Samuel nie potrzebował wiele do szczęścia, chociaż w tej chwili może faktycznie było to wiele? Najważniejsze dla niego było to, aby Jackie wyzdrowiała. Nie miałby najmniejszego problemu z tym, żeby przejąć od niej tę klątwę. Zrobiłby to bez zawahania, najmniejszego, gdyby tylko była taka możliwość. Jego siostra była dla niego najważniejsza, a on nie był w stanie jej pomóc. To go najbardziej dobijało - to, że próbował, a nadal nie mógł znaleźć lekarstwa na jej przypadłość.
- Za szybko? - Spoglądał na Jackie swoimi szarymi oczami. - Tutaj nie ma co przekreślać. Już dawno podjąłem decyzję, teraz pozostaje tylko kontynuować tę drogę. - W pewien sposób został na to skazany. Na swoje nieszczęście bez najmniejszego problemu odnalazł się w profesji ojca, mógł przejąć po nim warsztat, gdy ten niedomagał, a że zdarzało się to coraz częściej to własnie Sam wziął na swoje barki prowadzenie rodzinnego interesu. Nie miał innego wyjścia, nie zostawiłby ojca. Mimo tego, że nie był może wymarzonym rodzicem, to jednak łączyła ich krew, a Samuel należał do tych oddanych, wiedział, że to jego obowiązek. Nie zamierzał też zakładać rodziny, nie chciał być takim rozczarowaniem jak Flynn - strach przed tym, że mógłby tak skończyć skutecznie go powstrzymywał od marzeń o własnej rodzinie.
- Nawet nie waż się tak o sobie myśleć. - Uniósł głos, na chwilę, opamiętał się jednak po tym, jak zauważył, że się zdenerwował, kontynuował ciszej. - Nie jesteś i nigdy nie będziesz darmozjadem. - Ojciec nim jest Pomyślał, jednak nie powiedział tego w głos. - Jesteś pewna, że chcesz tu zostać? - Wolał mimo wszystko spytać ją o to ponownie, jakoś nie potrafił jej sobie wyobrazić na miejscu, nie, żeby nie była to pozytywna wiadomość, bo naprawde ciszył się z tego, że znowu będzie miał ją tuż obok siebie.
Nie umknęło mu ziewnięcie. Dotarło do niego, że dla niej ten dzień też musiał być długi. - Może pójdziesz się położyć, wyglądasz na zmęczoną? - Zasugerował jedynie. Jackie nie dyskutowała z nim, przyznała mu rację, po czym zniknęła na schodach, a on został sam ze swoimi myślami, które nie były kolorowe.