W przeciwieństwie do towarzyszki, która wraz z nim stała w kolejce dla Samuela nagroda była naprawdę istotna. Mógł ją zainwestować w badania nad chorobą siostry, nie obchodził go uśmiech losu, pieniądze były mu potrzebne. Mogłyby pomóc. Może dzięki nim Jackie miałaby szansę dłużej cieszyć się życiem.
- Tak właściwie, to niczym ciekawym, jak wspominałem przed chwilą jestem nauczycielem teleportacji, który pracuje dla ministerstwa. - Chyba jej to umknęło, nie dziwił się, nie był specjalnie interesującą osobą, mogła go nie słuchać gdy o tym wspominał. Wiele razy ludzie go ingnorowali - był do tego przyzwyczajony, więc nie mrugnęła mu nawet powieka, kiedy się powtarzał.
- Nie kojarzę. - Odrzekł jeszcze. Sztuka nie była czymś, co go interesowało - wcale. Zresztą nie ma co oczekiwać od mężczyzny, który większość życia spędził eksplorując okoliczne wysypiska śmieci, albo pracując w warsztacie, że będzie kojarzył jakiekolwiek galerie. Nie ciekawiły go postaci popularne w czarodziejskim świecie, było mu to zupełnie obojętne kto, z kim, gdzie i dlaczego. - Ale gratuluję, skoro ma pani swoją własną galerię, to zapewne posiada pani również ogromny talent. - Odparł z uśmiechem, bo Samuel był miły, może całkiem prosty, ale sympatyczności na pewno mu nie brakowało.
Rozczarował się nieco informacją na temat tego, że los okazał się być trefny. Naprawdę zależało mu na wygranej, jak widać jednak, jeśli na coś nie zapracuje, to z nieba mu nie spadnie - powinien się tego spodziewać. Życie zawsze potrafiła go utwierdzić w tym, gdzie jest jego miejsce.
Już miał odejść, gdy usłyszał słowa kobiety. Może i nawet go to trochę podniosło na duchu, że nie był jedyny. Porażka lepiej smakuje, kiedy ma się nią z kim dzielić. - Szkoda, najwyraźniej jednak to nie jest nasz szczęśliwy dzień. - Dodał jeszcze po czym odszedł w siną dal.