Bywały takie chwile, gdy Sebastian naprawdę żałował, że nie był osobą bardziej ekstrawertyczną. Czasami nawet życie pośród zakurzonych ksiąg, w chłodnych archiwach Ministerstwa Magii potrafiło dać w kość, gdy w okolicy nie kręcił się nikt z kim można było porozmawiać i zapomnieć o trudach codziennego życia. Ostatnie dni dobitnie uświadomiły mu, że nigdy nie powinien wątpić w to, że jego introwertyzm był czymś dobrym.
Wystarczyło mu kilka rozmów z krewniakami z kowenu i wymiany paru listów, aby uświadomił sobie, jak tragiczna w skutkach okazała się decyzja o tym, że Beltane się odbyło. To wydarzenie na pewno na długo pozostanie w pamięci społeczności czarodziejów, a Macmillan niezmiernie się cieszył, że nie wylądował w samym środku tego zamieszenia. Gdyby tamtego dnia jednak podjął decyzję o wzięciu udziału w festiwalu, pewnie teraz siedziałby w Mungu lub przysłowiowe pięć metrów pod ziemią.
Może dlatego propozycja odwiedzenia ruin badanych przez Cathala zabrzmiała tak nęcąco? Wprawdzie grupa jego współpracowników była nieco większa niż zazwyczaj, jednak po zamieszeniu jakie panowało w stolicy, Sebastian nie mógł sobie wyobrazić lepszej odskoczni niż wizytę w Walii, w odseparowanym od problemów ostatnich tygodni miejscu. Przez większość wycieczki trzymał się nieco na uboczu, jednak pilnie słuchając Shafiqua, co by nie ominąć żadnej ważnej informacji.
— Udało wam się z nim porozmawiać? — wtrącił jako pierwszy, wskazując miejsce, gdzie zniknął duch. — Imię, nazwisko... Cokolwiek? — Mówił skrótowo, ale miał nadzieję, że przekaz był jasny: chciał wiedzieć, czy udało się ustalić tożsamość zjawy. — W każdym razie, mogę pomóc przy katalogowaniu artefaktów, kiedy przyjdzie na to czas.
Może zachowały się jakieś zapiski, pomyślał przelotnie. Runy, grawery, ryciny... Skoro to miejsce było owianą taką tajemnicą, to najdrobniejszy szczegółów mógł pomóc odkryć, co właściwie tutaj się stało. Otaksował uważnym wzrokiem resztę członków wycieczki, starając się wyczuć, kto jako kolejny zabierze głos.