Po zarządzeniu kwadransa do opuszczenia tego miejsca postanowił w względnej ciszy odliczać czas, jaki pozostał do użycia docelowego świstoklika. Nie dotarły do jego uszu jakiekolwiek słowa sprzeciwu odnośnie zasadności podjętej przez niego decyzji. Tu nie było miejsca na żaden sprzeciw ze strony podlegających mu – jako Prawej Ręce ich Mistrza – ludzi. Tutaj było miejsce na kolejne zdecydowane działania, które właśnie podjął. Dla dobra organizacji, dla dobra wszystkich tych, którzy zdołali tutaj dotrzeć.
Gdyby nie to, że ciążyła nad nimi perspektywa ponownej konfrontacji z ministerialnymi służbami to to zarządziłby czekanie tak długo, aż wszyscy nieobecni nie dotrą do tego miejsca. Te piętnaście minut musiało wystarczyć. Przy odrobinie szczęścia ktoś zdoła do nich dołączyć i dostać się w bezpieczny sposób do docelowej kryjówki. Jeśli ktoś nie zdoła dotrzeć na to miejsce zbiórki do tych piętnastu minut to będzie musiał dostać się tam na własną rękę.
Drugim powodem, stojącym za koniecznością opuszczenia tego terenu, była ta nieustępliwa wichura. Ta sama, która na Polanie Ognisk przesuwała meble i ta sama, która porwała jego różdżkę. Za trzeci powód można uznać to wrażenie bycia porzuconym, zdanym na pastwę losu i poczucie bezsilności wobec praw rządzących światem. Dostanie się do kryjówki mogło pomóc im i w tym aspekcie. Nie mogli również zapomnieć o potencjalnej obecności ich przeciwników.
— Już czas! Zbierzcie się wokół świstoklika! — Po upływie kwadransa Chester xawołał wystarczająco głośno po to aby wszyscy zebrani zdołali go usłyszeć poprzez szalejącą wichurę. Sam stał na środku polany, mając ten przedmiot u swych stóp. Wystarczyło po niego sięgnąć, by opuścić to miejsce.