Każda rodzina miała swoje tajemnice lub cechy, które można uznać, że wyróżniały ją na tle innych, czarodziejskich rodów. Niektórzy trzymali Voldemorta w piwnicy, która jednocześnie stała się jego noclegownią i bazą wypadową. Inni z kolei wieszali ludzkie głowy pod samym sufitem i oburzali się, gdy ktoś zwrócił im uwagę, że to trochę dziwne i obrzydliwe. Przykładów można by podawać jeszcze bardzo wiele, ale jedno było pewne - pośród tej całej śmietanki towarzyskiej, Longbottomowie z chęcią ratowania wszystkiego co się dało, wypadali chyba najnormalniej.
Nic dziwnego zatem, że widok kompletnie obcego psa w ich posiadłości nie był dla niej zaskakujący. Jeżeli już coś miałoby ją zaskoczyć, musiałby być to jakiś magiczny, najlepiej egzotyczny zwierz, który akurat potrzebował pomocy, a któryś Longbottom całkowicie przypadkowo znalazł się w pobliżu, gotowy jej udzielić. I ona, jako osoba do bólu empatyczna, nie miałaby w sumie żadnego ale. Wszelkiej maści zwierzęta kochała całym sercem (oczywiście, nie w takim stopniu jak jej przyjaciółka Jackie), a psy to już w ogóle.
Rozsiadła się wygodnie na kanapie, z zamiarem interakcji i zapoznania z kolejnym nowym domownikiem. Psiak wydawał się być niezwykle zainteresowany kanapką, którą akurat trzymała w dłoniach - wskoczył kanapę i usadowił się tuż obok, kładąc łapkę na jej kolanach. Zerknęła to na futrzaka, to na przekąskę i uznała, że w sumie to ona nie jest jakoś bardzo głodna, a zwierzak tak intensywnie machał ogonem, że nie potrafiła mu odmówić. Nie oszukujmy się, tylko człowiek bez serca potrafiłby to zignorować.
Z zadowoleniem dostrzegła, że przekąska musiała być wyjątkowo smakowita - zniknęła właściwie na dwa, może trzy gryzy. Futrzak nie przestawał merdać ogonem, a jego nos poruszał się szybko, jakby z nadzieją, że wywęszy więcej smakołyków.
- Nic więcej nie mam... - uniosła ręce w geście obronnym. Terrier skorzystał z okazji, by językiem przesunąć po jej dłoniach, co sprawiło, że roześmiała się krótko. - Aha, taki z ciebie manipulant? Nie jestem pewna, czy takie zwierzaki jak Ty powinny jeść szynkę. Ale ukradniemy zaraz jakąś puchę Gałganowi, nawet nie zauważy, że mu zniknęła, a jak zauważy, powiemy że to Ponurak, nie będzie miał nic przeciwko i na pewno mu się upiecze. Jak masz na imię? Niech zgadnę... czy to Biszkopt? Albo Muffinek? - nawijała sobie do zwierzaka, czego ten cierpliwie słuchał. Stopniowo osuwała się do pozycji leżącej, a zwierzak wraz z nią; nawet nie wiedziała kiedy, a jej powieka stała się ciężka i samoistnie się zamknęła.
Nie była pewna, ile trwała jej drzemka. Miała dosyć lekki sen, dlatego charakterystyczny dźwięk skrzypnięcia bez problemu ją obudził - uchyliła oczy, dostrzegając swoje kuzynostwo, obładowane wyprawką dla futrzaka, niczym muły transportowe.
- Skąd go macie? Jest przeuroczy... - zaczęła, najpierw niemal bezgłośnie, co by zwierzaka nie obudzić. Ekscytacja brała nad nią górę i musiała się nią z kimś podzielić, a nikt od Brenny i Erika by jej lepiej nie zrozumiał. - Trochę śmierdzi zmokniętym psem i dostrzegłam kilka pcheł, które skakały mu po głowie, ale to chyba mały problem, z którym szybko się uporamy. Macie ze sobą jakieś przysmaki? Wyżebrał ode mnie kanapkę i chyba mu mało, bo prosił o więcej - gadała, nieświadomie coraz to głośniej - śpiący wcześniej terrier powoli przebudził się i po dosyć intensywnym przeciągnięciu, zeskoczył z kanapy, wyraźnie zainteresowany przybyłymi. Danielle zmarszczyła lekko brwi, jakby dotarł do niej sens słów Brenny.
- Znaczy Ponurak i Łatek są najmądrzejsi z całej trójki. Po co mają biegać za jakąś głupią piłką, skoro Ty możesz im przynieść? - zapytała z wyraźnym rozbawieniem.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final