Po otwarciu drzwi, jego oczom ukazał się Giovanni z bukietem kwiatów. Piesze przybycie swojego przyjaciela było dosyć niespodziewane, nawet jeśli dobrze wiedział o tym, że Giovanni uwielbiał piesze wędrówki. Sam podzielał tę pasję, gdy tylko pozwalał mu na to czas. Dbanie o swoją karierę wymagało od niego sporych nakładów pracy. Kariery sportowe zawodników nigdy nie trwają do starości i zamierzał zrobić wszystko, aby napisać się na kartach historii Quidditcha. Pozostałby po sobie wyraźny ślad. Czarodzieje zawsze będą grać w W Quidditcha. Tak samo, jak zawsze będą fanami tego sportu, który stanowił najpopularniejszą grę miotlarską na świecie.
— Cześć. Idealna pogoda na to aby spędzić cały dzień w ogrodzie. Co w gruncie rzeczy robię od rana — Przywitał z uśmiechem przyjaciela, który wręczył mu ten bukiet. Podążył za nim w głąb domu, zamykając za sobą drzwi wejściowe. Pozostawało im czekać na przybycie drugiego gościa.
— Uczta to dopiero będzie. W ogrodzie. Pomożesz mi to tam zanieść? — Poinformował mężczyznę o swoich planach. W sadzie czekały na nich drewniane ławki, pieńki jak i sama trawa. Podarowany mu bukiet włożył do wazonu z wodą, stawiając go na stole pomiędzy półmiskami z jedzeniem. Philip nie przykładał dużej wagi do kwiatów. W przeciwieństwie do alkoholu właśnie. W rzeczywistości nawet nie wymagał takich podarków w formie wina. Zawsze miał pełny barek.
— Dziękuję przyjacielu za oba podarki. Otworzymy tę butelkę tego wieczoru. Wspaniałą masz siostrę. Co u niej? Skoro już o niej wspomniałeś — Odpowiedział z uśmiechem. W towarzystwie wino nie powinno być wykorzystywane do upicia się. Wiedział również o Jonathanie, który pojawiał się jako ten bardziej rozrywkowy kumpel. Ufał w zdrowy rozsądek Giovanniego, któremu przecież nie odmówi zawartości swojego barku. Dobrze byłoby posłuchać co tam słychać u siostry tego czarodzieja. Odstawił wino obok kwiatów.
Pojawienia ostatniego z gości również nie dało się zignorować z powodu buchnięcia z wnętrza marmurowego kominka zielonych płomieni. Timothy przybył w samą porę. Mógł liczyć na wylewne powitanie oraz na pomoc w przenoszeniu kilku naczyń z tymi specjałami. Spoglądając na przyjaciela, w pierwszej kolejności posłał mu promienny uśmiech. Przywołał w ten sposób dołeczki w policzkach.
— Cześć. Przyzwoite to wpisowe. Dziękuję — Powitał przyjaciela, po chwili przyjmując tę butelkę i odstawiając ją obok podarowanego mu wina. Bez chwili wahania wciągnął Tima w ostatni etap przygotowania tego spotkania.
— Na szczęście nie musieliśmy. To musiało być poważne, skoro pilnie potrzebowałeś klątwołamacza. Wszystko dobrze się skończyło? Co musi siedzieć w głowach ludzi, którzy tworzą tego typu przedmioty i puszczają je w obieg. — Zapewnił go. Takie przypadki skutecznie wzbudzały w nim zaniepokojenie. Jak większość ludzi wszelkie klątwy uznawał za złe. Sam wolał unikać przeklętych przedmiotów.