Flynn śledził ją spojrzeniem, kiedy się do niego zbliżała i dotarło do niego nagle, że gdyby mógł wybrać kto z zebranych tam sióstr i braci podejdzie do niego, żeby sprawdzić, czy nie ucieknie drugi raz, naprawdę liczył na to, że będzie to Alex. Zaklął pod nosem, ale Layla była już tak blisko, że i tak pewnie te bluzgi usłyszała. On nieszczególnie się tym przejmował - prawdę mówiąc, to kiedy zadarł głowę do góry, miał ochotę zalać ją jeszcze dłuższym potopem bezsensownych wulgaryzmów. Ot, tak po prostu, żeby sobie odreagować jeden z najchujowszych dni w życiu. To było proste działanie - przelewanie negatywnej energii na innych wychodziło mu nawet lepiej niż uprzykrzanie życia samemu sobie. Ostatecznie to Layla odezwała się pierwsza.
- Czy boli? Mogę ci to pokazać na przykładzie, jeżeli będziesz mówiła do mnie takim tonem - zagroził jej od razu (po tym jak skończyła mówić wszystko, co miała do powiedzenia), marszcząc przy tym nos. Mówił to w sposób bezczelny, bez choćby zawahania się, z miną mówiącą, że uderzenie kobiety nie było najgorszym, do czego byłby zdolny. Czy naprawdę by jej przyłożył, czy po prostu stroszył teraz kolce jak jeż - tego trzeba było przekonać się na własnej skórze.
- Nie spodziewałaś się...? - Rzucił to pytanie w eter, jakby chciał powtórzyć je tylko dlatego, że w nie nie dowierzał. - A co ty możesz o mnie kurwa wiedzieć? - Bo kim ta laska w ogóle była? Jakąś nową siostrą, co się pojawiła, kiedy go już w cyrku nie było? Kolejną przybłędą poszukującą tutaj sensu istnienia? Próbował ją z czymś skojarzyć, ale nie potrafił, więc albo była dzieciakiem, kiedy opuszczał Bellów, albo pojawiła się tutaj w momencie, w którym nawet nie miała okazji go poznać.
Podniósł się bez użycia rąk. Byli niemal równi wzrostem, ale groził już wyższym od siebie, nie zawahał się więc mówiąc:
- Nie ma tu niczego do ratowania, jeżeli po to tu przyszłaś. Cokolwiek o mnie usłyszałaś - jestem jeszcze gorszy.
Powiedział to śmiertelnie poważnie, zupełnie tak, jakby nie wydusił z siebie najbardziej krawędziowego dialogu w historii świata.
- Czy boli? Mogę ci to pokazać na przykładzie, jeżeli będziesz mówiła do mnie takim tonem - zagroził jej od razu (po tym jak skończyła mówić wszystko, co miała do powiedzenia), marszcząc przy tym nos. Mówił to w sposób bezczelny, bez choćby zawahania się, z miną mówiącą, że uderzenie kobiety nie było najgorszym, do czego byłby zdolny. Czy naprawdę by jej przyłożył, czy po prostu stroszył teraz kolce jak jeż - tego trzeba było przekonać się na własnej skórze.
- Nie spodziewałaś się...? - Rzucił to pytanie w eter, jakby chciał powtórzyć je tylko dlatego, że w nie nie dowierzał. - A co ty możesz o mnie kurwa wiedzieć? - Bo kim ta laska w ogóle była? Jakąś nową siostrą, co się pojawiła, kiedy go już w cyrku nie było? Kolejną przybłędą poszukującą tutaj sensu istnienia? Próbował ją z czymś skojarzyć, ale nie potrafił, więc albo była dzieciakiem, kiedy opuszczał Bellów, albo pojawiła się tutaj w momencie, w którym nawet nie miała okazji go poznać.
Podniósł się bez użycia rąk. Byli niemal równi wzrostem, ale groził już wyższym od siebie, nie zawahał się więc mówiąc:
- Nie ma tu niczego do ratowania, jeżeli po to tu przyszłaś. Cokolwiek o mnie usłyszałaś - jestem jeszcze gorszy.
Powiedział to śmiertelnie poważnie, zupełnie tak, jakby nie wydusił z siebie najbardziej krawędziowego dialogu w historii świata.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.