Od pewnego momentu wszystko zaczęło nie iść po ich myśli, nic więc dziwnego, że na sam koniec musiało się stać podobnie. Świstoklik, który jeszcze dobrych kilka sekund temu znajdował się rękach Vulturisa, odleciał w nieznanym kierunku. Zresztą nie tylko świstoklik - sam Borgin też wylądował na ziemi, a następnie został pociągnięty w stronę zła, które czaiło się w lesie. Psia jego mać... Wypuścił nerwowo powietrzę z ust, widząc jak Chester, po prostu znika.
Nie czekając ani chwili dłużej wstał i brzegiem lasu ruszył w poszukiwaniu miejsca gdzie czuł najmniejszy strach. Stanley zdawał sobie sprawę, że czaiło tam się coś niedobrego ale nie miał wyboru - to była jedyna szansa na ujście stąd z życiem. Znalazł się między młotem, a kowadłem. Z jednej strony miał coś dziwnego, a zarazem strasznego. Z drugiej byli funkcjonariusze Ministerstwa Magii - nie wspominając już o tej całej wichurze, która również zbierała swoje żniwo.
Widząc jak wichura nie ustaje, wbiegł do lasu licząc na odrobinę szczęścia w tym swoim pechowym życiu. Borgin miał zamiar dobiec do miejsca gdzie uzna, że jest bezpieczniej, a sama magia jest dużo stabilniejsza. Docelowo szukał miejsca gdzie wpływ wiru będzie jak najmniejszy, a tym samym próba teleportacji miałaby szansę powodzenia.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972