02.07.2023, 15:51 ✶
Nieco mi ulżyło, widząc jej złośliwy uśmiech. Nieco, bo jednak niepewność gdzieś tam z tyłu głowy się czaiła, nakazując mi być czujnym. Dla pewności nawet rozejrzałem się, wykrywając może jakichś podejrzanych gapiów, ale niewiele osób było w parku ze względu na pogodę i albo przemykali szybko w kierunku schronienia, albo załatwiali własne sprawy, niezainteresowani innymi. Doskonale.
- Bardzo to miłe z twojej strony, iż bawią cię sprawy, które mi mrożą krew w żyłach - odparłem z wyższością, jakby w tej chwili stojąc nad jej dziecinnością, pomimo że jeszcze parę godzin temu sam miałem okazję jej przycinać i to już po samym przekroczeniu progu jej pracy, na samo przywitanie.
Nie zamierzałem karmić kaczek, ale wziąłem torbę od Aveliny tylko w jednym celu. Oczywiście niecnym i trywialnym, nieprzystającym poważnemu mężowi, ale w tej chwili zanadto nad tym nie myślałem. Może kiedyś będę pluł sobie w brodę, ale aktualnie korzystanie z usług tego trzpiota wydawało mi się najbardziej rozsądnym rozwiązaniem mojego problemu. Niestety, nic nie mogłem na to poradzić, że już tak działała na mnie obecność panny Paxton, niemalże dosłownie tak, jakby te wszystkie żądlibąki z gabinetu mojego ojca zamieszkały w moim umyśle albo - co gorsza - w portkach.
Wróćmy do rzeczy. Wygrzebałem z torby samotne ziarno i, jak na przerośniętego dzieciaka przystało, cisnąłem tym ziarnem w czoło Aveliny, które odbiło się od niego i spadło na drewniany podest. Na złość, na zaczepkę, kompletnie ignorując jej chęć przejścia do rzeczy. Chwilowo zignorowałem również jej kiepski stan, choć zapewne uznałem, że ona zawsze tak biednie wyglądała.
- Masz kurczaku - rzuciłem obraźliwie, o dziwo!, rozbawiony. Jakieś pozytywne uczucia przebiły się przez maskę wyrachowania. No kto by pomyślał...? Takie rzeczy u Pana Rookwooda?
Wygrzebałem jeszcze jedno ziarno, ale już nie rzucałem. Z ciekawości je obejrzałem, oczyściłem i skonsumowałem. Pszenica? Zanadto nie znałem się na uprawach, ale skoro kaczki to coś jadały, nie mogło być trujące. Zbyt treściwe również się nie wydawało, ale zapewne zapychało żołądki. Potem rozcinali żołądek takiej kaczki i zapewne były w nim ziarna zmieszane z innym gównem.
- Bardzo to miłe z twojej strony, iż bawią cię sprawy, które mi mrożą krew w żyłach - odparłem z wyższością, jakby w tej chwili stojąc nad jej dziecinnością, pomimo że jeszcze parę godzin temu sam miałem okazję jej przycinać i to już po samym przekroczeniu progu jej pracy, na samo przywitanie.
Nie zamierzałem karmić kaczek, ale wziąłem torbę od Aveliny tylko w jednym celu. Oczywiście niecnym i trywialnym, nieprzystającym poważnemu mężowi, ale w tej chwili zanadto nad tym nie myślałem. Może kiedyś będę pluł sobie w brodę, ale aktualnie korzystanie z usług tego trzpiota wydawało mi się najbardziej rozsądnym rozwiązaniem mojego problemu. Niestety, nic nie mogłem na to poradzić, że już tak działała na mnie obecność panny Paxton, niemalże dosłownie tak, jakby te wszystkie żądlibąki z gabinetu mojego ojca zamieszkały w moim umyśle albo - co gorsza - w portkach.
Wróćmy do rzeczy. Wygrzebałem z torby samotne ziarno i, jak na przerośniętego dzieciaka przystało, cisnąłem tym ziarnem w czoło Aveliny, które odbiło się od niego i spadło na drewniany podest. Na złość, na zaczepkę, kompletnie ignorując jej chęć przejścia do rzeczy. Chwilowo zignorowałem również jej kiepski stan, choć zapewne uznałem, że ona zawsze tak biednie wyglądała.
- Masz kurczaku - rzuciłem obraźliwie, o dziwo!, rozbawiony. Jakieś pozytywne uczucia przebiły się przez maskę wyrachowania. No kto by pomyślał...? Takie rzeczy u Pana Rookwooda?
Wygrzebałem jeszcze jedno ziarno, ale już nie rzucałem. Z ciekawości je obejrzałem, oczyściłem i skonsumowałem. Pszenica? Zanadto nie znałem się na uprawach, ale skoro kaczki to coś jadały, nie mogło być trujące. Zbyt treściwe również się nie wydawało, ale zapewne zapychało żołądki. Potem rozcinali żołądek takiej kaczki i zapewne były w nim ziarna zmieszane z innym gównem.