02.11.2022, 06:15 ✶
Odpowiedź, którą dostał była zbyt lakoniczna, aby mieć coś wspólnego z prawdą. Byli wychowani według modły tego samego tyrana i perfekcjonisty, który od małego wmawiał im, aby podważać każdą wypowiedź, rozkładać ją na czynniki pierwsze, a sam Elliott zbyt dużo czasu spędzał pośród wilków w owczej skórze owijających sobie wszystkich innych wokół palca lepkimi od słodyczy wypowiedziami. Zmrużył oczy, ale postanowił nie drążyć, uznając, że półprawda, ostatecznie też jest jakąś odpowiedzią, może nie taką, której szukał, ale na pewno wartą zadanego pytania.
- Być może są - przyznał równie spokojnym tonem - a być może przestałem się łudzić i zdaję sobie sprawę, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż byśmy chcieli, więc wypadałoby zrobić z tego użytek. - dodał wchodząc pod kołdrę, bo czuł jak, jeszcze przed chwilą znajdujące się w mokrych butach i skarpetach, stopy marzną mu nieokryte żadnym materiałem. Położył głowę na poduszce i przymknął oczy słuchając reszty wypowiedzi siostry, wyłapując zwinnie zmiany tonu i oddechu.
Byli zepsuci, z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej to akceptował i chociaż miewał momenty, w których emocje brały górę to twarde okowa logiki czy korzyści zaczynały brać górę. Mimo sabotowania swojego dobrobytu i pozycji bardzo ryzykownymi sytuacjami, jak chociażby doprowadzenie do śmierci żony, ostatecznie go doceniał. Gasił wzniecane przez siebie pożary umiejętnie, a rozpalał je, prawdopodobnie tylko po to, aby dać upust frustracji i goryczy, jaka zbierała się pod idealnie nasuniętą maską. Domyślał się, że Eden ma na to inne sposoby, ale też jakieś musiała mieć. Nie podejrzewał jej o bycie królową śniegu za zamkniętymi drzwiami, nie w momencie, gdy trzymała wino w sypialni, której wcale nie dzieliła z mężem. Elliott mógł być skupionym na sobie imbecylem, ale nie na tyle krótkowzrocznym, aby nie poznać, że tak bliska mu osoba jest dokładnie tym samym, choć w swój, oryginalnie okropny sposób.
- Prawda - przyznał, bez zawahania - i możemy się nad tym rozckliwiać albo wyrzucić to z siebie raz, a dobrze, aby ruszyć dalej i żyć. - podsumował tylko czując jak igiełki świadomości przebijają się przez wieżę z kości słoniowej, jak rozpacz sprzed chwili wypełnia umysł i wisi nad klatką piersiową kamieniem winy. Mógł obwiniać innych o swoje nieszczęścia do końca swoich dni, ale ostatecznie wybrał zostawienie tego za sobą, wciąż nie do końca się z tym godząc, acz próbując wyżłobić sobie nową drogę, lepszą, taką, w której korzysta z danych mu przez los przewag, a nie rozpamiętuje dawne krzywdy.
Dopiero, gdy światło lamp zniknęło w czubku siostrzanej różdżki zdał sobie sprawę jak bardzo zmęczony był, jak karuzela dzisiejszych emocji wyczerpała jego siły witalne.
- Dobranoc. - mruknął jedynie nie spodziewając się żadnej odpowiedzi. Czasami lepiej było niektóre sprawy przemilczeć, zadowolić się ochłapami informacji. Trwać w zawieszeniu pomiędzy kompletnym zatraceniem się, a świadomością.
- Być może są - przyznał równie spokojnym tonem - a być może przestałem się łudzić i zdaję sobie sprawę, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż byśmy chcieli, więc wypadałoby zrobić z tego użytek. - dodał wchodząc pod kołdrę, bo czuł jak, jeszcze przed chwilą znajdujące się w mokrych butach i skarpetach, stopy marzną mu nieokryte żadnym materiałem. Położył głowę na poduszce i przymknął oczy słuchając reszty wypowiedzi siostry, wyłapując zwinnie zmiany tonu i oddechu.
Byli zepsuci, z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej to akceptował i chociaż miewał momenty, w których emocje brały górę to twarde okowa logiki czy korzyści zaczynały brać górę. Mimo sabotowania swojego dobrobytu i pozycji bardzo ryzykownymi sytuacjami, jak chociażby doprowadzenie do śmierci żony, ostatecznie go doceniał. Gasił wzniecane przez siebie pożary umiejętnie, a rozpalał je, prawdopodobnie tylko po to, aby dać upust frustracji i goryczy, jaka zbierała się pod idealnie nasuniętą maską. Domyślał się, że Eden ma na to inne sposoby, ale też jakieś musiała mieć. Nie podejrzewał jej o bycie królową śniegu za zamkniętymi drzwiami, nie w momencie, gdy trzymała wino w sypialni, której wcale nie dzieliła z mężem. Elliott mógł być skupionym na sobie imbecylem, ale nie na tyle krótkowzrocznym, aby nie poznać, że tak bliska mu osoba jest dokładnie tym samym, choć w swój, oryginalnie okropny sposób.
- Prawda - przyznał, bez zawahania - i możemy się nad tym rozckliwiać albo wyrzucić to z siebie raz, a dobrze, aby ruszyć dalej i żyć. - podsumował tylko czując jak igiełki świadomości przebijają się przez wieżę z kości słoniowej, jak rozpacz sprzed chwili wypełnia umysł i wisi nad klatką piersiową kamieniem winy. Mógł obwiniać innych o swoje nieszczęścia do końca swoich dni, ale ostatecznie wybrał zostawienie tego za sobą, wciąż nie do końca się z tym godząc, acz próbując wyżłobić sobie nową drogę, lepszą, taką, w której korzysta z danych mu przez los przewag, a nie rozpamiętuje dawne krzywdy.
Dopiero, gdy światło lamp zniknęło w czubku siostrzanej różdżki zdał sobie sprawę jak bardzo zmęczony był, jak karuzela dzisiejszych emocji wyczerpała jego siły witalne.
- Dobranoc. - mruknął jedynie nie spodziewając się żadnej odpowiedzi. Czasami lepiej było niektóre sprawy przemilczeć, zadowolić się ochłapami informacji. Trwać w zawieszeniu pomiędzy kompletnym zatraceniem się, a świadomością.
Koniec sesji
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦