Kiedy Ulek odwrócił się w jej stronę, z ulgą dostrzegła, że jego wyraz twarzy nie uległ zmianie. To znaczy, uległ, ale takiej, której się nie spodziewała, a która sprawiła, że kąciki jej ust uniosły się w pogodnym uśmiechu. Czy w takim razie jej obawa, że taki gest to zbyt wiele była niesłuszna i bezpodstawna? Być może powinna przestać zastanawiać się nad wszystkim i po prostu płynąć z prądem? Chyba ją lubił. Gdyby było inaczej, nie chciałby spędzać z nią czasu i szczerze wątpiła, by Rookwood był typem człowieka, który spotykał się z kimś z grzeczności. Nie traciłby na to swojego cennego czasu. Oczywiście, z tyłu głowy miała świadomość, że w dniu dzisiejszym wszystko mogło potoczyć się w innym kierunku - jej pech i niezdarność ujawniały się w najmniej oczekiwanych momentach. Z tej strony nie miał jeszcze okazji jej poznać... chyba.
- Możemy to tak nazwać - przyznała z lekkim skinięciem głowy. - Chociaż teraz mój sprytny plan przechytrzenia Cię i tak się nie uda, bo niepotrzebnie się wygadałam - odpowiedziała żartobliwie, lekko wzruszając ramionami. - Ale nie przejmuj się, na pewno wymyślę coś równie świetnego - dodała szybko.
Umiejętność czytania w myślach byłaby czymś, z czego zrobiłaby dobry użytek i co pozwoliłoby rozwiać wszelkie wątpliwości. Niestety, jej trzecie oko ograniczało się do aur, a te nie były zbyt pomocne w tej kwestii. Nie mogła wiedzieć, jakie myśli kłębiły się w głowie młodego Rookwooda po dosyć niewinnym komentarzu, a właściwie komplemencie, jakim skwitowała oczywistą zmianę w jego ubiorze. Nie żartowałaby z niego w taki sposób, wiedząc jak bardzo jest na tym punkcie przeczulony. Nie uważała też, by wyglądał idiotycznie; czegokolwiek by na siebie nie założył, w jej oczach wyglądał bardzo dobrze.
- Co, naprawdę?- uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona jego słowami. Spuściła wzrok, kontrolnie sprawdzając jeszcze raz sukienkę, którą na sobie miała. - Hm, dziwne. Przecież gdybym regularnie chodziła na takie kursy, nie potrzebowałabym nauczyć się gotować. A po to tu jesteśmy - zauważyła. Nie miała bladego pojęcia w jaki sposób Ulysses wpadł na pomysł, że nie potrafiła gotować - domyślała się jedynie, że jest to w pokrętny sposób powiązane z jej nieśmiesznymi żartami, jakimi uwielbiała go zasypywać z nadzieją, że w końcu trafi w dziesiątkę, a Rookwood szczerze się roześmieje. Z pewnych powodów, znanych tylko sobie, postanowiła nie wyprowadzać go z błędu.
Kiedy zamiast przyjacielskiego przybicia piątki ujął jej dłoń, w naturalnym i nieplanowanym odruchu sięgnęła wolną ręką w taki sposób, by ułożyć ją na jego zimnej dłoni. Gdyby w tamtym momencie została zapytana dlaczego to zrobiła, nie umiałaby tego wytłumaczyć. Szczęśliwie, nie musiała się nad tym zastanawiać - powoli zbliżał się czas rozpoczęcia kursu, na który nie mogli się spóźnić.
Zajęli wolne stanowisko, które mimo że umiejscowione było przy jednym z ostatnich rzędów, miało dobry widok na główne stanowiso, przy którym pracować miał ich nauczyciel. Dopiero wtedy puściła dłoń Rookwooda, z nieskrywaną fascynacją i zainteresowaniem rozglądając się dookoła, bo wbrew temu co sądził Ulek, pierwszy raz brała udział w takich zajęciach. Dostrzegając ulotkę, na której rozpisane było dzisiejsze menu, podsunęła ją delikatnie w stronę Rookwooda. Kiedy wczytywała się w nią, uświadomiła sobie jak bardzo jest opóźniona w niuansach, bowiem jak sięgała pamięcią, tak nie była w stanie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek słyszała o podobnych potrawach.
- Guacamole - meksykański sos na bazie awokado
- Chilli Con Carne - tradycyjna potrawa kuchni teksańskiej
- Churros - wypieki w formie deseru
Posłała pytające spojrzenie w stronę Ulyssesa, jakby bezdźwięcznie pytała o dania rozpisane w menu - bo nazwa i dosyć lakoniczny opis niewiele jej mówił. Nie zadawała pytania "czy wiesz, co to są za potrawy?" - bo to na pewno wiedział. Przecież on wszystko wiedział.
- Witam wszystkich licznie zgromadzonych. Ja nazywam się Robert Ramsler i w dniu dzisiejszym będę waszym instruktorem gotowania - zaczął wąsaty kucharz, gdy tylko upewnił się, że wszyscy zajęli już miejsca. Lekkim ruchem dłoni wskazał na kartki, jakie spoczywały przy każdym ze stanowisk - poza samym menu, znajdowały się tam również przepisy, którymi mieli się kierować. - Załóżcie proszę fartuchy, które znajdziecie przy każdym ze stanowisk. W tym czasie ja... - mówił z uśmiechem, sięgając po butelki wina, by sprawnym ruchem otworzyć je i podchodząc od stanowiska do stanowiska, nalewać każdemu z osobna do kieliszka -...zadbam o to, by każdy nie tylko nauczył się gotować wspaniałe dania kuchni teksańskiej, ale i bawił się wyśmienicie
beauty and terror
just keep going
no feeling is final