Nie wyczuła od Nory zapachu alkoholu, więc o tyle było dobrze. Wiedziała, że dziewczyna była odpowiedzialna i nie zrobiłaby czegoś tak głupiego. Miała jednak nadzieję, że nikt nie zrobił jej krzywdy. Czuła się odpowiedzialna za nią teraz, chciała, aby dziewczyna wróciła do siebie. Może powinna wezwać Danielle na pomoc? Nie wiedziała, co miała zrobić. Potrafiła warzyć eliksiry różnego pokroju, ale nie potrafiła oszacować, czy ktoś był chory na jaką chorobę. Nie była lekarzem. Czuła drobną panikę w sercu widząc jak jej kuzynka jest naprawdę otumaniona i słaba.
– Tak, tak, to ja. Co się stało? – zapytała mówiąc cicho i starając się brzmieć spokojnie, aby nie wprowadzać w bardziej zły stan Figg.
– Jak się czujesz? Chcesz iść do uzdrowiska? Może wezwać Danielle, albo Brenne? To bardzo dziwne. – Avelina nigdy nie byłaby zdolna do oceniania swojej kuzynki przez pryzmat używek, czy alkoholu. Wiedziała, że ta była odpowiedzialna. Była w końcu matką i miała odwagę prowadzić swój biznes. Nie ma opcji, aby ta się zachowała w tak nieodpowiedzialny sposób. Ciemne oczy Paxton nadal wędrowały po uliczkach szukając żródła tego zachowania. Może ktoś ją zaatakował, a Nora tego nie pamięta?
W końcu się opanowała i spojrzała na blondynkę. Miała rozszerzone źrenice jakby się czegoś nawdychała, naćpała? Dziwne.
– Możesz wstać? Wrócimy do ciebie, to niedaleko. Tam usiądziesz i napijesz się wody. – mówiła spokojnie, ale jej twarz nadal była wykrzywiona w grymasie zmartwienia. Czasami wolała nie mieć nikogo, aby nie czuć tego uczucia zmartwienia. Było ono bardzo bolesne.