To nie tak, że nabijała się ze swoich pacjentów. Ciężko było jednak nie uśmiechać się pod nosem, gdy trafiał się taki przypadek i to z tak błahego i durnego powodu, jakim było pójście na łatwiznę i chęć wyrobienia masy mięśniowej w prosty i błyskawiczny sposób. I, żeby nie demonizować jej zbytnio, po swoim dyżurze poszła na oddział gdzie przebywał pacjent i spędziła z nim trochę czasu, rozmawiając zarówno o tym co się wydarzyło, jak i o sprawach zupełnie niezwiązanych z jego zdrowiem, ot, na odwrócenie uwagi. Jak się okazało, chciał przypaść do gustu pewnej dziewczynie, do której od długiego czasu robił maślane oczy, a ona zdawała się tego nie zauważać. Podświadomie czuła, że rozumie go lepiej niż by sobie tego życzyła, choć za żadne skarby świata, nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
- Dałam znać o tym co się wydarzyło mojemu kuzynostwu, mają zwrócić uwagę na podejrzanie zachowujących się mężczyzn.A znając ich skuteczność, to tylko kwestia czasu, aż go znajdą - wzruszyła lekko ramionami, uśmiechając się. O ile ten wypadek nie skończył się tragicznie, istniało ryzyko, że następny szemrany eliksir pociągnie za sobą dużo gorsze konsekwencje. - Powoli wraca do zdrowia, choć odbudowanie tkanki mięśniowej to dosyć długotrwały proces. Niestety, będzie musiał zacząć budować od zera swoją kondycję... - dodała. Mniej więcej w tym samym momencie ich zamówienie zostało podane, a aromat pieczonej dyni sprawił, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. Listopad na ogół był parszywym miesiącem, ale miał w sobie coś, za czym przepadała - sezonowe menu.
Kiwnęła głową. Rozumiała to i nie zamierzała namawiać Aveliny do zmiany decyzji. Wiedziała, że praca w niewielkim zakładzie produkującym eliksiry to coś wprost idealnego dla niej, a i podświadomie czuła, że w przyszłości, dzięki ciężkiej pracy oraz niebywałemu talentowi jaki posiadała Paxton, kwestią czasu jest to, aż samodzielnie będzie prowadzić podobne miejsce. W przeciwieństwie do niej, Danielle odnajdywała się dobrze pośród ludzi. Choć umiejętność odczytywania aur z początku wydawała jej się przytłaczająca, zwłaszcza w miejscu takim jak szpital, gdzie niestety przeważały aury bólu i cierpienia, nauczyła się sobie z tym radzić. Nic nie dawało jej większej satysfakcji niż stopniowe oczyszczanie aury na skutek tego, co robiła i w jaki sposób pomagała swoim pacjentom.
- Po prostu bądź sobą i rób to, co robiłaś zawsze - odezwała się w pierwszej chwili. Szybko zdała sobie sprawę, jak banalnie i lakonicznie mogły zabrzmieć jej słowa. - To ogromna odwaga, by w takich ciężkich czasach nie zmienić się i pozostać wiernym temu, w co się wierzy - dodała, sięgając po kubek. - A jak Twoi rodzice się trzymają? - zapytała, niby to bez większego podtekstu. Wiedziała, że ojciec Aveliny jest z pochodzenia mugolakiem, dlatego wygłoszony manifest dotykał go osobiście. Prawda była taka, że jako Longbottom była gotowa udzielić wsparcia bliskim swojej przyjaciółki, jeżeli tylko Ci go potrzebowali.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final