02.11.2022, 06:58 ✶
Na pytanie o dług wdzięczności przymrużył jedynie oczy, w definitywnym rozbawieniu podjął igraszkę, bo jeżeli chodziło o te słowne to mógł popisać się niejednym asem w rękawie.
- Na pewno zostanie Ci to zapisane w aktach, Panie Longbottom. - odparł wymuszenie poważnym i oschłym tonem jakby właśnie informował swojego rozmówce, że jego stażysta zniszczył najnowszą zastawę, jaką Ministerstwo kupiło za ciężko zarobione pieniądze podatników, więc musi przygotować się na wyczerpującą batalię z Departamentem Skarbu. Zaraz jednak zanurzył wargi w bursztynowym płynie, pozwalając aby ten urwał kolejne struny sztywnych konwenansów, jakie zazwyczaj trzymały blondyna w pionie. Każdy od czasu do czasu powinien mieć prawo do przerwy, a Elliottowi życie układało się ostatnio zaskakująco pozytywnie. Małżonce nie miał nic do zarzucenia, tak samo ona jemu, ojciec był zadziwiająco ukontentowany, a przy tym też niezbyt marudny, co dla blondyna było sytuacją stosunkowo nową. Nic dziwnego, że pozwalał sobie na dłuższe chwile rozluźnienia.
- Oh? Ja służę pomocą, jeżeli potrzeba zrujnowania reputacji poprzez spoufalanie się. Nie jestem pewien czy byłoby to cokolwiek godne nagłówków w Proroku, ale czasami mam wrażenie, że ucieranie nosa plotkarom w pracy sprawia mi więcej radości niż powinno. - wywrócił oczyma, co było dość niecodziennym widokiem, bo raczej starał się nie dawać innym przewagi w odczytywaniu swoich prawdziwych emocji, więc ukrywał je pod maską powściągliwości. Zaraz odchrząknął, ale uznał, ze chyba nie ma sensu naprawiania tej narracji, bo pod wpływem alkoholu, a być może też roku samego Erika, poczuł się na tyle rozluźniony, że był gotów ciągnąć tę słowną satyrę.
Rzucił Erikowi dłuższe spojrzenie jakby szukając w tym 'złotym dziecku Longbottomów' haczyków, takich samych jak miał w swojej karierze i we wszystkim co robił. Nie było w jego profesjonalnym i wystawionym na oczy publiki życiu ani krzty chęci, a jedynie gra powinności, którą musiał godzić z własnymi potrzebami.
- Presja ze strony rodziny, bliskich czy środowiska sprawia, że często robimy rzeczy, jakich dla własnego, wewnętrznego szczęścia nie powinniśmy nawet dotykać. - rzucił trochę w eter przeczuwając, że zatrzymane z trudem prychnięcie drugiego mężczyzny wiąże się z tym, iż ostatnie czego chciał to być odbieranym przez wszystkich jako ten bez skazy, mimo że taki obraz, z pozoru nie miał w sobie niż złego, to Elliott zdawał sobie sprawę jak dużo wysiłku musi mnożyć jego utrzymanie.
- Niech mi Pan, Panie Longbottom, nie prawi takich niespodziewanych komplementów, bo jeszcze pomyślę, że jestem przez Pana odbierany conajmniej pozytywnie, a to przecież byłoby nie tyle niemałym zaskoczeniem, a faktycznie spoufalaniem się, a przecież do niego jest jeszcze daleko. - lawirował pomiędzy tym, co zostało już wypowiedziane i grał na znaczeniu słów z pewną łatwością, która sprawiła, że kąciki ust znów poszły ku górze i tam się już zatrzymały. Gdyby ktoś w tym momencie do nich podszedł, prawdopodobnie miałby problem z dopasowaniem obrazu Elliotta do tego, co rysuje prasa, plotki i cała reszta tego tałatajstwa. Nie, aby kreślili go jako kogoś absolutnie okropnego, ale konserwatywne i tradycjonalistyczne podejście jego ojca i taka tez polityka, w której przodował, gdy sam był Ministrem magii odpiła na osobie młodego Kanclerze pewne piętno, zwłaszcza w niektórych kręgach.
- Rozumiem, czyli papierologia nie jest twoją najlepszą stroną? Muszę pamiętać żeby podsyłać ci wydłużoną wersję raportów o wydatkach w takim razie, nie możesz zbytnio cieszyć się pracą. - rzucił sarkastycznym żartem, wciąż wpasowując się w cały rytm rozmowy - Właściwie nie skłamałbym mówiąc, że pliki dokumentów to ogromna część mojej pracy. Sporo z nich ... - ugryzł się w język, ale nie dał po sobie poznać, że właśnie karcił się w myślach. Sporo z nich mówi mi bardzo dużo o rożnych osobach i instytucjach pomyślał do siebie Komu ty to chcesz powiedzieć, Malfoy? Chwila miłego traktowania i już tracisz głowę?kontynuował wewnętrzny monolog, ale zaraz musiał wrócić do wypowiedzi, aby nie zostawić jej zawieszonej pomiędzy nimi w urwanym moście - Sporo z nich jest po prostu tabelkami z liczbami, co ułatwia ich odczytanie. - dodał w końcu i odsunął od siebie na chwilę szklankę skupiając się na papierosie. Musiał odetchnąć od trunku, kolejny łyk alkoholu mógł spowodować, że wyrzuciłby z siebie zbyt ryzykowne myśli.
Nie rozumiał dlaczego z łatwością prawie podzielił się jedną ze swoich skrywanych myśli, ale zdawał sobie sprawę, że odczuwał w tym momencie coś na zasadzie tęsknoty do rozmów z Erikiem jeszcze ze szkoły, a być może po prostu do konwersacji mniej nadętych i oschłych? Luźniejszych? Bardziej ludzkich? Przygryzł wnętrze policzka, bo nieprzyjemne myśli zaczęły swoją gonitwę, a przecież czuł się już tak dobrze... za dobrze.
- 'Nobby Leach powinien gryźć piach' - wyrecytował prawie jak modłę, ale nie parsknął nawet, zwyczajnie poprawił cytat, który Erik chciał użyć - Niby tak, ale z drugiej strony wcale mnie to nie dziwi. Tak jest, jeżeli chce się wejść pomiędzy wrony, a nie zaczyna się krakać jak i one. Miał jako przeciwnika lata tradycji, której nie powinno się tak gwałtownie poddawać transformacji, nawet jeżeli ma się dobre pomysły.
- Na pewno zostanie Ci to zapisane w aktach, Panie Longbottom. - odparł wymuszenie poważnym i oschłym tonem jakby właśnie informował swojego rozmówce, że jego stażysta zniszczył najnowszą zastawę, jaką Ministerstwo kupiło za ciężko zarobione pieniądze podatników, więc musi przygotować się na wyczerpującą batalię z Departamentem Skarbu. Zaraz jednak zanurzył wargi w bursztynowym płynie, pozwalając aby ten urwał kolejne struny sztywnych konwenansów, jakie zazwyczaj trzymały blondyna w pionie. Każdy od czasu do czasu powinien mieć prawo do przerwy, a Elliottowi życie układało się ostatnio zaskakująco pozytywnie. Małżonce nie miał nic do zarzucenia, tak samo ona jemu, ojciec był zadziwiająco ukontentowany, a przy tym też niezbyt marudny, co dla blondyna było sytuacją stosunkowo nową. Nic dziwnego, że pozwalał sobie na dłuższe chwile rozluźnienia.
- Oh? Ja służę pomocą, jeżeli potrzeba zrujnowania reputacji poprzez spoufalanie się. Nie jestem pewien czy byłoby to cokolwiek godne nagłówków w Proroku, ale czasami mam wrażenie, że ucieranie nosa plotkarom w pracy sprawia mi więcej radości niż powinno. - wywrócił oczyma, co było dość niecodziennym widokiem, bo raczej starał się nie dawać innym przewagi w odczytywaniu swoich prawdziwych emocji, więc ukrywał je pod maską powściągliwości. Zaraz odchrząknął, ale uznał, ze chyba nie ma sensu naprawiania tej narracji, bo pod wpływem alkoholu, a być może też roku samego Erika, poczuł się na tyle rozluźniony, że był gotów ciągnąć tę słowną satyrę.
Rzucił Erikowi dłuższe spojrzenie jakby szukając w tym 'złotym dziecku Longbottomów' haczyków, takich samych jak miał w swojej karierze i we wszystkim co robił. Nie było w jego profesjonalnym i wystawionym na oczy publiki życiu ani krzty chęci, a jedynie gra powinności, którą musiał godzić z własnymi potrzebami.
- Presja ze strony rodziny, bliskich czy środowiska sprawia, że często robimy rzeczy, jakich dla własnego, wewnętrznego szczęścia nie powinniśmy nawet dotykać. - rzucił trochę w eter przeczuwając, że zatrzymane z trudem prychnięcie drugiego mężczyzny wiąże się z tym, iż ostatnie czego chciał to być odbieranym przez wszystkich jako ten bez skazy, mimo że taki obraz, z pozoru nie miał w sobie niż złego, to Elliott zdawał sobie sprawę jak dużo wysiłku musi mnożyć jego utrzymanie.
- Niech mi Pan, Panie Longbottom, nie prawi takich niespodziewanych komplementów, bo jeszcze pomyślę, że jestem przez Pana odbierany conajmniej pozytywnie, a to przecież byłoby nie tyle niemałym zaskoczeniem, a faktycznie spoufalaniem się, a przecież do niego jest jeszcze daleko. - lawirował pomiędzy tym, co zostało już wypowiedziane i grał na znaczeniu słów z pewną łatwością, która sprawiła, że kąciki ust znów poszły ku górze i tam się już zatrzymały. Gdyby ktoś w tym momencie do nich podszedł, prawdopodobnie miałby problem z dopasowaniem obrazu Elliotta do tego, co rysuje prasa, plotki i cała reszta tego tałatajstwa. Nie, aby kreślili go jako kogoś absolutnie okropnego, ale konserwatywne i tradycjonalistyczne podejście jego ojca i taka tez polityka, w której przodował, gdy sam był Ministrem magii odpiła na osobie młodego Kanclerze pewne piętno, zwłaszcza w niektórych kręgach.
- Rozumiem, czyli papierologia nie jest twoją najlepszą stroną? Muszę pamiętać żeby podsyłać ci wydłużoną wersję raportów o wydatkach w takim razie, nie możesz zbytnio cieszyć się pracą. - rzucił sarkastycznym żartem, wciąż wpasowując się w cały rytm rozmowy - Właściwie nie skłamałbym mówiąc, że pliki dokumentów to ogromna część mojej pracy. Sporo z nich ... - ugryzł się w język, ale nie dał po sobie poznać, że właśnie karcił się w myślach. Sporo z nich mówi mi bardzo dużo o rożnych osobach i instytucjach pomyślał do siebie Komu ty to chcesz powiedzieć, Malfoy? Chwila miłego traktowania i już tracisz głowę?kontynuował wewnętrzny monolog, ale zaraz musiał wrócić do wypowiedzi, aby nie zostawić jej zawieszonej pomiędzy nimi w urwanym moście - Sporo z nich jest po prostu tabelkami z liczbami, co ułatwia ich odczytanie. - dodał w końcu i odsunął od siebie na chwilę szklankę skupiając się na papierosie. Musiał odetchnąć od trunku, kolejny łyk alkoholu mógł spowodować, że wyrzuciłby z siebie zbyt ryzykowne myśli.
Nie rozumiał dlaczego z łatwością prawie podzielił się jedną ze swoich skrywanych myśli, ale zdawał sobie sprawę, że odczuwał w tym momencie coś na zasadzie tęsknoty do rozmów z Erikiem jeszcze ze szkoły, a być może po prostu do konwersacji mniej nadętych i oschłych? Luźniejszych? Bardziej ludzkich? Przygryzł wnętrze policzka, bo nieprzyjemne myśli zaczęły swoją gonitwę, a przecież czuł się już tak dobrze... za dobrze.
- 'Nobby Leach powinien gryźć piach' - wyrecytował prawie jak modłę, ale nie parsknął nawet, zwyczajnie poprawił cytat, który Erik chciał użyć - Niby tak, ale z drugiej strony wcale mnie to nie dziwi. Tak jest, jeżeli chce się wejść pomiędzy wrony, a nie zaczyna się krakać jak i one. Miał jako przeciwnika lata tradycji, której nie powinno się tak gwałtownie poddawać transformacji, nawet jeżeli ma się dobre pomysły.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦