Gdy mówił patrzyła na niego z ciekawością. Już zapomniała o tym jaki był w szkole, jaką miał rodzinę i jak bardzo nie miał na to wpływu. Zapomniała, że pochodził z rodziny wilków, a ona z rodziny kotów. Musiał gryźć, musiał walczyć o to, aby być silnym, a ona? Nic nie musiała. Jej rodzice jak prawdziwe koty latali po świecie w poszukiwaniu wolności, ona stała się kotem domowym, siedzącym przed kominkiem i nie ruszającym się nawet za głupią muchą. Nie chciała polować, nie czuła takiej potrzeby. Gdy mówił jej wzrok nawet na chwilę nie oderwał się od niego. Jeśli czuł potrzebę mówienia – słuchała. Potrafiła to robić wyśmienicie. Czasami nawet zapominała, że jest człowiekiem i mogłaby tak nawet siedzieć jako kot i nic nie mówić. Lubiła nic nie mówić. Zauważyła, że nie mówił wszystkiego, ale nie ciągnęła za język. Równie dobrze mógł kłamać, wiedziała, że był do tego zdolny.
– Tak, Hogwart. – mruknęła cicho, przypominając sobie, że mogła też mówić, że mogła używać słów. Uświadomiła sobie, że się lekko rozmarzyła. Lata szkolne wydawały się być proste. Miało się jeden określony cel i kilku dorosłych, którzy kierowali tobą w odpowiednim kierunku. W dodatku słowa mężczyzny o jego życiu trochę ją rozczuliły i ukradły moment czujności. Nie spodziewała się, że zacznie mówić, więc musiała też w jakiś sposób rozluźnić atmosferę. Avelina była praktyczną osobą i chciała się przed nim obronić, nie chciała się do niego przywiązywać. Nie chciała czuć potrzeby widywania z nim, a jeśli ten zacznie nie być Rookwoodem czuła, że to może się do niej źle skończyć. – No, Rookwood! Nie spoufalaj się tak, bo pomyślę, że posiadasz uczucia. – zrobiło się jej przykro, że jego matka zmarła, ale nie wyglądał na osobę, która potrzebowała współczucia. Szturchnęła go lekko ramieniem dla rozluźnienia.
– Spróbuję. – pokiwała głową jakby naprawdę rozważała jego propozycję, co do manii prześladowczej.
Zamilkła na chwilę i spojrzała przed siebie obserwując otoczenie i kaczki. W końcu odwróciła się do niego przodem i złapała jego ramię ściągając go na ziemię. Spojrzała mu w oczy i zmarszczyła czoło. Chciała mu coś powiedzieć o sobie, ale nie miała na tyle odwagi, aby się przed nim otworzyć. Chciała mieć rozsądek w tym spotkaniu.
– Spotkaliśmy się w sprawach biznesowych, więc słucham. – ponowiła próbę wejścia na bezpieczny grunt. Nie puszczała jego ramienia jakby zapomniała, że go trzyma. – Jakie eliksiry potrzebujesz? – na jej nos spadła pierwsza kropla deszczu, a to jakby ją obudziło. Odsunęła się od niego delikatnie puszczając zmieszana jego ramię. Zaczęła szukać w torbie parasola i po chwili rozłożyła go nad nimi. Niestety musieli stanąć znowu bliżej siebie.