Faktycznie. Brenna wspominała coś o tym, że zaczęły się problemy z teleportacją. Osobiście nie doświadczył ich jeszcze na własnej skórze, jednak nie zamierzał też kusić losu. Biorąc pod uwagę, że nie było tutaj zbyt dużo personelu medycznego, pewnie będzie tu siedział dłużej niż większość wolontariuszy. Zwłaszcza jeśli Bulstrode będzie kręciła się w pobliżu.
— A c-co z zapasami? — spytał, gdy już przyswoił skrót ostatnich wydarzeń opisany mu przez Florence. — W Dolinie powinna b-być j-jakaś apteka, tak? P-powinniśmy k-kogoś wysłać.
Skoro ranni dalej nadchodzili, to i eliksiry zaczną kończyć się szybciej, niż będą warzone. Nawet jeśli zbierze się tu same kółko eliksirowarów, to samego procesu produkcji nie uda im się zbytnio przyspieszyć. No, chyba, że zależało im na bardzo krótkotrwałych skutkach tudzież ich braku.
Lupin aż podskoczył, gdy rozległ się okrzyki dochodzące z wejścia do namiotu. Automatycznie cofnął się o pół kroku, jakby oczekując, że ktoś zamierza ich napaść, jednak gdy okazało się, że to kolejna „partia” rannych, stanął u boku swej mentorki.
Tak jak na dyżurach, tak jak na dyżurach, powtarzał sobie w myślach, prostując plecy i biorąc głęboki oddech. Miał ochotę się zaśmiać, ale nie byłby to szczęśliwy śmiech. Wybrał pracę w szpitalu właśnie dlatego, że chciał pracować na miejscu; w kontrolowanych, znanych mu warunkach, gdzie mógłby podchodzić do wszystkiego metodycznie, zgodnie z tym, czego uczył się na kursach, z książek tudzież od innych uzdrowicieli. Leczenie ludzi w wyczarowanym naprędce namiocie zdecydowanie nie wpisywało się w jego ramy idealnych warunków pracy. Ale cóż mógł na to poradzić?
— Przenieś go na tamto łóżko — wskazał przedostatnią z dostępnych koi. Głos zamarł mu w ustach. Skoro dalej znoszono rannych, to szybko może im się skończyć miejsce. Czy do tego czasu, zdołają przenieść, chociaż część pacjentów do Munga lub oddać pod opiekę rodziny? — Proszę.
Podążył za kobietą, sięgając po swoją różdżkę. Zanim jednak zdecydował się na rzucenie jakiegokolwiek zaklęcia, postanowił zadać wolontariuszce, czy też brygadzistce, która go przyprowadziła kilka pytań.
— Wiadomo, co mu jest? W jakim stanie go znaleźliście?
— Był z tą dziewczyną — Wskazała za siebie, na pacjentkę, która znajdowała się pod opieką Florence. — Jak do nich dotarliśmy, był nieprzytomny, ale jak przenieśliśmy go na nosze, to zaczął kontaktować. Narzekał na ból stopy, ale nie było czasu, żeby...
— Rozumiem — przerwał jej. Wziął głęboki oddech. — Dziękuję, dziękuje. — Zbliżył się do pacjenta. — Posłuchaj: jesteś w namiocie szpitalnym. Twoja przyjaciółka jest już pod opieką specjalistów. Ja jestem Cameron i się tobą zajmę, okej?
Drobne kiwnięcie głową i jęk musiały mu wystarczyć, jeśli chciał dostać jakąkolwiek zgodę na leczenie. Zaczął stosunkowo spokojnie. Okazało się, że chłopak wcale nie był tak bardzo poszarpany; jego ubranie było w okropnym stanie, ale całe rany klatki piersiowej i rąk nie zagrażały życiu. Proces gojenia mógł trochę zająć. Następnie Cameron rozciął materiał spodni przy jednej z nogawek, jednak nie stwierdził na tej nodze zbyt wielkich problemów. Kilka otarć, drobne zranienie, ale nic, co mogło wywołać wielki ból. To przy drugiej nodze zaczęło się robić ciekawie.
— Krwawienie i ugh... Przemieszczenie kości — skomentował pod nosem. — Nic dziwnego, że go boli.. — Przyłożył delikatnie różdżkę do skóry pacjenta, chcąc zredukować krwawienie przy pomocy odpowiedniego czaru. — Musiał spaść z dużej wysokości.
Wiatr? Całkiem prawdopodobne. Cameron poczuł gulę w gardle. Może powinien być wdzięczny za to, że wylądował tak... fortunnie po tym, jak i jego porwał żywioł podczas ucieczki? Parę siniaków to nic w porównaniu z tym. Takich biedaków mogło tam być więcej.
— Mam tutaj zwichnięcie stawu skokowego — odezwał się głośniej do Florence. Dalej był stażystą, a przez szpitalne doświadczenia czuł się w obowiązku informować kobietę o diagnozie i działaniach, jakie miał zamiar podjąć. — Zamierzam oczyścić nogę, a potem naprawić zwichnięcie, usztywnić i zabandażować okolice urazu.
W tych warunkach nie mógł sobie pozwolić na przeprowadzenie dodatkowych testów. Musiał polegać na swojej wiedzy i pamięci, a także osobistych obserwacjach. Wziął głęboki oddech i przystąpił do kolejnych działaniach, starając się trzymać nerwy na wodzy. Eliksirami na łagodzenie bólu zajmie się później. Koniec końców facet i tak będzie musiał wylądować w Mungu, co by otrzymać dodatkowe zalecenia.