Samuel nie zamierzał dzisiaj siedzieć w domu. Musiał pomóc osobom, które tego potrzebowały. Wczoraj z racji na to, że siostra chciała z nim porozmawiać wybrał się wcześniej do siebie, co okazało się być wielkim szczęściem, chociaż czy aż tak? Nie umknęło mu to, że na dworze szalał dziwny wiatr, bardzo silny. Zastanawiał się, czy nie rozniesie im chałupy, wraz z Jackie nawet pomogli kilku osobom uciekającym z polany. Próbował się teleportować, bo martwił się o Danielle - jednak mu się to nie udało, a siostra skutecznie wybiła mu z głowy pomysł, aby polecieć tam na miotle. Jakoś przeczekał do rana, chociaż nie było to wcale takie łatwe. Na całe szczęście Danielle odezwała się do niego nad ranem - żyła, mógł być spokojniejszy.
Kiedy tylko wzeszło słońce wyszedł z domu, aby udać się do Kniei, gdzie jeszcze dzień wcześniej panowała przyjemna atmosfera, ludzie celebrowali Beltane. Jak widać nawet to zostało im odebrane. Był w szoku, przeraził go ogrom zniszczeń. Ciała, ranni - było to naprawdę wiele.
Znalazł się przy namiocie, w którym mógł dowiedzieć się jak pomóc, miał wyruszyć do lasu. Nie sam, co podkreślała urzędniczka rozdzielająca zadania. Jakoś tak wyszło, że nawinęła się kuzynka Danielle, był to całkiem szczęśliwy traf. Wiedział bowiem, że Brenna jest brygadzistką, to zresztą ona spotkała go przy tym nieszczęsnym posągu, który nagle się poruszał. Pamiętał, że myślała, że to on zrobił krzywdę niewinnej dziewczynie, na całe szczęście udało mu się wytłumaczyć, że znalazł się tam przypadkiem.
Longbottom wyglądała na zmęczoną, chciał się jej zapytać, czy jest pewna tego, że chce iść do lasu, jednak znając charakter Dani, mógł podejrzewać, że nie odpuści tak łatwo, jeśli już sobie coś założyła - pewnie to rodzinne. Wolał więc milczeć, szedł tuż obok niej, całkiem syzbkim krokiem. Nie bardzo wiedział, co powinien powiedzieć, ta sytuacja, te ataki do których doszło to było wiele.
Samuel trzymał w dłoni różdżkę, w końcu kto wiedział, co właściwie czaiło się w tym lesie. Rozglądał się przy tym uważnie - szukając nie do końca wiadomo czego.
!B1