Widząc jego zmieszanie uśmiechnęła się delikatnie i złośliwie. Oczy nadal miała zmęczone, a głowę ciężką, ale było zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Gdyby Danielle wiedziała, że w nocy miała przygodę z wampirem zapewne, by ją skrytykowała, wyzwała od nierozsądnych. Człowiek, który stracił prawie całą krew powinien leżeć i odpoczywać. Niestety Avelina nie była w tym momencie świadoma tego, nie słuchała zmęczonego organizmu i wyniszczała go jeszcze bardziej niż zwykle. Blada skóra, cienie pod oczami – wskazywały na to, że nie była w pełni sił. Paxton jednak nigdy nie odpuszczała, nie poddawała się, była prawdziwym pracoholikiem. Można było się pokusić na stwierdzenie, że dziewczyna ewidentnie była uzależniona od pracy, a tylko dlatego, że bała się obcować w społeczeństwie. Tak było jej łatwiej nie angażować się, uciekać.
Pytanie Rookwooda wydało jej się naprawdę zabawne, naprawdę jego zmieszanie poprawiło jej humor. Lubiła go wprowadzać w taki stan, nawet jeśli w tym momencie po prostu sobie coś wymyśliła. Kiedyś wyobrażała sobie, że on stoczy się tak bardzo, że będzie wabić niewinne dzieci do eksperymentów, a potem ktoś go złapie i wsadzi do więzienia, ale nigdy się przed nikim do tego nie przyznała – teraz też nie zamierzała. Niech się zadręcza myślą o tym, o co jej chodziło. Wzruszyła tylko ramieniem i wyciągnęła do niego papierową torbę z karmą dla kaczek, aby zgarnął ich trochę i rzucił słodziutkim kwaczącym kaczuszkom.
– Nieważne. – machnęła ręką i popatrzyła na kłębiące się nad nimi chmury. Wiatr był zimny, więc trochę nią targało, ale stała w miarę prosto. W swojej torbie miała parasolkę, a jako że często w wakacje przebywała u dziadków na mugolskiej wsi wiedziała to i owo o ich technologii. – Jaki biznes masz do mnie? – zapytała, zerkając na niego z ukosa.