03.07.2023, 20:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2023, 13:06 przez Brenna Longbottom.)
Brenna też wolałaby, aby Heather była w pracy. Nie tylko przez wzgląd na nią samą czy własne wyrzuty sumienia, że nie działała szybciej, ale też ponieważ po prostu brakowało im ludzi. Nikt rozsądny nie dbał teraz o godziny pracy ani o urlopy – z ekipą, która walczyła, a i tak 2 maja biegała po lesie na czele – ale to wciąż było za mało. O wiele za mało. Boleśnie odczuwali brak tych paru osób, które zostały ranne, a Brenna chwilowo musiała po prostu większość rzeczy robić w pojedynkę.
- Ostrożnie, jest jeszcze ciepła – ostrzegła, podając Wood napój. Swój kubek też uniosła do ust i pomyślała, że nie pamięta, kiedy piła coś ciepłego. Dbała o to, aby jeść i pić, owszem, bo nie mogła obejść się bez snu, jedzenia i picia, ale to ostatnio oznaczało tosty i kanapki pochłanianie w Błędnym Rycerzu albo gdzieś w biegu, wodę i w najlepszym wypadku bardzo zimną i bardzo paskudną kawę.
Może dlatego mugolska herbata smakowała bosko.
- Wypluj te słowa. Nie możesz być kaleką, musisz zaraz wrócić do pracy, bo Caspian uzna, że to przeze mnie i skróci mnie o głowę, jeżeli stracę piątego partnera – parsknęła Brenna. O ile jeden z jej partnerów „wytrzymał” długie lata, o tyle kolejni z różnych powodów dość krótko współpracowali z Brenną. I choć tylko jeden odszedł, ponieważ miał jej szczerze dość, niektórzy zdawali się sądzić inaczej. – Wszyscy mają teraz dużo pracy. Ściągnięto mnie na oddział, bo podejrzewano, że jeden z pacjentów może być zwolennikiem Voldemorta. Ostatecznie okazało się, że po prostu uważa czerń za stylową i ma skłonności do popadania w panikę – powiedziała szczerze. Martwiła się o Heather, ale prawdopodobnie wpadłaby do niej za jakiś czas, gdy ta już byłaby w domu, gdyby i tak nie musiała odwiedzić Munga.
- Powiedzieli ci, kiedy staniesz na nogi? – zapytała. Widok Wood na szpitalnym łóżku potęgował wyrzuty sumienia, ale próbowała je uciszyć. Heather była Brygadzistką. I nie umiała stać z boku. Prędzej czy później i tak by tu trafiła… w najlepszym wypadku. Brenna nie uważała, że wiele je łączy, wręcz przeciwnie, pod wieloma względami różniły się tak bardzo, że na początku współpracy miała mocne wątpliwości, czy zdołają skutecznie działać w duecie. Ale jeżeli szło o tę jedną rzecz, okazywały się aż nazbyt podobne. Żadna z nich nie umiała zrezygnować z walki.
I być może obie, w ostatecznym rozrachunku, czekał ten sam los.[/b]
- Ostrożnie, jest jeszcze ciepła – ostrzegła, podając Wood napój. Swój kubek też uniosła do ust i pomyślała, że nie pamięta, kiedy piła coś ciepłego. Dbała o to, aby jeść i pić, owszem, bo nie mogła obejść się bez snu, jedzenia i picia, ale to ostatnio oznaczało tosty i kanapki pochłanianie w Błędnym Rycerzu albo gdzieś w biegu, wodę i w najlepszym wypadku bardzo zimną i bardzo paskudną kawę.
Może dlatego mugolska herbata smakowała bosko.
- Wypluj te słowa. Nie możesz być kaleką, musisz zaraz wrócić do pracy, bo Caspian uzna, że to przeze mnie i skróci mnie o głowę, jeżeli stracę piątego partnera – parsknęła Brenna. O ile jeden z jej partnerów „wytrzymał” długie lata, o tyle kolejni z różnych powodów dość krótko współpracowali z Brenną. I choć tylko jeden odszedł, ponieważ miał jej szczerze dość, niektórzy zdawali się sądzić inaczej. – Wszyscy mają teraz dużo pracy. Ściągnięto mnie na oddział, bo podejrzewano, że jeden z pacjentów może być zwolennikiem Voldemorta. Ostatecznie okazało się, że po prostu uważa czerń za stylową i ma skłonności do popadania w panikę – powiedziała szczerze. Martwiła się o Heather, ale prawdopodobnie wpadłaby do niej za jakiś czas, gdy ta już byłaby w domu, gdyby i tak nie musiała odwiedzić Munga.
- Powiedzieli ci, kiedy staniesz na nogi? – zapytała. Widok Wood na szpitalnym łóżku potęgował wyrzuty sumienia, ale próbowała je uciszyć. Heather była Brygadzistką. I nie umiała stać z boku. Prędzej czy później i tak by tu trafiła… w najlepszym wypadku. Brenna nie uważała, że wiele je łączy, wręcz przeciwnie, pod wieloma względami różniły się tak bardzo, że na początku współpracy miała mocne wątpliwości, czy zdołają skutecznie działać w duecie. Ale jeżeli szło o tę jedną rzecz, okazywały się aż nazbyt podobne. Żadna z nich nie umiała zrezygnować z walki.
I być może obie, w ostatecznym rozrachunku, czekał ten sam los.[/b]
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.