Jako że Nicholas i Loretta wpadli na siebie w Ministerstwie, wspólnie opuścili jego mury, podejmując wspólnego spaceru, korzystając z bardzo przyjemnej pogody. Taką najbardziej uwielbiał mężczyzna. Niebo spowite ciemnymi chmurami, nieprzepuszczające słońca. Nieprzewidywalny klimat dnia i nocy, gdzie nie wiadomo, kiedy spadnie deszcz.
Podczas spaceru użyczył ramienia kobiecie, wykazując zainteresowanie jej opowieściami, historii wszelkiego rodzaju. Do niektórych dorzucał swoje kilka słów skomentowania. Nie żeby cokolwiek z tego było dla niego bardzo interesujące, ale mając w sobie odpowiednią kulturę, niegrzecznie byłoby olewać damę, która zechciała się podzielić jakimiś informacjami. Niezależnie od tego, jak cenne by były, nawet jeżeli to tylko opowiadane przez nią historie.
Każda mijana ulica, zakręt i budynek, nie sprawiał niczego podejrzanego. Nawet mijani na drodze inni czarodzieje. Poza jednym incydentem, którego oboje byli świadkiem.
Docierając na wskazaną ulicę, gdzie mieściła się Galeria Sztuki Panny Lestrange, nieznany młodzieniec dopuścił się wandalizmu. Trzeba było mu przyznać, że miał jaja, aby dokonać tak nierozważnego czynu. Nicholas widząc co czynił sprawca, zmarszczył brwi i spojrzał na Lorettę, która puściła jego ramię. Dostrzegł w jej obliczu inne spojrzenie. Diamentalnie uległo ono zmianie. Nie zatrzymywał jej. Jedynie obejrzał się, czy są tutaj sami. Również po okiennicach, czy ktoś nie obserwuje okolicy. Yaxley ostatecznie skupił się na niej, chcąc wiedzieć co uczyni jako następne. Przezywanie i wbijanie obcasa, mogło nie być jedynym ostrzeżeniem.
Sprawca wandalizmu nieco spanikował, kiedy ją zobaczył. Zdawało się, że ją poznawał. Przeraził go jej głos a spojrzenie wręcz spotęgowało lęk. Nie odezwał się, będąc przekonanym, że zdąży swoje zrobić i ucieknie. Na jego twarzy malował się grymas, z powodu wbitego obcasa w stopę. A że miał wolne ręce i w jednej trzymał jajko, rzucił jej w twarz, jakby liczył, że go puści i uda mu się uciec.