28.06.2023, 23:50 ✶
Jedną z tych kapłanek robiących do niego maślane oczy, była Sarah Macmillan. Dziewczyna wyróżniała się spośród swoich kuzynek i współpracownic dwiema rzeczami. Po pierwsze i zapewne najważniejsze: albo była albinoską, albo jakąś półwilą, bo jej włosy i skóra nawet nie próbowały wyglądać naturalnie, a tęczówki miała srebrne, jakby jej ktoś wlał do oczu jakiś metal. Po drugie, dla Atreusa pewnie mniej zauważalne, Sarah pojawiła się tutaj przed chwilą. Wyglądała na zmęczoną, kiedy niosła w jego kierunku tacę z posiłkiem, ale w jej mimice dało się dostrzec także ulgę, dumę i... bezgraniczną fascynację. Z szeptów innych kobiet dało się łatwo wyłapać, że młoda panna Macmillan przybyła tutaj z Doliny Godryka, gdzie pomagała w opatrywaniu rannych i przyrządzała posiłki dla wolontariuszy. Posiadała więc z pewnością najświeższe informacje z Kniei, ale chyba nie zdążyła podzielić się nimi ze wszystkimi. Dlaczego?
Bo prawie zemdlała z ekscytacji kiedy jej powiedziano, że mężczyzna leżący w sali rytualnej numer pięć otarł się o śmierć. Dosłownie. I wszystko z tego spotkania ze śmiercią pamiętał. Miała się w kowenie zająć planowaniem przyzywań związanych z licznymi śmierciami w okolicy Doliny, powinna się pewnie wyspać, ale zamiast tego spędziła w kuchni jakąś godzinę, przygotowując mu śniadanie. A później wdech i wydech, wdech i wydech...
Mimo prób zachowania spokoju omal nie wywaliła się na niego z tacą.
- Na bogów... pszeplaszam, baldzo klótko dzisiaj spałam...
Wykonała dziwaczny gest dłonią - przesunęła nią bokiem od czoła do ust, a później wykonała w powietrzu jakiś symbol.
- Oto pana śniadanie, panie Bulstlode, helbata może smakować dziwnie, ale to dlatego, że dodałam do niej kole z dsh'ewa wiggen, przyklytą nutą pszyplawy koszennej.
Odzienie, które miała na sobie, zdecydowanie nie było ubraniem do pracy. Długa spódnica, skórzany pasek z ćwiekami ściśnięty na brzuchu, nietrzymający niczego - pełnił wyłącznie funkcję ozdoby. Niepraktyczna bluzka z wyszytym ręcznie szeregiem run, która nie zasłaniała brzucha, ale miała długie rękawy. I drugi pasek, na udzie, przebijający się spod prześwitującego materiału. Musiała naprawdę lubić paski. Oraz dziwnie wyglądać. Ale jednocześnie... trochę to do niej pasowało. Była jedną z tych osób, które lubiły zwracać na siebie uwagę.
- Panie Bulstlode... Czy pan by się oblaził, gdybym towaszyszyła panu pszy tym śniadaniu? Ja... Nie pszedstawiłam się jeszcze, nazywam się Salah Macmillan, jestem młodszą spilytystką Whitecloft, dogłębnie zaintelesowaną tematyką śmielci.
Bo prawie zemdlała z ekscytacji kiedy jej powiedziano, że mężczyzna leżący w sali rytualnej numer pięć otarł się o śmierć. Dosłownie. I wszystko z tego spotkania ze śmiercią pamiętał. Miała się w kowenie zająć planowaniem przyzywań związanych z licznymi śmierciami w okolicy Doliny, powinna się pewnie wyspać, ale zamiast tego spędziła w kuchni jakąś godzinę, przygotowując mu śniadanie. A później wdech i wydech, wdech i wydech...
Mimo prób zachowania spokoju omal nie wywaliła się na niego z tacą.
- Na bogów... pszeplaszam, baldzo klótko dzisiaj spałam...
Wykonała dziwaczny gest dłonią - przesunęła nią bokiem od czoła do ust, a później wykonała w powietrzu jakiś symbol.
- Oto pana śniadanie, panie Bulstlode, helbata może smakować dziwnie, ale to dlatego, że dodałam do niej kole z dsh'ewa wiggen, przyklytą nutą pszyplawy koszennej.
Odzienie, które miała na sobie, zdecydowanie nie było ubraniem do pracy. Długa spódnica, skórzany pasek z ćwiekami ściśnięty na brzuchu, nietrzymający niczego - pełnił wyłącznie funkcję ozdoby. Niepraktyczna bluzka z wyszytym ręcznie szeregiem run, która nie zasłaniała brzucha, ale miała długie rękawy. I drugi pasek, na udzie, przebijający się spod prześwitującego materiału. Musiała naprawdę lubić paski. Oraz dziwnie wyglądać. Ale jednocześnie... trochę to do niej pasowało. Była jedną z tych osób, które lubiły zwracać na siebie uwagę.
- Panie Bulstlode... Czy pan by się oblaził, gdybym towaszyszyła panu pszy tym śniadaniu? Ja... Nie pszedstawiłam się jeszcze, nazywam się Salah Macmillan, jestem młodszą spilytystką Whitecloft, dogłębnie zaintelesowaną tematyką śmielci.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.