Bała się tego, co jej robił z głową. Bała się z nim zaprzyjaźnić. Strach powodował, że odpychała go od siebie na wszystkie sposoby. Już w szkole tak robiła, ale on wtedy nie próbował być miły. Nie próbował jej zatrzymywać ciepłem. Gdy jest się młodym łatwiej jest odpychać ludzi, bo ma się wrażenie, że ludzie nie są potrzebni, że sobie sami ze wszystkim poradzimy. Prawda była taka, że Aveline paraliżował strach, gdy był blisko niej, gdy do niej mówił i nie wiedziała dlaczego. Jakby jej podświadomość chciała odepchnąć jego? Może ogółem mężczyzn? Nie rozumiała swoich działań i potrzebowała czasu, aby zregenerować umysł. Dłonie zaciskała na barierkach tak mocno, że knykcie wręcz jej bielały. Starała się zmusić, aby go nie zatrzymywać, aby go przypadkiem nie przeprosić. Nie spodziewała się, że stać go na propozycję przyjaźni.
Nie chciała się odwrócić w jego stronę, bo wiedziała, że jego widok był słabością, której teraz nie chciała okazywać. Zamknęła oczy słuchając jego słów oddychała płytko, próbując uspokoić rozszalałe myśli, które biegły po zakamarkach wspomnień ich czasów ze szkoły.
– Nie spóźnię. – odpowiedziała cicho, a potem usłyszała jak się oddala. Zacisnęła zęby i odwróciła się patrząc na jego plecy. Oddychała ciężko, głośno i stała jak wryta czekając, aż zniknie. Ledwo powstrzymała się przed zatrzymaniem go, ale nie miała żadnego sensownego powodu, aby z nią został. Cholernie bała się zostać sama, cholernie potrzebowała teraz kogokolwiek, aby ją przytulił i pomógł wyjaśnić tą pieprzoną lukę w jej głowie, w jej historii, w jej dniu. Te rany na szyi, kto jej to zrobił, dlaczego, kiedy, jak? Nigdy nie była głupia, więc co się wczoraj wydarzyło, a teraz jeszcze ten pieprzony Rookwood z propozycją współpracy… przyjaźni? Jak miała sobie poradzić z tym wszystkim? Gdy Rookwood zniknął dziewczyna usiadła na drewnianym podeście altany, objęła swoje nogi i się rozpłakała z bezsilności.
– Kurwa, kurwa, kurwa! – krzyknęła w swoje kolana próbując przypomnieć sobie, co się działo. Miała ochotę wyszarpać swoje włosy z głowy. Zdjęła swoją torbę i cisnęła ją obok siebie próbując się opanować, a wtedy zobaczyła, że wypadł z niej słoik z bladoniebieskim światłem i konikiem. W końcu opanowała swoje emocje i wróciła do domu z większą ilością pytań.