01.07.2023, 19:36 ✶
Produkował się i produkował, gestykulował rękoma, tłumaczył jej różne rzeczy, zawiłości jej rozumowania, a ona... nic. Oh, jakże go to denerwowało, że z całego tego potoku słów ona wyciągała tylko to, czego mogła użyć przeciwko niemu, czym mogła mu sprowokować, zniszczyć nastrój, dźgnąć go jak nożem. Nie powinien pewnie myśleć w ten sposób, ale i tak nigdy nie był szczególnie dobrym człowiekiem, więc mógł pozwolić sobie na tę okrutną myśl: w takich momentach nienawidził własnej córki. Mogła udawać słodką i niewinną, ale w jego oczach przybierała czasami obraz pijawki, zupełnie takiej, jaką była jej matka. Gdyby się jeszcze uwzięła tylko na niego, to by może zacisnął zęby, ale Trelawney nadal próbował przemówić jej do rozsądku i zareagowała tak samo. Dolohov nie wytrzymał.
Zrobił kilka kroków w stronę miejsca, w którym usiadła, wyprostował się i powiedział jednym tchem, jednym rytmem, nie dając nikomu wciąż się w słowo choćby na sekundę.
- Ty mała cholernico... – Zaczął, pusząc się przy tym jak paw. – Możecie mi wszyscy zarzucać wiele i przyjmę to niewzruszony, ale ty nawet nie umiesz wymyślić, za co jesteś na mnie zła. Masz dziewiętnaście lat, a nie pięć, pora zacząć łączyć fakty, Lyssa. Powiem ci to powoli, na wypadek gdybyś jeszcze tego nie zrozumiała. Nie. Wiedziałem. O. Twoim. Istnieniu. Jak chcesz się za to wyżyć na swojej matce, to życzę ci powodzenia, bo też jej nie trawię. Między innymi dlatego nie zamierzam przyjmować za nią policzków, ani pozwalać ci traktować Peregrina jak popychadła.
Mógł pozjadać wszystkie rozumy, ale nigdy by nie wpadł na to, że tym, co próbowała wyszarpać od niego pazurami, była bliskość, bo potrzeba bliskości nie znajdowała się w jego repertuarze. W domu Dolohovów panował chłód. W domu Dolohovów uczyło się dzieci etykiety, a nie okazywania innym czułości. Miał niby dwie żony, ale jedna była chłodniejsza od drugiej. Skąd miałby czerpać wzorzec ojca zdającego sobie sprawę z tego, że ciało dziecka jest samotne? Sama ta koncepcja była idiotyczna – nie potrafiłby doszukać się komfortu w byciu otoczonym ręką przez ojca, może i by nie uznał tego za kompletny absurd, ale na pewno nie zakwalifikowałby tego do rzeczy niezbędnych w wychowaniu.
Odetchnął wpierw, a potem dodał, ani trochę mniej rozzłoszczony:
- Ani ja oni on nie jesteśmy twoimi zabawkami.
Bo tak się czuł, jak jakaś lalka w jej małym teatrzyku. Taka, która nie tańczyła tak, jak ona to sobie wymyśliła.
Nie chciał już tutaj stać, wisieć tak nad nią, gapić się na nią z góry. Nie chciał też stąd wychodzić, bo ostatecznie to był jego gabinet i nie wyobrażał sobie, żeby się miał zaszywać gdziekolwiek we własnej kamienicy, schodząc z drogi komuś, za kogo utrzymanie płacił od miesięcy. Wrócił więc za swoje biurko i wyglądał tak, jakby miał zaraz otworzyć książkę i czytać dalej, jak gdyby nigdy nic, jakby to wszystko przed chwilą było tylko snem. Nie zrobił tego. Najwyraźniej nie mógł zebrać myśli. Ułożył łokcie na blacie i schował twarz w swoich dłoniach. Znowu powiedział dużo rzeczy, których będzie żałował, ale prędzej wypiłby wiadro kwasu, niż za cokolwiek przeprosił.
Zrobił kilka kroków w stronę miejsca, w którym usiadła, wyprostował się i powiedział jednym tchem, jednym rytmem, nie dając nikomu wciąż się w słowo choćby na sekundę.
- Ty mała cholernico... – Zaczął, pusząc się przy tym jak paw. – Możecie mi wszyscy zarzucać wiele i przyjmę to niewzruszony, ale ty nawet nie umiesz wymyślić, za co jesteś na mnie zła. Masz dziewiętnaście lat, a nie pięć, pora zacząć łączyć fakty, Lyssa. Powiem ci to powoli, na wypadek gdybyś jeszcze tego nie zrozumiała. Nie. Wiedziałem. O. Twoim. Istnieniu. Jak chcesz się za to wyżyć na swojej matce, to życzę ci powodzenia, bo też jej nie trawię. Między innymi dlatego nie zamierzam przyjmować za nią policzków, ani pozwalać ci traktować Peregrina jak popychadła.
Mógł pozjadać wszystkie rozumy, ale nigdy by nie wpadł na to, że tym, co próbowała wyszarpać od niego pazurami, była bliskość, bo potrzeba bliskości nie znajdowała się w jego repertuarze. W domu Dolohovów panował chłód. W domu Dolohovów uczyło się dzieci etykiety, a nie okazywania innym czułości. Miał niby dwie żony, ale jedna była chłodniejsza od drugiej. Skąd miałby czerpać wzorzec ojca zdającego sobie sprawę z tego, że ciało dziecka jest samotne? Sama ta koncepcja była idiotyczna – nie potrafiłby doszukać się komfortu w byciu otoczonym ręką przez ojca, może i by nie uznał tego za kompletny absurd, ale na pewno nie zakwalifikowałby tego do rzeczy niezbędnych w wychowaniu.
Odetchnął wpierw, a potem dodał, ani trochę mniej rozzłoszczony:
- Ani ja oni on nie jesteśmy twoimi zabawkami.
Bo tak się czuł, jak jakaś lalka w jej małym teatrzyku. Taka, która nie tańczyła tak, jak ona to sobie wymyśliła.
Nie chciał już tutaj stać, wisieć tak nad nią, gapić się na nią z góry. Nie chciał też stąd wychodzić, bo ostatecznie to był jego gabinet i nie wyobrażał sobie, żeby się miał zaszywać gdziekolwiek we własnej kamienicy, schodząc z drogi komuś, za kogo utrzymanie płacił od miesięcy. Wrócił więc za swoje biurko i wyglądał tak, jakby miał zaraz otworzyć książkę i czytać dalej, jak gdyby nigdy nic, jakby to wszystko przed chwilą było tylko snem. Nie zrobił tego. Najwyraźniej nie mógł zebrać myśli. Ułożył łokcie na blacie i schował twarz w swoich dłoniach. Znowu powiedział dużo rzeczy, których będzie żałował, ale prędzej wypiłby wiadro kwasu, niż za cokolwiek przeprosił.
with all due respect, which is none