Murtagh nie chciał robić Loretcie złudnych nadziei. Jego celem nie było wodzenie jej za nos, czy rozpalanie w niej czegokolwiek. Sam czuł się nieco oszołomiony jej urokiem, tajemniczością i pewnością siebie. Nie wykraczali jednak w żaden sposób poza ramy zwykłej, uprzejmej konwersacji, która mogłaby odbyć się między dwojgiem znajomych sobie osób. A może jednak? Sam przecież w myślach pozwalał sobie przed chwilą na o wiele więcej, niż byłoby to właściwe między dwojgiem znajomych.
Kiedy Loretta znów się do niego zbliżyła, zamykając dłonią dzielącą ich przestrzeń niczym mostem, nie mógł powstrzymać przyspieszonego bicia serca, ani szybciej zaczerpniętego oddechu. Jeśli ona to wyczuła, w jej sarnich oczach nie mógł tego dostrzec. Było tam jedynie wyczekiwanie, niepewność i namiętność... Choć to ostatnie chyba mu się przywidziało.
Wysłuchał jej słów, ale nie próbował wyczuć czy mówi prawdę. Z jakiegoś powodu, używanie przy niej swoich umiejętności, uważał za zbędne a nawet nietaktowne. Czyż jej prawo do zatajenia choć części prawdy, nie dodawało ich rozmowie dodatkowej wartości?
— Dobrze więc, pani... Panno Lestrange. Moje pytanie brzmi. Jaka jest twoja ulubiona roślina? — zapytał, celowo nie pytając o "kwiat" a o roślinę, wiedząc, że w ten sposób pytanie będzie mniej pretensjonalne.Prawda była taka, że chciał raczej spytać ją o inne rzeczy. Bardziej intymne, może nawet skandaliczne. Czy kochała Yaxleya? Czy straciła z nim swoją cnotę? A może stało się to wcześniej? Czy kiedy ją dotykał, czuła się tak jak Murtagh, kiedy czuł jej dłonie na piersi? Czy wiedziała, że jej dotyk doprowadza go do obłędu, jednocześnie budząc w nim najlepsze i najgorsze żądze? Czy chciałaby wspólnie z nim piąć się w górę po ciałach ich wrogów i patrzeć jak świat płonie?
Nic z tego nie nadawało się jednak na zdawkową konwersację w jasne, kwietniowe popołudnie, w słonecznej Galerii Sztuki. Były to raczej pytania, które zadaje się szeptem, puszczone w łuk wygiętych w ekstazie ciał, toczące się wraz z oddechem urywanym westchnieniami rozkoszy lub bólu, ostre i niebezpieczne, niczym łzy spadające na jedwabną pościel.