— Pani dobrze wie i my dobrze wiemy, że jest pani czarownicą. Niestety zamknięte umysły idą w parze z agresją. Ukrycie pani i syna to nieprzyjemna konieczność danej sytuacji... I może być pani pewna, że jej zdolności medyczne na pewno się przydadzą.
Starał się ukoić nerwy kobiety. Zapewnić o braku powodów do wstydu czy obaw związanych z ukrywaniem się w bezpiecznej ostoi. Dobrze rozumiał, co oznaczało chowanie się. Chociaż fizycznie mógł pozwolić sobie na dość głośną egzystencję w przestrzeni publicznej, istniała w nim druga osoba. Bracia nie zostaliby zrozumieni, gdyby wyszli z ukrycia.
— Bardzo się cieszę, że podjęła pani taką decyzję. To naprawdę odważny wybór.
Czarodziej dał kobiecie czas na przygotowanie się.
— Naprawdę nie ma o czym mówić, Danielle. Musimy sobie wszyscy pomagać w takich sytuacjach. Tylko w ten sposób wygramy.
Również uśmiechnął się.
Anna w końcu wróciła z synem i walizkami. Mogli wtedy pożegnać się z Danielle oraz zabrać do podróży. Giovanni był bardzo podekscytowany nowymi lokatorami, chociaż okoliczności tego jak zwykle były przykre.
Z pomocą innego członka Zakonu przeprowadził szybką ewakuację Anny i jej syna. Kobieta mogła cieszyć się spokojem w domu pełnym interesujących osób, zaś dla niepoznaki, jej dom został okryty kilkoma silnymi zaklęciami zabezpieczającymi. Tak, żeby w razie ataku, nikt nie domyślił się o przeprowadzce Anny, a po prostu myślał, że nie ma jej w domu. Prawda wyjdzie na jaw, jeśli ktoś się bardzo uprze i będzie obserwował dom przez długi czas. Ale najważniejsze, że kobieta była bezpieczna. Gio oczywiście nie znał się specjalnie na zaklęciach zabezpieczających, dlatego udało się to tylko z pomocą innego członka Zakonu.