02.07.2023, 23:10 ✶
Daisy Lockhart się nie bała.
Głównie dlatego, że była zbyt mało refleksyjna by zastanawiać się nad tym jakie niebezpieczeństwa mogły się na nich czaić w Kniei Godryka. W momencie, w której wchodziła do niej razem z bratem, odwrotnie, niesiona była na skrzydłach przekonaniem o słuszności swojej decyzji i o tym jak bardzo mądrze i właściwie postępowała. W takich dniach jak dzisiaj, czarodzieje powinni okazywać solidarność, jednoczyć się i odbudowywać razem świat magii. Ona właśnie to robiła, jak wzorcowa czarodziejka, którą niewątpliwie była.
I tylko troszeczkę zależało jej na zrobieniu fantastycznych zdjęć lasu, który pewnie pasowałby do artykułu, jaki chciała napisać (a gdyby jeszcze udało im się znaleźć przypadkiem coś interesującego albo uratować czyjeś życie to Daisy byłaby tego dnia naprawdę spełniona). Ba, właściwie to bardzo chętnie podzieliłaby się uznaniem ze swoim bratem, bo chociaż była bardzo na nie łasa, to naprawdę zależało jej na bratu bliźniaku.
- Przecież tu na pewno jest bezpiecznie – powiedziała naiwnie, uspokajającym tonem, ledwie przekroczyli granicę lasu. W odróżnieniu od Darcy’ego, wcale nie sprawiała wrażenia przestraszonej. Rozglądała się z zainteresowaniem, szukając czegoś, czemu mogłaby zrobić zdjęcie. – Jeśli będziemy szli w linii prostej to chyba się nie zgubimy a wszystko co złe wydarzyło się wczoraj – podkreśliła, choć tym razem w jej głosie zagościło pewne wahanie. Wczorajszy wieczór wcale nie był zły. Spędziła go bardzo przyjemnie w towarzystwie milczącego Martina Croucha. Fajnie było mieć kogoś, kto razem z nią wziął udział w tych wszystkich atrakcjach. Miała nadzieję, że nie stało mu się nic złego i bezpiecznie wrócił wczoraj do swojego domu. I to były te dobre wspomnienia z wczoraj, bo kiedy myślała o tym, co stało się później i kiedy zobaczyła zniszczenia na Polanie Ognisk… poczuła wściekłość na Śmierciożerców i szaleńca, który nimi dowodził. Gdyby to tylko od niej zależało, dorwałaby ich wszystkich i osobiście dostarczyła do Azkabanu. - Może znajdziemy kogoś, kto potrzebuje naszej pomocy? – rzuciła jeszcze pytająco.
Miała bardzo dobre intencje. Jak zwykle.
!G6
Głównie dlatego, że była zbyt mało refleksyjna by zastanawiać się nad tym jakie niebezpieczeństwa mogły się na nich czaić w Kniei Godryka. W momencie, w której wchodziła do niej razem z bratem, odwrotnie, niesiona była na skrzydłach przekonaniem o słuszności swojej decyzji i o tym jak bardzo mądrze i właściwie postępowała. W takich dniach jak dzisiaj, czarodzieje powinni okazywać solidarność, jednoczyć się i odbudowywać razem świat magii. Ona właśnie to robiła, jak wzorcowa czarodziejka, którą niewątpliwie była.
I tylko troszeczkę zależało jej na zrobieniu fantastycznych zdjęć lasu, który pewnie pasowałby do artykułu, jaki chciała napisać (a gdyby jeszcze udało im się znaleźć przypadkiem coś interesującego albo uratować czyjeś życie to Daisy byłaby tego dnia naprawdę spełniona). Ba, właściwie to bardzo chętnie podzieliłaby się uznaniem ze swoim bratem, bo chociaż była bardzo na nie łasa, to naprawdę zależało jej na bratu bliźniaku.
- Przecież tu na pewno jest bezpiecznie – powiedziała naiwnie, uspokajającym tonem, ledwie przekroczyli granicę lasu. W odróżnieniu od Darcy’ego, wcale nie sprawiała wrażenia przestraszonej. Rozglądała się z zainteresowaniem, szukając czegoś, czemu mogłaby zrobić zdjęcie. – Jeśli będziemy szli w linii prostej to chyba się nie zgubimy a wszystko co złe wydarzyło się wczoraj – podkreśliła, choć tym razem w jej głosie zagościło pewne wahanie. Wczorajszy wieczór wcale nie był zły. Spędziła go bardzo przyjemnie w towarzystwie milczącego Martina Croucha. Fajnie było mieć kogoś, kto razem z nią wziął udział w tych wszystkich atrakcjach. Miała nadzieję, że nie stało mu się nic złego i bezpiecznie wrócił wczoraj do swojego domu. I to były te dobre wspomnienia z wczoraj, bo kiedy myślała o tym, co stało się później i kiedy zobaczyła zniszczenia na Polanie Ognisk… poczuła wściekłość na Śmierciożerców i szaleńca, który nimi dowodził. Gdyby to tylko od niej zależało, dorwałaby ich wszystkich i osobiście dostarczyła do Azkabanu. - Może znajdziemy kogoś, kto potrzebuje naszej pomocy? – rzuciła jeszcze pytająco.
Miała bardzo dobre intencje. Jak zwykle.
!G6