Podjęli decyzję. Postanowili pomóc dziecku - co zresztą miało większy sens. Właśnie po to znaleźli się w tym lesie - aby pomagać wszystkim, którzy tego potrzebowali. Bezbronne dziecko, nie potrafił sobie wyobrazić, jak bardzo musiało czuć się zagubione. Szedł szybkim tempem przed siebie. Musieli dotrzeć tam jak najszybciej, szczególnie, że nie wiadomo czy to miejsce nadal było bezpieczne.
Dotarli na miejsce tak szybko, jak potrafili, nie było to jednak wystarczające. Nie było tu nikogo żywego. Na drzewie, pod którym siedział duch znajdowała się krew. Musiała to być krew tego dziecka. Samuel zamarł. Co jak co, ale śmierć niewinnego dziecka poruszała chyba każdego. Wpatrywał się w chłopca, że też w miejscu, w którym powinno być bezpiecznie, w czasie zupełnie beztroskim, w końcu trwał jeden z najhuczniejszych sabatów podczas roku przyszło mu tu umrzeć. Wiele osób straciło tej nocy życie, przez to, że jakiś pajac zdecydował, że chce wprowadzić swój porządek. Zaczął wypełniać go gniew, złość, dlaczego musiało dojść do takich okropnych sytuacji.
Nie dziwił się wcale Brennie, która legła z rozpaczy na ziemi. Czuł rozczarowanie, okropne. Wolał nawet nie myśleć o tym, co przeżyła tutaj w nocy Longbottom, na pewno to potęgowało jej odczucia. Nie wiedział jednak, czy powinien ją pocieszyć, czy zająć się duchem. Ta cała sytuacja nie należała do najprostszych, Carrow nie był przystosowany do takich widoków, działał więc zupełnie po omacku.
Powoli ruszył przed siebie. Nie chciał wystraszyć ducha, nie miał pojęcia, co w ogóle powinien powiedzieć swojej towarzyszce, czy w ogóle wypadało się odezwać? Brakowało mu słów na to, co tutaj zastali.
Krew na drzewie wydawała się być świeża, rzucił okiem wokół siebie, aby zobaczyć, czy nie ma gdzieś ciała - nie było. Wichura musiała je porwać.
Chłopiec łkał cicho, wspominał coś o swojej matce. Samuel podszedł bliżej niego, musiał zareagować. Należały mu się jakieś wyjaśnienia, tylko w jaki sposób powinien go uświadomić, że stracił życie. Dziecko było tak zaabsorbowane zgubieniem matki, że dopiero, kiedy Sam podszedł bliżej zauważyło, że nie jest tutaj samo. - Cześć. - Postanowił się przywitać, chociaż nie do końca wiedział, co powinien robić. - Zgubiłeś mamę? - Carrow zastanawiał się, czy i ona straciła życie tej nocy. Przykucnął obok ducha, westchnął ciężką, czy był to odpowiedni moment? Co miał mu powiedzieć, hej, nie żyjesz? Zrobiło mu się gorąco, ale musiał brnąć dalej. - Znajdziemy twoją mamusię, nie martw się, wszystko będzie dobrze. - Kłamał, jak mogło być dobrze, skoro chłopiec umarł. Miał przed sobą całe życie, a przez tych zaślepionych głupców odszedł.