02.07.2023, 20:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2023, 20:01 przez Augustus Rookwood.)
Avelina była takim kotem dachowcem. Łatwiej by było, gdyby była tylko kotem, a nie Aveliną Paxton. Siedziałaby i słuchała moich wynurzeń, a nie jeszcze je analizowała i dochodziła do nie wiadomo jakich wniosków. Kiedy tak podniosłem na nią spojrzenie, zastanawiałem się, co właśnie o mnie myśli. Tak naprawdę od zawsze nie miałem pojęcia, co o mnie myśli. Wszystko, co rzucaliśmy w swoim kierunku, czy to za młodu, czy teraz było pół żartem, pół serio, więc kiedy na scenę wchodziły prawdziwe uczucia oraz fakty zlewały się z komizmem w jedną papkowatą całość. Nasza relacja była papką, tak.
- Robię dobrą minę do złej gry - odparłem z wyższością, uśmiechem odsłaniając rządek ząbków, o kiełkach nie zapomniawszy by je tam trochę przewietrzyć. Łobuz - to mówiła aktualnie moja mimika, mimo że to, co przed chwilą powiedziałem, było prawdą. Czy w takim razie byliśmy wobec siebie szczerzy? Czy może graliśmy dwóch błaznów na dworze króla, którzy udawali miłość i nienawiść? - Z kolei ty milczysz. Wiesz kto milczy? Szpieg! - wyszeptałem jej to właściwie w czoło, bo znaleźliśmy się w tej mniej lub bardziej krępującej pozycji, pod jednym parasolem. Nie uszło mojej uwadze, że Avelina, która tak mnie ostrzegła przed spoufalaniem się, sama zaczęła się tu do mnie przytulać. Może ja ją wezmę adoptuję i będę jej kupować kocią karmę?
Nieistotne, powróćmy do interesów. Korciły, cięte riposty same sunęły się na język, ale nie chciałem tu przebywać dłużej niż trzeba było. Renoma błagała o uważność.
- Panno Paxton - zacząłem, szczególnie akcentując jej nazwisko. - Potrzebuję przede wszystkim silnych eliksirów uspokajających. Takie, co działają natychmiastowo i najlepiej nie otumaniają. Mogą być dwa rodzaje - te, co zadziałają ekspresowo i nie otumaniają jakoś specjalnie, więc analogicznie będą słabsze. Potrzebuję do pracy. Drugi silniejszy - skutki zażywania niekoniecznie mnie interesują. Bylebym zachowywał świadomość działań - odrzekłem poważnym tonem, mając nadzieję, że dziewczyna serio zachowa to dla siebie. A niech mi spróbuje sprzedać te informacje, to ja już widziałem ciała w różnym stopniu zmasakrowane... Nie wiedzieć czemu, ale poczułem dreszcz i obrzydzenie na myśl, że miałbym cokolwiek jej zrobić. Niebezpieczne myśli.
- Nasenny. Matka zmarła na nocną marę i właściwie większość mojej rodziny pląta się nocą po domu zamiast spać. Wolę zachować zmysły i odpoczywać nocą, a eliksiry twojego poprzednika na nic się zdawały - przyznałem, robiąc wymowną minę, po czym zapadła cisza. Zastanawiałem się, czy zamawiać u niej również czwarty oraz piąty, ale chwilowo mogłem się wstrzymać i zanadto nie oddawać w jej ręce swoich prywatnych nawyków. Otumaniać mogłem się alkoholem albo opium. A z przedawkowaniem mogłem się po prostu bardziej kontrolować.
- Czegoś potrzebujesz do realizacji? - dopytałem. Mogłem ją wesprzeć już teraz, aczkolwiek i tak zamierzałem sprawdzić jej dzieła. Dopiero wtedy złożę większe zamówienia. - Na początek jakieś trzy, cztery dawki.
Przysunąłem się bliżej Aveliny, kiedy poczułem kroplę deszczu na swojej dłoni.
- Robię dobrą minę do złej gry - odparłem z wyższością, uśmiechem odsłaniając rządek ząbków, o kiełkach nie zapomniawszy by je tam trochę przewietrzyć. Łobuz - to mówiła aktualnie moja mimika, mimo że to, co przed chwilą powiedziałem, było prawdą. Czy w takim razie byliśmy wobec siebie szczerzy? Czy może graliśmy dwóch błaznów na dworze króla, którzy udawali miłość i nienawiść? - Z kolei ty milczysz. Wiesz kto milczy? Szpieg! - wyszeptałem jej to właściwie w czoło, bo znaleźliśmy się w tej mniej lub bardziej krępującej pozycji, pod jednym parasolem. Nie uszło mojej uwadze, że Avelina, która tak mnie ostrzegła przed spoufalaniem się, sama zaczęła się tu do mnie przytulać. Może ja ją wezmę adoptuję i będę jej kupować kocią karmę?
Nieistotne, powróćmy do interesów. Korciły, cięte riposty same sunęły się na język, ale nie chciałem tu przebywać dłużej niż trzeba było. Renoma błagała o uważność.
- Panno Paxton - zacząłem, szczególnie akcentując jej nazwisko. - Potrzebuję przede wszystkim silnych eliksirów uspokajających. Takie, co działają natychmiastowo i najlepiej nie otumaniają. Mogą być dwa rodzaje - te, co zadziałają ekspresowo i nie otumaniają jakoś specjalnie, więc analogicznie będą słabsze. Potrzebuję do pracy. Drugi silniejszy - skutki zażywania niekoniecznie mnie interesują. Bylebym zachowywał świadomość działań - odrzekłem poważnym tonem, mając nadzieję, że dziewczyna serio zachowa to dla siebie. A niech mi spróbuje sprzedać te informacje, to ja już widziałem ciała w różnym stopniu zmasakrowane... Nie wiedzieć czemu, ale poczułem dreszcz i obrzydzenie na myśl, że miałbym cokolwiek jej zrobić. Niebezpieczne myśli.
- Nasenny. Matka zmarła na nocną marę i właściwie większość mojej rodziny pląta się nocą po domu zamiast spać. Wolę zachować zmysły i odpoczywać nocą, a eliksiry twojego poprzednika na nic się zdawały - przyznałem, robiąc wymowną minę, po czym zapadła cisza. Zastanawiałem się, czy zamawiać u niej również czwarty oraz piąty, ale chwilowo mogłem się wstrzymać i zanadto nie oddawać w jej ręce swoich prywatnych nawyków. Otumaniać mogłem się alkoholem albo opium. A z przedawkowaniem mogłem się po prostu bardziej kontrolować.
- Czegoś potrzebujesz do realizacji? - dopytałem. Mogłem ją wesprzeć już teraz, aczkolwiek i tak zamierzałem sprawdzić jej dzieła. Dopiero wtedy złożę większe zamówienia. - Na początek jakieś trzy, cztery dawki.
Przysunąłem się bliżej Aveliny, kiedy poczułem kroplę deszczu na swojej dłoni.