Pokiwał głową na zgodę, ponieważ było to "trochę" wyjątkowe. Z drugiej zaś strony było całkiem normalne jeżeli nikt inny nie miał prawa do nazywania Hjalmara w ten sposób. A może to była po prostu kwestia braku jakiejkolwiek ksywki do której mógłby się przyzwyczaić?
Musiał się zgodzić z tym stwierdzeniem. Nie miał innego wyboru. O ile na Islandii mógłby sobie znaleźć jakieś zajęcie bez niej, tak w kwestii Wielkiej Brytanii, a dokładniej Londynu, nie miała sobie równych w zapewnianiu mu rozrywki. I ten dobrej i tej złej - każdej. Nadal mamy dużo rzeczy do zrobienia? To była bardzo ciekawa kwestia. Czy Pandora miała jakaś listę rzeczy o której nie do końca było dane wiedzieć Nordgersimowi?
Hjalmar był po prostu... Hjalmarem i cieszył się z tego, że Pandora akceptowała go takim jakim był. Było to pomocne, a dodatkowo w pewnym stopniu zwiększało szansę na wyznanie małego sekretu, którego bronił jak własnej rodziny. Jej spostrzeżenie, że jest trochę jak rzeka było również trafne. Na ogół był przecież spokojnym człowiekiem, który nie chciał nic złego dla innego. Sytuacja zaś zmieniała się diametralnie kiedy widział jak komuś bliskiemu działa się krzywda - wtedy zaczynał się denerwować, tym samym zmieniając strumyk w agresywny nurt.
Islandczyk był niemalże pewny, że potwierdzenie jego słów było tylko na pokaz. Aby się odczepił i nie miał zamiaru jej dłużej. Musiała też postawić na swoim i wspomnieć o tym, że nie będzie się słuchać. Hjalmar nie mógł zareagować inaczej, niż kręcąc przecząco głową na jej - jakże tragiczne - zachowanie. Chociaż czy powinien się tym jakoś bardziej przejąć? Czy to nie była jej typowa zagrywka? Swego rodzaju test jego zachowania? Reakcji? A może po prostu powinien się już przyzwyczaić po roku ich znajomości do tego typu zachowań.
- Nie wiem. Wymyśl coś - odparł, wzruszając ramionami. Prewettówna była dorosła i miała całkiem odpowiedzialną pracę - na pewno będzie w stanie coś wymyślić. No bo skoro wiedziała jak działają te wszystkie mechanizmy i jak się je otwiera bez użycia siły, no to czy nie mogła wymyślić jakieś sposobu aby go powiadomić? W końcu była wynalazcą, mechanikiem i jeszcze kilka innych określeń za pewne by się znalazło aby ją opisać w całej krasie. Kiedy wspomniała o najładniejszym jeziorze, pokiwał głową, dając jej znać, że zrozumiał instrukcję i ma to niczym w banku Gringota.
Nie prowokuj? No bo co mi zrobisz? Pandora na prawdę sądziła, że takie "ostrzeżenie" zadziała? Nic bardziej mylnego. Takie wypowiedzi tylko prowokowały go do dalszego działania w tej kwestii, a zrzucanie na jakiejś używki pokroju kawy, alkoholu, eliksirów i Merlin jeden wie jeszcze czego, nic nie zmieniały. Wszystko siedziało w głowie - w jej środku. A to, że Prewettównowy umysł został akurat przyćmiony, no to trudno. W końcu Hjalmar nie miał z tym nic wspólnego, a już na pewno nie dużo jeżeli Turczynka chciała brać go pod uwagę jako ewentualnego współwinnego. W kwestii przyzwyczajenia się nie powinna się martwić. Była na tyle nieprzewidywalna aby mu się nie znudzić ale na tyle do przewidzenia aby mógł z nią wytrzymać i momentami rozgryźć niczym jakiegoś orzecha.
No tak trochę deszczu nikogo nie zabije, a ja za trochę śniegu to dostałem aferę? Ktoś tutaj ewidentnie się gubił w zeznaniach, a co ważniejsze - nie był to Nordgersim. Z drugiej strony nie miał nic aby jej zarzucić na plecy tak jak ona mu kilka dni temu. W teorii mógł zdjąć swoją koszulę ale wtedy to on by się rozchorował na 100 procent. Zimne jedzenie mu zaś nie przeszkadzało jako, że zawsze można było je podgrzać i to bez większego problemu - No chyba... Niech będzie - odparł, ewidentnie nie zamierzając się kłócić na ten temat. Skoro miała taka ochotę, no to kim był Hjalmar aby jej tego zabronić? Trochę się jednak obawiał co to może być. No bo w końcu co takiego można dostać w jakiejś Azjatyckiej knajpce?
W końcu zaczęła mówić jak porządny i rozsądny czarodziej. Co najmniej jakby też ukończyła Durmstrang, pomimo faktu, że tak nie było - a szkoda, wtedy za pewne trafiliby na siebie wcześniej... I pewnie by się już nie kolegowali, zważając na to jak wtedy zachowywał się Nordgersim - Dziękuje - posłał jej łagodny uśmiech, ewidentnie ciesząc się na taki obrót spraw. Mogli się o to pokłócić i sprzeczać przez pół wieczora, a tak się jednak nie stało. Szok!
- Ja też nie mogłem nie przyjść - dodał. Czy miał jakiś wybór? Pewnie tak. Czy chciał mieć wybór? Niekoniecznie. Akurat w tej kwestii pasowało mu postawienie go przed faktem dokonanym - Inne owszem? - zdziwił się. Prawdę mówiąc i tak by jej nie zabrał tego łańcuszka. Ten był w końcu prezentem dla niej i nie po to ślęczał nad nim tyle godzin aby go teraz przetopić na coś innego. Za dużo pracy w to włożył aby to teraz zaprzepaścić.
Słowa Pandory trafiły go niczym grom z jasnego nieba. Stanął wryty jak jakiś słup. Chodź na co? Na randkę? Przymknął szybko oczy kilka razy jakby co najmniej próbował się wybudzić z jakiegoś snu. Zapewne w innym momencie spróbowałby się uszczypnąć. Czy był aż tak pijany aby mu się to wszystko wydawało? Raczej nie - Umm... - zaczął, próbując coś z siebie wykrztusić. W całej tej bezradności, przetarł po prostu twarz z deszczu, a w międzyczasie kupował sobie trochę czasu na wewnętrzną batalię z samym sobą - Poczekaj chwile... - dodał, oddając jej torby, rozglądając się nerwowo po okolicy - Za niedługo będę - odparł, skupiając przez moment swoją uwagę na jakimś szyldzie. Moment po tym jak wypowiedział swoje słowa, ruszył ile sił w nogach do sklepu, który wypatrzył. A był to monopolowy - no bo jakże by inaczej.
Na całe szczęście nie było daleko. Sklep znajdował się około 400 metrów w linii prostej od miejsca w którym się znaleźli. Hjalmar dobiegł do niego w ciągu minuty, może dwóch jako, że uważał na drogę - nie chciał zakończyć tego wieczora ze skręconą kostką. Wpadł do środka zgarniając trzy setki czystej oraz pół litra pierwszej, lepszej wódki. Podszedł do kasjera i zostawił mu banknot pięćdziesięcio funtowy, machając przy okazji, że reszty nie trzeba, ponieważ gonił go czas.
Po sprawnych zakupach wyszedł przed budynek i szybkim ruchem opędzlował pierwszą buteleczkę, co Pandora mogła zauważyć bez większego problemu jeżeli tylko chciała. Ruszył w drogę powrotną, jednak poruszał się niczym ślimak w smole. Szedł powoli, kontemplując nad całym swoim dotychczasowym życiu. Nie omieszkał zrobić postoju w połowie drogi powrotnej, gdzie oczywiście skonsumował zawartość drugiej szklanek setki - Nie oceniaj mnie - zwrócił się po cichu do swojego towarzysza, który za wszelką cenę starał się do niego przemówić zza koszuli - To ciężka syth...-uacja - zapewnił go i ponownie ruszył w trasę.
Stanął przed Prewettówną ale nie trwało to zbyt długo kiedy ponownie odszedł na bok - Chwilka... - odwrócił się, poprawił włosy, a na koniec odkorkował ostatnią buteleczkę, którą następnie spożył jednym haustem - Arrghhh... - wydał z siebie krótki lecz treściwy dźwięk, który nie do końca było wiadome co oznaczał - zadowolenie czy złość. Po całym procederze, wrócił do niej w pełni gotowości. Nordgersim nie zdawał sobie teraz sprawy, że wypicie tak szybko, takiej ilości alkoholu po takim wysiłku to nie jest za dobry pomysł... No ale tym się będzie martwił jutrzejszy Hjalmar.
- Mam pewien pomysł... Ummm... No wiesz... Ja... Ty... - podrapał się nerwowo po karku, zaczynając powoli przy okazji próbując sobie przypomnieć co tam mówiła wcześniej Turczynka - Jesteśmy sami... Eemmm... Mamy ten... No.. Kolację... A ty masz... - przełknął ciężko ślinę, niemal dławiąc się nią, ponieważ odchrząknął. Pierdolona wódka... - Tą no... Sukienkę... I te... - wskazał dłonią na jej buty - No... Eee... Szpilki nie? Szkoda by to było... Umm... Zmarnować? - pokiwał głową jakby zgadzał się z własną wersją wydarzeń, która tak naprawdę była przerobioną wypowiedzią Pandory - To... yyyy... Poszłabyś ze mną... Na tą... - próbował wypowiedzieć tę słowa, jednak mu się nie udało, więc po prostu wyciągnął butelkę zza pleców, która wcześniej miał schowaną za pazuchą.