Sytuacja, w której się znaleźli zdecydowanie była bardziej niekomfortowa jeśli chodziło o prowadzenie biznesów, ale trzeba było wytrzymać. Jego zapach szybko dotarł do jej nozdrzy więc zaczęła się gapić w jego tors, aby nie widzieć oczu, twarzy i nie czuć oddechu. Wystarczył, że zapach idealnie ją rozpraszał. O dziwo był przyjemny, bogaty i jednocześnie denerwujący. Wzruszyła ramieniem na jego ramieniem, ale uśmiech doceniła. Wilczy – tak mogła go określić, pasujący do jego aparycji. Trzymała mocno zaciśnięte dłonie na rączce parasola słuchając jak zwykła mżawka zmienia się w ulewę. Mimowolnie zbliżyła się ku niemu czekając, aż ta niezręczna sytuacja minie. Kaczki wpłynęły pod pomost chowając się przed deszczem. Rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, gdzie nie będzie musiała się do niego przytulać.
Tak, nie mówiła za wiele, tak, często milczała, ale każdy tego doświadczał. Avelina nie była wylewna, wolała słuchać, wolała pochłaniać informacje i trzymać je w swoim wnętrzu chowając je na odpowiednią okazję. Lubiła tajemnice – póki nie były dla niej groźne.
– Uważasz, że jestem na tyle wyrachowana, aby być szpiegiem? – teraz to ona uśmiechnęła się łobuzersko idealnie czując się w tej roli. Czuła się sobą, gdy z nim rozmawiała. Nie musiała być miła, nie musiała uważać na słowa, nie musiała być dobra.
Wysłuchała jego zamówienia zapisując w pamięci każde jego słowo. Pewnie nie prześpi kilka nocy, ale to dobrze. Dwa razy miała koszmar i jakoś nie chciało się jej za bardzo wracać do krainy Morfeusza po więcej nieprzyjemnych doznań. Nie oceniała jego uzależnień, ale to było ciekawe wiedząc, że on nadal jest pod tym względem słaby. Ciekawe, co go wyprowadzało z równowagi. Żona, ojciec, a może pieprznięta siostra? Powstrzymała się przed złośliwym uśmiechem.
– Schowajmy się. – powiedziała lakonicznie i poczekała na jego decyzję, a następnie skierowała się pod jedną z altanek. Na szczęście nikogo tam nie było, a okolica zdecydowanie bardziej opustoszała. Schowała parasol i stanęła przy barierce altany zachowując odpowiedni dystans od mężczyzny.
– Zamówienie przyjęte, zrealizuję je wciągu tygodnia – odpowiedziała mu w końcu – zobaczę ile mi wyjdzie za składniki i czas pracy i podam ci kwotę w liście. – zerknęła na niego z ukosa. – Rozumiem, że będziemy się umawiać w tym miejscu? – zapytała wracając do patrzenia na spadające krople. Zagryzła znowu wargę i cicho westchnęła czując znowu pieczenie.
– Dlaczego zdecydowałeś się do mnie odezwać po takim czasie? – zapytała, ale myślami uciekła w kierunku składników, które będzie musiała użyć do uwarzenia eliksirów. Gdzie je zdobyć? Samemu? Iść do ogrodów? Kilka z nich miała u siebie w domu: lawenda, melisa, standardowy składnik.