02.07.2023, 18:55 ✶
Miło było się tak pośmiać, ale niestety radość w mojej rodzinie nie trwała długo, a jak już się pojawiała, była tak ulotną iskrą, że zanikała szybciej aniżeli się pojawiła. Między innymi dlatego zaraz zmarkotniałem, tudzież przywdziałem poważną minę, nieco takiego zmęczonego cierpiętnika. Nie miałem złego życia, ale jednak nie przystawałem i nie pozwalałem sobie na myślenie o tym, że może tak naprawdę zbyt wiele kładłem na swoje barki. Samodoskonalenie wyczerpywało, co uświadomiła mi ta ulotna chwila, kompletna na cisza na pomoście, a teraz nieco zaburzona przez towarzystwo dziewczęcia, ale tak samo powoli idąca do przodu, nigdzie niepędząca.
Nie oponowałem, kiedy zabierała mi ziarna. Otarłem dłonie o siebie by pozbyć się szczątków ziaren i rzuciłem swe spojrzenie na kaczki. Stwierdzałem, że już lepiej było być czarodziejem z rodu o czystej krwi aniżeli kaczką skazaną na okruchy od mugoli.
- Sporo - odparłem dosyć tajemniczo, nie patrząc na Avelinę. - Obawiam się, że jeszcze więcej się wydarzy i nie jestem pewien, czy chciałbym brać w tym udział, ale, cóż, lata... Mam wrażenie, że wieki minęły od czasu naszej młodości w Hogwarcie. Ale, cóż, od tamtego czasu nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o relacje z moim ojcem. Z kolei z matką miałem taki kontakt, że jakoś specjalnie nie odczułem jej braku, kiedy zmarła. To było jakoś po ukończeniu siódmej klasy - wynurzyłem się nieco, w pewnym momencie przeskakując z tematu swojego ojca na matkę by nie wypaplać za wiele. Jeszcze tego mi brakowało by pokazać Paxton uroczy obrazek na moim lewym przedramieniu i oświadczyć jej, że należę do ugrupowania tych nowych terrorystów. Jesteśmy bardzo ambitni. I fajnie mieć wspólny cel. Miło mieć przyjaciół, czyż nie?
Swoją drogą, potrzebowałem sposobu na zakamuflowanie tego tatuażu. Był jebitnie duży. Nie sposób było go przeoczyć, a ja preferowałem przy sekcjach zwłok podwinięte rękawy. Zrobiłem tę głupią rzecz tylko ze względu na Ojca, ale to nie było rozważne by tak jawnie się oznaczać.
- Najgorsze jest to, że chciałem zaistnieć w świecie czarodziejów, być znanym jako osoba, a nie syn Rookwooda, ale co do czego skończyłem z manią prześladowczą, że ktoś może mnie śledzić. Polecam. Fajna sprawa - zaproponowałem Avelinie, gdyby jednak chciała spróbować. - Tak już bez żartów, gdybyś ujrzała coś podejrzanego, to mów - odparłem, dyskretnie się rozglądając. To już była paranoja.
Nie oponowałem, kiedy zabierała mi ziarna. Otarłem dłonie o siebie by pozbyć się szczątków ziaren i rzuciłem swe spojrzenie na kaczki. Stwierdzałem, że już lepiej było być czarodziejem z rodu o czystej krwi aniżeli kaczką skazaną na okruchy od mugoli.
- Sporo - odparłem dosyć tajemniczo, nie patrząc na Avelinę. - Obawiam się, że jeszcze więcej się wydarzy i nie jestem pewien, czy chciałbym brać w tym udział, ale, cóż, lata... Mam wrażenie, że wieki minęły od czasu naszej młodości w Hogwarcie. Ale, cóż, od tamtego czasu nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o relacje z moim ojcem. Z kolei z matką miałem taki kontakt, że jakoś specjalnie nie odczułem jej braku, kiedy zmarła. To było jakoś po ukończeniu siódmej klasy - wynurzyłem się nieco, w pewnym momencie przeskakując z tematu swojego ojca na matkę by nie wypaplać za wiele. Jeszcze tego mi brakowało by pokazać Paxton uroczy obrazek na moim lewym przedramieniu i oświadczyć jej, że należę do ugrupowania tych nowych terrorystów. Jesteśmy bardzo ambitni. I fajnie mieć wspólny cel. Miło mieć przyjaciół, czyż nie?
Swoją drogą, potrzebowałem sposobu na zakamuflowanie tego tatuażu. Był jebitnie duży. Nie sposób było go przeoczyć, a ja preferowałem przy sekcjach zwłok podwinięte rękawy. Zrobiłem tę głupią rzecz tylko ze względu na Ojca, ale to nie było rozważne by tak jawnie się oznaczać.
- Najgorsze jest to, że chciałem zaistnieć w świecie czarodziejów, być znanym jako osoba, a nie syn Rookwooda, ale co do czego skończyłem z manią prześladowczą, że ktoś może mnie śledzić. Polecam. Fajna sprawa - zaproponowałem Avelinie, gdyby jednak chciała spróbować. - Tak już bez żartów, gdybyś ujrzała coś podejrzanego, to mów - odparłem, dyskretnie się rozglądając. To już była paranoja.