Uśmiech rozmiękł na jej wargach nieprzejednanie, jak te gwiazdy pojawiające się na nieboskłonie niepokornie każdej nocy, przetykając błyszczącymi kryształami rozlaną czerń kawy. Coś w niej drgnęło nieodwołalnie, niemym szeptem nakazując tonięcie w plejadzie emocji – tych szklistych, pozostawiających na proscenium myśli jedynie białe ślady po swojej obecności. Ich rozmowa, tak burzliwa i pełna nieświadomości, pchała ją ku myślom skalanym dotknięciem pewnej pożądliwości, utkanej gdzieś w głębi bytowania. Myśli rozbijały się o nieboskłon prędko, zastając nie ją, a wydmuszkę, którą pozostawiła w sobie patrząc mu z absolutem tupetu prosto w oczy. Nie należała w końcu do panien, których wargi uginały się grzecznie i choć na salonach brylowała niejaką pogodą ducha, coś w jej głębi drżało, sugerując bestię utkaną w piękną fizjonomię.
Uśmiech ponownie wpłynął na usta z miękkością rozlewającą się – domyślała się, iż jego pytanie nie było absolutnie tym, które zechciałby zadać. Coś przecież drgnęło w obojgu i choć ich rozmowa była utrzymana w absolutnie kurtuazyjnym, właściwym tonie – niedopowiedzenia wirowały pośród nich, a oni, jak te obiekty krążących satelitów, czerpali z nich żywo.
Nie wybrzmiewała w końcu kłamstwem; lwia część jej słów miała pokrycie w prawdzie, aczkolwiek zdolność do kłamania zawierała się w całokształcie jej osobowości; tym razem jednak, uważała to za zbędne.
– Bluszcz – odparła bez zastanowienia. – Najlepiej rośnie w ciemności – dodała, a kąciki ust ponownie poszybowały ku górze.
Chciała przecież widzieć świat w płomieniach, w trawiących wszechrzecz językach ognia, gorejącego pośród spopielanych słów,. Prawdopodobnie to to ujmowało ją w nim; to, jak głoski ubierał w zwięzłą całość, to, jak jego wzrok zamykał się w szkatułce barwnych wspomnień, licząc, iż nie jedynie wspomnieniem zostaną, a teraźniejszością.
– Zatem zgaduję, że moja kolej – rzekła, marszcząc brwi w lichej chwili tęgiego namysłu. – Jakie jest twoje najmroczniejsze spośród wspomnień? – spytała po paru sekundach.
Oczywiście, mógł ją okłamać; nie była wszak równie biegła w plejadzie czytania umysłów innych – nie oczekiwała nawet szczerości, chciała jednak usłyszeć jego wersję.