Niby nie twierdziła, że to złe towarzystwo ale jej odpowiedź miała w sobie coś w wyrzutu. Może pewnego rodzaju uszczypliwości w jego stronę. Jedno jednak można było jej przyznać - nie ważne jak dobrze by się dogadywał z Dagurem, ten nie był po prostu w stanie zastąpić mu jego kompanów. Na jej słowa pokiwał głową z pewną dozą ulgi? Chociaż między młotem, a kowadłem reakcja Pandory była do przewidzenia i działało to w obie strony. Ona też mogła przyjechać lub napisać do niego w każdym momencie.
W kwestii "koleżeństwa" z Elizą również się zgadzali. To było całkiem zaskakujące w jak wielu kwestiach się potrafili dogadać i porozumieć. Wiadomo, że były tematy w których byli niczym ogień i woda - to całkiem zrozumiałem. Ale czy w końcu przeciwności się nie przyciągały? Prewettówna była wielką optymistką skoro liczyła, że taki dzień mógłby nastąpić. Sam Hjalmar nie wiedział dlaczego tak było, że zawsze zastanawiał się nad tym co chce powiedzieć. Może w pewien sposób starał się dobierać odpowiednie słowa? Budować poprawną narrację? A może po prostu nie chciał źle przy niej wypaść?
Na jej słowa wypuścił tylko ciężej powietrze z nosa. Miał zaprzeczać? Próbować się bronić, że wcale tak nie było? Nordgersim nie widział w tym żadnego sensu - z każdym dniem czy tygodniem, rozgryzanie go, szło jej coraz lepiej. W tym - zawrotnym - tempie minie maksymalnie kilka lub kilkanaście tygodnie, a Islandczyk nie będzie w stanie nic przed nią ukryć albo się obronić - Hmm... Dobre pytanie... - zacisnął wargi, bacznie się jej przyglądając. W pewnym stopniu zapewne nawet oceniając - Mógłbym zrobić mały wyjątek i wziąć to na siebie... - dodał z uśmiechem na ustach. Jeszcze tylko tego by brakowało aby Dagur chciał jej zrobić jakąś krzywdę.
- Bo nie jestem... - zaprzeczył. Mało brakowało, a wydałby z siebie pomruk niezadowolenia. Cierpliwy i łagodny? Niedorzeczne... Pokręcił przecząco głową. Czyżby Hjalmar był tylko taki przy Pandorze? Jego koledzy z czasów Durmstrangu, nigdy by się nie odważyli na takie słowa, wiedząc jak to się może skończyć. Prawdę mówiąc, Niedźwiadek był taki tylko dla małego grona osób - takiego, w którym czuł się jakoś pewniej i mógł sobie pozwolić na większy - chociaż nadal ograniczony - luz.
- Nie musisz nic szukać. Wystarczy pójść do lasu, a jak już mam iść do lasu to jednak wolę te Islandzkie, niż tutejsze - odparł. Doceniał, że Prewettówna chce mu za wszelką cenę pomóc z aklimatyzacją w nowym miejscu ale problem był chyba w nim samym. To Hjalmar nie chciał dać sobie pomóc, wierząc, że sam da sobie z tym wszystkim radę. Nie trzeba było być jednak geniuszem aby wiedzieć, że sobie z tym nie daje rady o czym mogła świadczyć chociażby jego niepewność kiedy wkroczył dzisiejszego wieczora do tego pubu.
- Mięso to podstawa. Bez tego ani rusz. Nie bierz tego z owocami morza bo go i tak nie zjem - wybrzydzał niczym małe dziecko, któremu ktoś próbował podać warzywa. Nordgersim nie był żadnym królikiem aby wcinać zieleninę w kilogramach, a tym bardziej jakieś wodne mięczaki. Jeszcze gdyby serwowali to z jakimiś śledziami to mógłby to rozważyć - Grrhh... - wydał z siebie pomruk niezadowolenia, próbując przechylić szalę zwycięstwa w tej kłótni na swoją stronę. Nie trwał on za długo, ponieważ był po prostu swego rodzaju ostrzeżeniem - Zawsze? - zapytał w Pandory sposób, który można było również określić jako "zadziorny". Koniec końców, nie tylko ona mogła korzystać z jego sztuczek. Nie byłby sobą gdyby jego palec nie powędrował na szyję aby dodać mu trochę otuchy.
- Nie przemęczaj się. Nie ma po co - zapewnił. Nie dosyć, że miała go przenocować w tym piekielnym mieście, to jeszcze chciała się fatygować? Nie mógł na to pozwolić. Oczywiście, że był wybredny w kwestii jedzenia ale u kogoś należało być wdzięcznym za gościnę, a nie się dąsać jak małe dziecko - Może? Ale mówisz i masz. Utopię Cię na Islandii w takim razie. Masz słowo Nordgersima - wypowiadając te słowa, wydał z siebie ciche "hyhyhy" pod nosem. Teraz nie było już odwrotu - obiecał jej tak piękną śmierć to będzie musiał ją spełnić. I to za wszelką cenę.
Nie skomentował. Coś było na rzeczy w jej słowach. Może bał się spróbować przyzwyczaić do nowego? Wtedy było ryzyko, że jeszcze by mu się spodobało albo stało nową rzeczywistością? Jego wewnętrzne blokady na pewno mu w tym nie pomagały. Sam był swoim katem, który nie brał żadnych jeńców, ani tym bardziej nie stosował żadnej taryfy ulgowej. I to co gorsza - we wszystkich kwestiach - Doceniam... Jakoś? Po prostu stwierdzam, że nie pasowalibyśmy do siebie... Takie... Przeczucie - dodał ze wzruszeniem ramion, ewidentnie nie chcąc kontynuować tematu. Hjalmarowe wewnętrzne "ja" tak mu mówiło, a jemu nie pozostało nic innego jak się z tym zgodzić.
Czy przez nią pakował się w kłopoty? Trochę tak, trochę nie. Sam najczęściej tych kłopotów szukał, a zwłaszcza okazji aby komuś przywalić w mordę. A to, że Pandora akurat przyciągała problemy to był tylko dodatek do tej burzliwej relacji - Ktoś musi... - rzucił między jej słowami. Nie miała nikogo innego kto mógłby to zrobić. Nawet jeżeli miała, Nordgersim nie miał o tym pojęcia, więc sam sobie dopowiadał pewną część historii - Nie podzięk... - nie dokończył, ponieważ Prewettówna przesunęła palcami po jego policzku, co oczywiście musiało się skończyć jedyną możliwą reakcją - niedowierzaniem i szokiem lub jak kto woli dalszą nieśmiałością, pomimo faktu, że Turczynka nie zrobiła tego po raz pierwszy.
Pocałunek w czoło? Zupełnie jakby widział swoją matkę, Sagę. Ona robiła mu dokładnie tak samo - Hmmm? - wydał z siebie pomruk zainteresowania, którym próbował ją zachęcić do kontynuowania wypowiedzi ale ta ewidentnie miała inne plany - Dobrze mamo - dodał od siebie kiedy ta opuściła taksówkę. Czy powinien skorzystać z okazji i się uciec? A może zaczaić się gdzieś za rogiem i zrobić porwanie według własnej szkoły? Te dwie opcje były świetne ale nie zdecydował się na żadną z nich. Hjalmar zaczął wpatrywać się w szybę, oczekując powrotu Turczynki. W głębi duszy prosił tylko o to aby o nim nie zapomniała... Nie chciał sam pozostać na pastwę swojego lasu w Londynie.