Nie było to łatwe. Wręcz przeciwnie. Działali po omacku, bo skąd mogli wiedzieć, jak powinni się zachować? Było to coś zupełnie nowego, dla Brenni i dla Samuela. Chłopiec spoglądał na nich jeszcze chwilę zapłakanymi oczami, po czym zniknął. Sammy nie miał pojęcia, czy odszedł stąd na zawsze, czy było to chwilowe, wiedział jednak, że powinni przekazać informację o tym co znaleźli jakiemuś specjaliście. Tego był pewien.
- Mogę wrócić z Tobą, wydaje mi się, że wypadałoby to komuś zgłosić. - Pewnie nie musiał się dzielić tym przemyśleniem, bo Brenna była bardziej doświadczona w podobnych sytuacjach i zapewne wiedziała, jak powinni się zachować. On działał instynktownie. Robił co mógł, co przychodziło mu do głowy. Miał nadzieję, że te działania nie wypłynął negatywnie na zmarłego chłopca - w końcu nie chciał go bardziej skrzywdzić. W swoim krótkik życiu przeżył naprawdę wiele, przynajmniej zdaniem Samuela, zależało mu po prostu na tym, aby zaznał spokoju.
Carrow nie widział co się w nocy tutaj wydarzyło, miał jednak wrażenie, że było to bardzo dramatyczne. Nie potrafił sobie wyobrazić, co musieli przeżyć ci wszyscy niewinni ludzie, o ile udało im się przeżyć. W końcu wielu niewinnych odeszło. Stało się tak tylko dlatego, że jakiś pajac wymyślił sobie, że chce przejąć władzę nad magicznym światem. Budziło to w nim ogromną złość, nie rozumiał tego postępowania, jak mozna dla swoich pobudek krzwydzić tyly ludzi?
- Nie masz za co mnie przepraszać Brenna. Wiele zrobiłaś, naprawdę. - Powiedział cicho do kobiety. Widział, że jest zmęczona, że robiła co mogła, aby pomóc wszystkim. Tyle, że ona jedna nie była w stanie wszystkich uratować, chociaż by tego chciała.
- Wracaj, ja zostanę w lesie, pewnie wiele osób czeka na pomoc. - Dodał jeszcze, bo miał siłę, aby iść dalej.