02.07.2023, 00:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2023, 10:34 przez Cathal Shafiq.)
- Czuję się zaszczycony, panno Flint - powiedział Cathal z nutą rozbawienia w głosie. I tak, znowu nazwał ją panną Flint, choć zwykle mówił do niej per "ty", może sięgając po tę grzecznościową formę w czymś na kształt przekomarzanki. Posłał jej teraz nieco kpiące spojrzenie, kiedy palce niby przypadkiem przebiegły po jego przedramieniu, jakby w ten sposób chciał dać znać, że doskonale wie, że to nie przypadek. Ktoś inny mógłby uwierzyć w te sztuczki, ba, może i on uwierzyłby w nie, gdyby tego pierwszego dnia ich znajomości, lata temu, nie miał okazji obserwować, w jak sprytny sposób Cynthia Flint rozgrywała rozmowę o Nobym Leachu.
Nie ciągnął już tematu Beltane. Chyba żadne z nich nie chciało o tym dziś rozmawiać. Cathal nasłuchał się o ataku naprawdę wystarczająco i chociaż ani trochę nie podobało mu się to, co się tam stało... jeżeli mógł przez chwilę o tym nie myśleć i skupić się na czymś innym, zamierzał się tą chwilą cieszyć.
Spojrzał w lustro, które wskazała: strój, jaki miał w nim na sobie, nosił jeszcze niedawno, w palącym słońcu egipskiej pustyni. Jasne kolory, przewiewny materiał, i ubiór który, wbrew wyobrażeniom niektórych, dobrze osłaniał skórę. Nieodłączny kapelusz, bez którego w Egipcie dostałby szybko udaru, okulary, kryjące oczy.
- Tak wyglądałem do niedawna - przyznał. - W Walii raczej będę nosił się trochę inaczej.
Ten kraj był w końcu wilgotny i chłodny, a zamiast rozgrzanych i zdradliwych pustynnych piasków, pod stopami będą mieli kamieniste, nierówne podłoże, potencjalnie kryjące wiele pułapek.
- Ulubione... - zastanowił się przez chwilę, prowadząc ją przez lustrzany labirynt. W głowie robił sobie przegląd wszystkich zwierciadeł, jakie zobaczył tu ostatnim razem i tym, co pokazywało. - Tak, chyba jest takie. Ale nie zdradzę które - stwierdził, uśmiechając się bezczelnie i ten bezczelny uśmiech odbił się w dziesiątkach luster, które ich otaczały. - Jeżeli będziesz chciała stąd wyjść, po prostu powiedz - zastrzegł jeszcze, trochę poważniej, bo niektóre lustra były intrygujące, inne zabawne, ale były i takie, które mogły rozedrzeć duszę. A on owszem, może i chciał troszeczkę wytrącić ją z równowagi, ale już niekoniecznie zepsuć jej absolutnie nastrój albo zmuszać do tkwienia tutaj, jeżeli będzie widzieć rzeczy, na jakie patrzeć nie ma ochoty.
Minęli lustro, w którym Cynthia widziała swój dom i takie, w którym mignęli jej ludzie, których uważała jeśli nie za przyjaciół, to przynajmniej osoby sobie stosunkowo bliskie. W końcu jednak dotarli do końca korytarza. Lustro tu ustawione musiało być cenne, bo ustawiono je tak, by żadnego innego nie było tuż obok i miało inną ramę. Cathal poprowadził ją ku niemu, wskazał je wolną rękę: sam jednak patrzył w tej chwili na nią, nie w samo zwierciadło.
Nie był pewny, co sam by zobaczył. Pamiętał, co widział te lata temu. To musiało się zmienić. Ale też bardziej od tego, co by ujrzał - bo przecież jakie to miało znaczenie, skoro jego wspomnienia i tak miały zdumiewającą ostrość? - interesowało go, jak Cynthia zareaguje na to, co sama ujrzy - rzecz jasna, on nie mógł dostrzec tego samego, co ona, ale już był ciekaw, czy wyczyta coś z jej twarzy.
Lustro Wspomnień pokazywało najpiękniejsze wspomnienie.
Nie ciągnął już tematu Beltane. Chyba żadne z nich nie chciało o tym dziś rozmawiać. Cathal nasłuchał się o ataku naprawdę wystarczająco i chociaż ani trochę nie podobało mu się to, co się tam stało... jeżeli mógł przez chwilę o tym nie myśleć i skupić się na czymś innym, zamierzał się tą chwilą cieszyć.
Spojrzał w lustro, które wskazała: strój, jaki miał w nim na sobie, nosił jeszcze niedawno, w palącym słońcu egipskiej pustyni. Jasne kolory, przewiewny materiał, i ubiór który, wbrew wyobrażeniom niektórych, dobrze osłaniał skórę. Nieodłączny kapelusz, bez którego w Egipcie dostałby szybko udaru, okulary, kryjące oczy.
- Tak wyglądałem do niedawna - przyznał. - W Walii raczej będę nosił się trochę inaczej.
Ten kraj był w końcu wilgotny i chłodny, a zamiast rozgrzanych i zdradliwych pustynnych piasków, pod stopami będą mieli kamieniste, nierówne podłoże, potencjalnie kryjące wiele pułapek.
- Ulubione... - zastanowił się przez chwilę, prowadząc ją przez lustrzany labirynt. W głowie robił sobie przegląd wszystkich zwierciadeł, jakie zobaczył tu ostatnim razem i tym, co pokazywało. - Tak, chyba jest takie. Ale nie zdradzę które - stwierdził, uśmiechając się bezczelnie i ten bezczelny uśmiech odbił się w dziesiątkach luster, które ich otaczały. - Jeżeli będziesz chciała stąd wyjść, po prostu powiedz - zastrzegł jeszcze, trochę poważniej, bo niektóre lustra były intrygujące, inne zabawne, ale były i takie, które mogły rozedrzeć duszę. A on owszem, może i chciał troszeczkę wytrącić ją z równowagi, ale już niekoniecznie zepsuć jej absolutnie nastrój albo zmuszać do tkwienia tutaj, jeżeli będzie widzieć rzeczy, na jakie patrzeć nie ma ochoty.
Minęli lustro, w którym Cynthia widziała swój dom i takie, w którym mignęli jej ludzie, których uważała jeśli nie za przyjaciół, to przynajmniej osoby sobie stosunkowo bliskie. W końcu jednak dotarli do końca korytarza. Lustro tu ustawione musiało być cenne, bo ustawiono je tak, by żadnego innego nie było tuż obok i miało inną ramę. Cathal poprowadził ją ku niemu, wskazał je wolną rękę: sam jednak patrzył w tej chwili na nią, nie w samo zwierciadło.
Nie był pewny, co sam by zobaczył. Pamiętał, co widział te lata temu. To musiało się zmienić. Ale też bardziej od tego, co by ujrzał - bo przecież jakie to miało znaczenie, skoro jego wspomnienia i tak miały zdumiewającą ostrość? - interesowało go, jak Cynthia zareaguje na to, co sama ujrzy - rzecz jasna, on nie mógł dostrzec tego samego, co ona, ale już był ciekaw, czy wyczyta coś z jej twarzy.
Lustro Wspomnień pokazywało najpiękniejsze wspomnienie.