się pod powiekami. Przełknął ślinę, gotów mówić dalej, lecz głos jego się łamał — Nigdy... ja nigdy nie przestałem go... — Wierzchem dłoni starł niechcianą kroplę z bladego policzka — Powiedział mi, że powinienem przestać żyć przeszłością. Och, oczywiście, że ma rację. Jak zawsze zresztą. Ale ja nie potrafię. Boję się Lycoris. Przeraża mnie teraźniejszość i przyszłość, więc karmię się onirycznymi wspomnieniami, bo tylko one są w stanie utrzymać mnie w ryzach.
Sięgnął po papierośnicę zostawioną niedbale na stoliku kawowym i podsunął ją najpierw siostrze, przypominając sobie na wpół zamroczony rozpaczą, że savoir vivre nakazuje w pierwszej kolejności poczęstowanie gościa, a zaraz potem sam sięgnął po papierosa. Długo obracał w dłoni tutkę, zanim zdecydował się włożyć filtr do ust i zapalić. Dym wypełniający płuca był nieprzyjemnie gryzący, a równocześnie rozkosznie kojący dla zmysłów.
— Jak mogę żyć z drugim człowiekiem, jeżeli z samym sobą nie potrafię?
— Nijaka? Ona... nie wiem już, czy rzeczywiście była tak bezbarwna, jak ją opisujesz... myślę, że sam chciałem, aby była figurą bez charakteru. W ten sposób było mi łatwiej — odparł, a w jego głosie wybrzmiewało subtelne vibrato niepewności, wprawiające przeciągane samogłoski w rozedrganie. Odstawił kubek na blat z taką siłą, że znajdująca się w nim smolista ciecz niebezpiecznie zakołysała się przy ściankach porcelany, po czym ukrył twarz w dłoniach. Trwał tak przez chwilę, pogrążony w swej bezsilnej rozpaczy. — Podświadomie ich ze sobą porównywałem, wiesz? Sądziłem, że będę w stanie ją pokochać, skoro kocham jego, ale ona nie była ani trochę do niego podobna. To znaczy, pod względem fizycznym są do siebie podobni, to przecież jego siostra, ale ona nie była nim, ona... — urwał, czując jak niewidzialna ręka zaciska się wokół jego szyi, a piekące łzy zbierają się pod powiekami. Przełknął ślinę, gotów mówić dalej, lecz głos jego się łamał — Nigdy... ja nigdy nie przestałem go... — Wierzchem dłoni starł niechcianą kroplę z bladego policzka — Powiedział mi, że powinienem przestać żyć przeszłością. Och, oczywiście, że ma rację. Jak zawsze zresztą. Ale ja nie potrafię. Boję się Lycoris. Przeraża mnie teraźniejszość i przyszłość, więc karmię się onirycznymi wspomnieniami, bo tylko one są w stanie utrzymać mnie w ryzach.
Sięgnął po papierośnicę zostawioną niedbale na stoliku kawowym i podsunął ją najpierw siostrze, przypominając sobie na wpół zamroczony rozpaczą, że savoir vivre nakazuje w pierwszej kolejności poczęstowanie gościa, a zaraz potem sam sięgnął po papierosa. Długo obracał w dłoni tutkę, zanim zdecydował się włożyć filtr do ust i zapalić. Dym wypełniający płuca był nieprzyjemnie gryzący, a równocześnie rozkosznie kojący dla zmysłów.
— Jak mogę żyć z drugim człowiekiem, jeżeli z samym sobą nie potrafię?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory