03.07.2023, 10:54 ✶
W pierwszym odruchu miałem ochotę do niej podejść. Wydawała się być bezbronna, zagubiona. Nie dziwiłem się, szczególnie jeśli utraciła fragmenty swojej pamięci i kompletnie nie wiedziała, co się z nią działo ani z czyim udziałem. Między innymi dlatego radziłem jej to zgłosić w Ministerstwie. Łączyłem się z nią w bólu i jednocześnie zachowywałem się jak na urzędnika państwowego przystawało, gdyż sam w młodości miewałem podobne epizody, ale totalnie z innego powodu. Po prostu urywał mi się film. Wiedziałem, co czułem. Domyślałem się, że kompletnie nic nie wie.
Pragnąłem jej dotknąć, pocieszyć, szepnąć, że wszystko będzie ok. Proste potrzeby, które stłumiłem w sobie, stojąc i słuchając jej kolejnych słów. Wbijała szpilki. Świadomie. Uparcie. Też potrafiłem być uparty.
Pytała, od kiedy jesteśmy przyjaciółmi? Wolała mnie jako dupka? Proszę bardzo!
Zacisnąłem zęby, diametralnie zmieniając swoją postawę, mimikę, czego nie widziała. Miałem wrażenie, że obrosłem w lodową tarczę. Nie dopuści nikogo do mojej osoby i będzie tak jak było. Bezpieczniej, jak to określiła Avelina.
Mierziło mnie to. Dobre sobie. Nie chciała przyjmować do siebie mojej dobrej rady, to jej zasrany problem. Martwiłem się, otworzyłem się przed nią, a ona... Ogarniała mnie coraz większa złość, a wiedziałem, że to w moim przypadku nie kończy się dobrze. Musiałem jak najszybciej stąd iść.
- Cóż, skoro jesteś taka wybitnie uzdolniona oraz niezależna, to owocnego śledztwa życzę - odparłem na pożegnanie, nawet nie czekając aż się łaskawie odwróci. Nie zamierzałem jej w pełnej krasie pokazywać, jaką złość u mnie wywołała. Pewnie jeszcze durzyłaby się w uczuciu samozachwytu. Ona taka była. Jadowita żmija. - I nie spóźnij się z zamówieniem - dodałem jedynie dla przypomnienia, że nasza umowa dalej obowiązuje. Potrzebowałem tego. Nie chciałem być od niej zależny, ale stało się. Obróciłem się napięcie i wyszedłem na deszcz. Choć nie przepadałem za moknięciem, to stwierdziłem, że deszcz doskonale zmyje ze mnie resztki zapachu lawendy oraz pozytywnych wspomnień o pannie Paxton. I ukoi wściekłość.
Zdawałem sobie również sprawę z tego, że jak na zodiakalnego lwa przystało, dumnie zapamiętam sobie jej słowa, że preferuje mnie jako dupka. Nie musiałem być miły. Nie musiałem jej lubić. Mogłem być chłodnym skurwysynem, który będzie z nią robił interesy. I tyle.
Pragnąłem jej dotknąć, pocieszyć, szepnąć, że wszystko będzie ok. Proste potrzeby, które stłumiłem w sobie, stojąc i słuchając jej kolejnych słów. Wbijała szpilki. Świadomie. Uparcie. Też potrafiłem być uparty.
Pytała, od kiedy jesteśmy przyjaciółmi? Wolała mnie jako dupka? Proszę bardzo!
Zacisnąłem zęby, diametralnie zmieniając swoją postawę, mimikę, czego nie widziała. Miałem wrażenie, że obrosłem w lodową tarczę. Nie dopuści nikogo do mojej osoby i będzie tak jak było. Bezpieczniej, jak to określiła Avelina.
Mierziło mnie to. Dobre sobie. Nie chciała przyjmować do siebie mojej dobrej rady, to jej zasrany problem. Martwiłem się, otworzyłem się przed nią, a ona... Ogarniała mnie coraz większa złość, a wiedziałem, że to w moim przypadku nie kończy się dobrze. Musiałem jak najszybciej stąd iść.
- Cóż, skoro jesteś taka wybitnie uzdolniona oraz niezależna, to owocnego śledztwa życzę - odparłem na pożegnanie, nawet nie czekając aż się łaskawie odwróci. Nie zamierzałem jej w pełnej krasie pokazywać, jaką złość u mnie wywołała. Pewnie jeszcze durzyłaby się w uczuciu samozachwytu. Ona taka była. Jadowita żmija. - I nie spóźnij się z zamówieniem - dodałem jedynie dla przypomnienia, że nasza umowa dalej obowiązuje. Potrzebowałem tego. Nie chciałem być od niej zależny, ale stało się. Obróciłem się napięcie i wyszedłem na deszcz. Choć nie przepadałem za moknięciem, to stwierdziłem, że deszcz doskonale zmyje ze mnie resztki zapachu lawendy oraz pozytywnych wspomnień o pannie Paxton. I ukoi wściekłość.
Zdawałem sobie również sprawę z tego, że jak na zodiakalnego lwa przystało, dumnie zapamiętam sobie jej słowa, że preferuje mnie jako dupka. Nie musiałem być miły. Nie musiałem jej lubić. Mogłem być chłodnym skurwysynem, który będzie z nią robił interesy. I tyle.